Ludmiła i pan Kot, zwany Maurycym cz. 4

Ludmiła i pan Kot, zwany Maurycym cz. 4

ZOO

Ludmiła była niepocieszona. Miała iść z rodzicami w sobotę do zoo, ale okazało się, że tata musi jednak iść do pracy, a mama skończyć „Bardzo Ważny Projekt”, w związku z czym również będzie pracować – tyle że w domu, przy komputerze – no i po zoo. A tak się cieszyła…Chciała zobaczyć pingwiny, żyrafy, słonie i tygrysy i lwy… A tu nic z tego. Kolejna nudna sobota! Na dodatek zaczął padać deszcz. Co za nuda! Nie miała ochoty ani rysować, ani bawić się lalkami, ani robić niczego! Poszła do pokoju mamy i otworzyła drzwi. Mama oczywiście stukała zawzięcie w klawiaturę.

- Mamooo…

- Tak Ludmiłko? Co się stało? Jesteś głodna?

- Nie, nudzę się, nie mam co robić.

- Kochanie, może sobie porysujesz, albo pobawisz się zabawkami. Ja naprawdę muszę to dziś wysłać, ale jak tylko skończę, obiecuję, że pójdziemy na spacer.

- Ale pada.

- To nic, weźmiemy kalosze i parasole i pójdziemy kupić coś na obiad. Dobrze? A teraz proszę, daj mi jeszcze chwilę popracować.

- No dobrze – westchnęła Ludmiła, choć wiedziała, że ta „chwila” tak szybko nie minie. Trudno, coś trzeba będzie wymyślić. Poszła do swojego pokoju. Na jej łóżku chrapał sobie w najlepsze pan Kot.

- Panie Kocie, śpisz? – spytała.

Chrapanie.

- Panie Kocie! Śpisz? – spytała głośniej.

Nic. Żadnej reakcji. Tylko chrapanie.

- Panie Kocie!! – krzyknęła Ludmiła – śpisz?!

- Teraz już nie – odparł kwaśno pan Kot otwierając oczy – wyobraź sobie, że jakieś krzyki mnie obudziły.

- O, przepraszam…- Ludmile było naprawdę przykro.

- No już trudno. Co chciałaś moja panno? – spytał pan Kot.

- Nudzę się – odparła Ludmiła.

- To zrób to, co ja: zdrzemnij się – poradził pan Kot – pogoda wręcz idealna na małą drzemkę.

- Przecież nie tak dawno wstałam – obruszyła się Ludmiła – nie można tak spać cały dzień.

- E tam – odparł pan Kot – to bardzo miłe zajecie. No to co chcesz robić?

- Nie wiem, mieliśmy iść do zoo, a tu widzisz jaki klops.

- Klops? Mamy klopsiki? Nie czuję – pan Kot pociągnął nosem.

- Nie, no, tak się tylko mówi – odparła Ludmiła.

- A to szkoda... – pan Kot był nieco rozczarowany.

- Klops z planami, tata w pracy, mama przy pracy – a ja sama, bidulka, nie mam co z sobą zrobić – Ludmile było coraz smutniej.

- No nie taka sama. Jeszcze jestem ja! Pan Kot wspaniały, niezastąpiony towarzysz w niedoli i smutku, niepowtarzalny i wyjątkowy dziki sir Kot we własnej osobie! – rzekł pan Kot i się przeciągnął – to co, na pewno nie masz ochoty na tę drzemkę?

- Na pewno, tylko mi tu znów nie zasypiaj – powiedziała Ludmiła.

- No dobra, dobra – pan Kot zeskoczył z łóżka – to, co by tu robić? hmm... hmm... o! Już wiem! Zrobimy sobie domowe zoo!

- Domowe? – zdziwiła się Ludmiła – ale jak, ulepimy zwierzęta z plasteliny?

- Nie, moja droga! Użyjemy do tego naszej wyobraźni! Idź do mamy i poproś ją o atlas zwierząt.

Ludmiła poszła więc do mamy i przyniosła atlas. Mama ucieszyła się, że znalazła sobie jakieś zajęcie i zapewniła, że naprawdę już „za chwileczkę” skończy.

- To co najpierw? – spytał pan Kot, gdy wertowali album. – O, tu jest słoń, zobacz jakie ma śmieszne, duże uszy i długą trąbę. A wiesz jak chodzi słoń?

- Jak? – spytała Ludmiła.

- No, a jak może chodzić, skoro waży tonę?! Ciężko! Sama sobie wyobraź, że ważysz ze sto kilo i musisz gdzieś pójść.

Ludmiła wyobraziła sobie więc, że jest duża i bardzo ciężka – i zaczęła chodzić po pokoju dostojnie i powoli niczym najprawdziwszy słoń. Bum. Bum. Tupała ciężko nogami.

- O widzisz, pięknie – a zobacz, tu dla odmiany mamy małpy. Te to dopiero są psotnice. Jak chcesz się poczuć jak małpka, to musisz być zwinna i giętka.

Ludmiła skoczyła na łóżko, potem na podłogę i stwierdziła, że dużo lżej być małpką niż słoniem.

- O, a tu mamy pingwina, wiesz jak chodzi pingwin? – zapytał pan Kot.

- No, tak śmiesznie – odparła Ludmiła.

- Też byś chodziła „śmiesznie”, gdybyś musiała cały czas ślizgać się po lodzie i nie upaść. Sama spróbuj: ręce wzdłuż ciała, stopy blisko siebie i robimy małe kroczki, poruszając się przy tym na boli, jak wahadło w zegarze.

Ludmiła spróbowała – i choć nie było to wcale takie łatwe – bardzo jej się spodobało.

- Ale panie Kocie, skąd ty to wszystko wiesz – zdumiała się.

- Bo ja jestem bardzo mądrym panem Kotem – odparł skromnie pan Kot – a teraz chodź, pokażę ci tygrysa.

- Jaki słodki kociak! – zachwyciła się Ludmiła.

- Phy, słodki – prychnął pan Kot – to drapieżnik, zwinny, szybki – prawie jak ja. Czekaj, zaraz ci pokażę!

Mówiąc to pan Kot zeskoczył z łóżka i hop! Wskoczył na krzesło Ludmiły; hop – i już był na stoliku, hop – wskoczył na komodę i jeszcze jedno długie hoop – i już był na wysokiej szafie, która nieomal sięgała sufitu.

- I co powiesz na to, młoda damo?

- Wow – szczerze zdumiała się Ludmiła, która nigdy nie podejrzewałaby pana Kota o taką zwinność – ale jesteś wysoko!

- O tak! – pan Kot zerknął w dół – rzeczywiście hmm... – dodał nieco mniej pewnym głosem – dość tu wysoko…

- A teraz równie zwinnie zeskoczysz? – spytała Ludmiła.

- Cóż, z tym może być jednak mały problem… - odparł niepewnie pan Kot.

- Problem? – zdziwiła się Ludmiła – Ale dlaczego? Jesteś najlepszym kocim tygrysem, jakiego znam.

- Cóżżż – przeciągle odpowiedział pan Kot – tylko, że wiesz, całkiem zapomniałem, a tak się akurat zdarza, że czasem, bardzo rzadko rzecz jasna, ale jednak, otóż czasem miewam, takie coś, jakby to powiedzieć, no wiesz, takie jakby małe, maleńkie, całkiem maleńkie, ale jednak… napady lęku wysokości – wykrztusił z siebie w końcu pan Kot i szybko zamknął oczy.

- Lęku wysokości? – zdumiała się Ludmiła – przecież jesteś kotem!

- I co z tego? – obruszył się pan Kot – co ty myślisz młoda damo, że kot nie może mieć lęku wysokości? Otóż: może, a ja jestem na to żywym przykładem.

- E, nie wygłupiaj się, skacz, przecież nie będziesz tam siedział – próbowała przekonać go Ludmiła. Pan kot jednak nawet nie zamierzał próbować:

- Ani mi się śni! Właśnie, że będę tak siedział i już. Całkiem mi tu dobrze.

- No to klops – zmartwiła się Ludmiła.

- Klops? Jaki klops? To jednak mamy jakieś klopsiki? Mniam, mniam – pan Kot znacznie się ożywił.

- Nie, przecież mówiłam ci już, że tak się tylko mówi – wyprowadziła go z błędu Ludmiła.

- A to szkoda – westchnął pan Kot – No nic, to ja się tu troszkę zdrzemnę.

- Przecież musisz jakoś zejść, nie będziesz tam siedział na zawsze…

Ludmiła intensywnie myślała, co tu zrobić. Może pójść po mamę? E nie, to nie najlepszy pomysł. To może poszuka jakieś drabiny i pan Kot po niej zejdzie? Ale w domu nie ma przecież takiej drabiny… to co tu zrobić?...

- Już wiem – zdecydowała nagle – idę po ciebie i zejdziemy razem.

- Nie wydaje mi się to dobrym pomysłem, możesz spaść. Zresztą: mi tu całkiem dobrze – odparł pan Kot.

- Idę i już – zdecydowała Ludmiła.

Po czym wyszła na krzesło, potem na stolik, a ze stolika na komodę. Dobrze, że była taka szeroka, ale z dołu wcale nie wyglądała na taką wysoką…ależ daleko ta podłoga…

- Ojoj, panie Kocie, teraz to już chyba mamy dwa problemy…

- Oczywiście – przyznał pan Kot – jeden to ten, że siedzę na szafie, a drugi, że nie mamy klopsików.

- Nie, nie. Chodzi o to, że ja chyba też miewam te napady lęku wysokości. Teraz to już zostaniemy tu na zawsze! – zawołała przerażona Ludmiła.

- To faktycznie klops - zgodził się pan Kot.

I tak sobie siedzieli. Pan Kot na szafie, a Ludmiła na komodzie. Siedzieli i myśleli. Pan Kot zapewne o klopsikach, a Ludmiła zastanawiała się, czy jak mama skończy pracę, to przyjdzie po nią, czy – o zgrozo – może zapomni i tak tu już będą siedzieli całą wieczność.

- To może zacznę wołać i mama nas usłyszy? – zastanawiała się głośno – wtedy po nas przyjdzie, ale pewnie nie będzie zbyt zadowolona…, no cóż, lepsza bura od mamy, niż cały dzień na komodzie… a może byśmy tak… - Ludmiła wpadła na pewien pomysł.

- Może byśmy co? – zaniepokoił się pan Kot.

- Może skoczymy na łóżko? Jest szerokie i stoi prawie pod nami i jest miękkie, więc nic nam się nie stanie.

- Oszalałaś! Przecież boję się wysokości, jak mam skakać? – zbulwersował się pan Kot.

- Ja też – przyznała Ludmiła – ale masz lepszy pomysł? Skok trwa tylko chwilę i będziemy wolni.

- W sumie racja – przyznał pan Kot – strasznie zgłodniałem od tej wysokości. Zjadłbym klopsika…

- No to liczymy i skaczemy na „trzy” – zdecydowała Ludmiła.

- Na trzy – zgodził się Pan Kot.

- Jeden, dwa, trzyyy – skaczemy!

I skoczyli – wprost na łóżko Ludmiły.

- Udało się, udało! – cieszyła się Ludmiła.

- Oczywiście, że się udało. Nie miałem co do tego ani krztyny wątpliwości – odparł pan Kot przylizując zmierzwione futerko – a teraz chodźmy po plasterek szyneczki, bo strasznie burczy mi w brzuchu.

I poszli. A nazajutrz była niedziela i piękna pogoda, a rodzice zabrali w końcu Ludmiłę do zoo.

- Było wspaniale! – opowiadała później panu Kotu – były pingwiny i słonie i żyrafy!

- A tygrysy? – zapytał pan Kot.

- Były! Wspaniałe! Ale, wiesz? Nie tak wspaniałe jak ty!

- Ba! Wiadomo – mruknął z zadowoleniem pan Kot.