Legenda myślenickiej Klasy A i Skalnika Trzemeśnia kończy karierę

Legenda myślenickiej Klasy A i Skalnika Trzemeśnia kończy karierę

Mariusz Gzyl to jeden z najlepszych zawodników myślenickiej Klasy A w XXI wieku. Całą swoją seniorską karierę, czyli 19 lat spędził w Sklaniku Trzemeśnia, gdzie pełnił również rolę kapitana. Według naszych wyliczeń od sezonu 2014/2015 (brak danych z wcześniejszych lat) zagrał on w 243 meczach i strzelił w nich 114 goli, co jest fenomenalnym wynikiem, biorąc pod uwagę środkowego pomocnika.

Jednak każda przygoda ma swój koniec. Mariusz Gzyl w ubiegły weekend rozegrał swoje ostatnie spotkanie przeciwko Górkom Myślenice, a żegnały go owacje kibiców i zawodników obu drużyn. Z tej okazji postanowiliśmy podsumować tę wybitną karierę wywiadem.

Jak się rozpoczęła twoja przygoda z piłką?

Mariusz Gzyl: Pierwsze kroki stawiałem na betonowym boisku w Porębie i do przyjścia do Skalnika namówił mnie Mateusz Klimas. Pograłem trochę w trampkarzach, a później przeszedłem do Dalinu. Jeszcze jako junior wróciłem do Trzemeśni. Mieliśmy tutaj świetną drużynę, przez dwa lata przegraliśmy wtedy tylko jeden mecz u siebie.

A jak wspominasz swoje początki w seniorach Skalnika?

Wejście do seniorów było dość trudne, bo tu była bardzo dobra drużyna. Pamiętam swój debiut z Rabą Dobczyce (sezon 2007/2008), byłem tak zestresowany, że zapomniałem ubrać ochraniaczy! (śmiech) Później byłem w kadrze w meczu wyjazdowym z Opatkowianką, kiedy przegraliśmy 0:4. Po meczu trener Brożyniak powiedział do drużyny: “Młody wam pokazał, jak się gra” i zrezygnował ze stanowiska.

Wiele lat pełniłeś rolę kapitana. Dużo ważyła ta opaska?

Na początku tak, z czasem już do niej przywykłem. Zawsze starałem się kontrolować atmosferę w szatni. Przy mnie nie było jakiś wielkich kłótni. Nie lubiłem takich spięć, a poza tym w Skalniku miała panować zgoda.

Co dawało ci motywację do gry przez tyle lat?

Ja zawsze lubiłem grać w piłkę, sprawiało mi to przyjemność. Mój tata również grał, tak samo jak później bracia. Przez te wszystkie lata udało mi się nie stracić tej pasji do futbolu.

A jaki był najgorszy i najlepszy sezon w twojej karierze?

Najlepszy na pewno poprzedni (2024/2025), kiedy wywalczyliśmy baraże o grę w Klasie Okręgowej. Niestety było też kilka sezonów, kiedy walczyliśmy o utrzymanie, ale najgorszy był chyba 2022/2023, a szczególnie runda jesienna, po której mieliśmy tylko siedem punktów, ale na wiosnę zdobyliśmy 23 “oczka” i dość spokojnie się utrzymaliśmy.

A z jakim zawodnikiem najlepiej ci się grało?

To można rozłożyć na dwa pokolenia. Dawniej grało się całkiem inaczej, dużo bardziej bezpośrednio...

Miałeś zawsze dużo asyst do swojego brata Piotrka...

Tak, to prawda, nawet nie musiałem patrzeć, tylko wiedziałem, że jak zagram piłkę na skrzydło za obronę, to on tam będzie. Nie wiem, czy to relacja braci, czy już mieliśmy takie zgranie. Z Robertem Zapałą też bardzo dobrze mi się grało przez tyle lat. Z kolei teraz jest tu jeden taki gwiazdor [Michał Ziembla], (śmiech) któremu podasz piłkę, a on już zrobi resztę. Myślę, że na pewno jest to jeden z najlepszych zawodników, z jakimi grałem. Muszę jeszcze wymienić świętej pamięci Bartka Kasprzyckiego, też świetnego piłkarza.

A miałeś jakąś drużynę albo zawodnika, przeciwko komu nie lubiłeś grać?

Chyba nie. Co prawda były takie zespoły, z którymi zawsze było ciężko jak Dziecanovia czy mecze wyjazdowe z Beskidem Tokarnia. Jeśli chodzi o pojedynczych zawodników, to nie zdradzę kto to był, ale pamiętam taką sytuację, że zawodnik z drużyny przeciwnej miał takie zadanie, żeby mnie kopać przez cały mecz. Z resztą po meczu się przyznał do tego.

Najlepszy zawodnik przeciwko, któremu grałeś?

Dawno temu Mateusz Kwaśniak w czasach gry w LKS Mogilany. Miał świetną lewą nogę i drybling. Potem spotkaliśmy się w barażach o Klasę Okręgową.

Przez całą karierę nie zmieniłeś klubu, mimo różnych ofert. Dlaczego?

Raz byłem na sparingu we Wrzosach Osieczany, miałem nawet dostać wtedy dobre pieniądze, ale chyba po prostu w sercu zawsze miałem tylko Skalnik. Wcześniej dostawałem różne propozycje nawet z Okręgówki, ale jakoś nie było mi po drodze rezygnować z gry w Trzemeśni.

Najbardziej szalony mecz?

Z dawnych czasów pamiętam dwa mecze, kiedy odrabialiśmy dwubramkową stratę z Pasternikiem Ochojno i z Tempem Rzeszotary. W ubiegłym sezonie (2024/2025) przegrywaliśmy z rezerwami Dalinu 0:3, po 20 minutach, a wygraliśmy 5:3.

A jakaś taka pamiętna pomyłka?

Z Tokarnią kiedyś pamiętam, że zostałem sfaulowany w polu karnym, a później nie strzeliłem z jedenastu metrów i stałem się obiektem żartów w szatni. Kiedyś też w Kornatce nie trafiłem z dwóch metrów na pustą bramkę.

Najbardziej pamiętny gol?

Pamiętam z Rzeszotarami u siebie dostałem z rzutu rożnego piłkę na 18. metr i z lewej nogi uderzyłem w samo okienko. Jeśli chodzi o ważnego gola, to na pewno w sezonie barażowym z Iskrą Brzączowice w przedostatniej kolejce. graliśmy w osłabieniu i przegrywaliśmy 0:1, a ja strzeliłem bramkę wyrównującą z połowy boiska i ostatecznie wygraliśmy 3:2. Już przed meczem wiedzieliśmy, że jeśli wygramy ostatnie dwa spotkania, to zakończymy sezon na drugim miejscu, więc presja była tym większa.

A kiedy pierwszy raz pomyślałeś o odłożeniu butów na kołek?

Przed tym najlepszym sezonem 2024/2025 myślałem już o tym, ale coś mnie jednak tknęło, żeby spróbować jeszcze jedną kampanię i skończyło się drugim miejscem. W ostatnich miesiącach to przede wszystkim męczyły mnie kontuzje, czy to mięśniowe, czy ostatnio bark. Mam też dwójkę dzieci, a jednak trochę tego czasu na piłkę przeznaczałem.

Rozmawiał: Jakub Kurek

 

Jakub Kurek Jakub Kurek Autor artykułu

Student, który szybko się uczy. Zainteresowany dziennikarstwem i sportem. Współpracownik Gazety od 2022 roku.