Legendarna prehistoria robotów

Legendarna prehistoria robotów
Ryszard Tadeusiewicz Naukowiec AGH, absolwent myślenickiego LO

Pisząc te felietony staram się przybliżać Państwu szczególnie te obszary nauki i techniki, w których prowadzę badania naukowe oraz prace konstrukcyjne. Obecnie jest to głównie sfera inżynierii biomedycznej (pisałem o niej kilka razy w Gazecie Myślenickiej), ale przez 20 lat byłem kierownikiem największej w Polsce Katedry Automatyki na AGH, więc z robotami też miałem sporo do czynienia. Pisałem już o robotach chirurgicznych, o robotach teatralnych, o robotach mogących towarzyszyć osobom starym i samotnym, a ponieważ ostatnio pracowałem nad robotami do sadzenia lasu – to i o nich też chętnie Państwu opowiem. Ale ponieważ jestem też członkiem Rady Naukowej Instytutu Historii Nauki Polskiej Akademii Nauk – kusi mnie, żeby zacząć od pewnych wiadomości historycznych.

Ale ponieważ felieton o historii robotów opublikowałem już w Gazecie Myślenickiej nr 23/2020 (23.6.2020), więc dzisiaj kusi mnie, żeby dzisiaj opowiedzieć trochę o ich prehistorii.

Legendarnej!

W mitologii greckiej pojawia się opis dwóch „złotych dziewic” zbudowanych przez protoplastę wszystkich techników - kulawego boga Hefajstosa. Te metalowe figury miały chodzić, śpiewać i usługiwać ucztującym, jak to opisuje między innymi Homer w Iliadzie (VIII w. p.n.e.). Nawet z punktu widzenia dzisiejszej techniki wykonanie takich automatów nie byłoby proste, było to więc nie lada „osiągnięcie techniczne”. No, ale jeśli się jest bogiem ...

Hefajstos stworzył także Pandorę, kobietę ulepioną z gliny i z wody, która (jako żona Epimeteusza, brata bardziej znanego Prometeusza) miała zesłać na ludzi katastrofę. Jak wiadomo ciekawska kobieta mimo kategorycznego zakazu otworzyła puszkę, którą otrzymała od Zeusa w charakterze posagu. A w tej puszce były zgromadzone przez bogów olimpijskich wszystkie nieszczęścia świata!

Wypuszczone przez Pandorę dręczą ludzi do dziś - i nie chcą z powrotem wrócić do puszki...

W mitologii greckiej opisywany był także Talos, gigantyczny robot (jak byśmy go dziś nazwali) z brązu (wykonany oczywiście także przez Hefajstosa), który strzegł Krety, obiegając trzy razy dziennie całą wyspę i niszcząc wszelkich intruzów, którzy chcieli się na nią dostać. Niestety miał on słaby punkt, który – jak to w mitologii często bywa – wykorzystała podstępna kobieta. Nie będę tego opisywał, bo będzie się wydawało, że jestem przeciwko kobietom, a jest dokładnie przeciwnie!

Jak było, tak było – ale robot zginął, więc jadąc na Kretę (gdy już będzie wolno!) nie będziecie Państwo musieli się trapić (trzy razy dzienni!), że ktoś Was nadepnie na plaży gigantyczną nogą z brązu...

Grecy wierzyli także w to, że piękne posągi posiadają duszę, a miłość człowieka może je ożywić. Tak się zdarzyło Pigmalionowi z Cypru, który wyrzeźbił piękną Galateę a potem się w niej zakochał, więc wyrzeźbiona kobieta ożyła. Piękna historia!

Pozostając w kręgu europejskich robotycznych „dokonań” literackich warto odnotować szeroko znaną historię Golema - sztucznego człowieka, którego ożywił i obdarzył duszą praski rabin Loewe ben Bezalela. Rabin był postacią historyczną, znane są nawet daty jego urodzin i śmierci (1525 - 1609), natomiast jak to było z tym Golemem - kto to wie?

A swoją drogą, to w literackich wizjach robotów Czesi odegrali znacznie większą rolę, niż w ich budowie. Już pisałem w tym felietonie o historii robotów, opublikowanym w Gazecie Myślenickiej nr 23/2020 (można tam łatwo sięgnąć, bo na stronie Gazety są zebrane teksty wszystkich moich wcześniejszych felietonów), że słowo robot po raz pierwszy użył Karel Czapek w dramacie R.U.R. (w 1920 roku). Dramat ten został przetłumaczony na 30 języków, a słowiańska nazwa robot została przyjęta na całym świecie.

To jednak wszystko były postacie literackie, a jak było w rzeczywistości?

O tym opowiem Państwu za tydzień!