Małomiasteczkowość.

Małomiasteczkowość.

… mam w dupie małe miasteczka

Andrzej Bursa, „Sobota”

Małe miejscowości to wcale nie mniejszość. Tylko nieco powyżej 20 procent Polaków mieszka w dużych miastach. Reszta żyje na wsiach lub w niewielkich miasteczkach. Ale małomiasteczkowość to nie tylko miejsce zamieszkania, to cały bagaż unikalnych doświadczeń i spojrzenia na rzeczywistość. Choć w tej sytuacji unikalne jest raczej życie w dużym mieście.

W kulturze przymiotnik „małomiasteczkowy” kojarzony jest z zacofaniem, prowincjonalnością, jarmarczną i przerysowaną wręcz estetyką i specyficzną ciekawską mentalnością, silnie uzależnioną od wpływów Kościoła katolickiego. Jednak ten mit funkcjonuje w oparciu o stereotypy, które były aktualne jeszcze pół wieku temu. Obecnie młodzież w małych miejscowościach ma o wiele więcej wspólnego ze swoimi rówieśnikami w wielkich miastach.

W dużej mierze przyczynił się do tego internet. Teraz wszyscy oglądamy te same seriale na Netflixie i zdjęcia na Instagramie. Nawet jeśli w pobliżu nie ma galerii handlowej, ubrania z najnowszych kolekcji popularnych sklepów w kilka dni znajdą się za sprawą kuriera pod naszymi drzwiami. Mamy podobne myślenie i podobnych idoli. Bardzo wielu z nas uczy się, na przykład w krakowskich szkołach. Teraz można powiedzieć, że są pewne różnice w naszych trybach życia, ale już nie takie, których nie można by pokonać.

Wnioski wynikające z rozmowy, którą przeprowadziłam z Michałem Chacią z Głogoczowa świetnie pokazują główne minusy i plusy życia poza dużym miastem. Zaletą małych miejscowości jest cisza, to że wieczorem można uciec od zgiełku samochodów, hałasu otwartych całą noc restauracji i barów, niekończących się imprez masowych i rzeszy turystów. Nie bez znaczenia jest też kontakt z naturą, który nie ogranicza się jedynie do kilku drzew i skweru z trawą. Tutaj nie trzeba płacić kroci za godzinę medytacji w wyciszonym pomieszczeniu, wystarczy wieczorny spacer. Taka otwarta przestrzeń daje poczucie prawdziwej wolności. Kolejnym plusem są relacje między ludźmi. Jest mniej osób, wiele z nich znamy, dużo łatwiej jest utrzymać nawet sporadyczny kontakt z osobami z którymi chodziło się do szkoły podstawowej.

Poza zaletami są również oczywiste wady. Najważniejsza z nich to dojazd do dużych ośrodków miejskich. Wcześniejsze wstawanie i późniejsze powroty, godziny spędzone w korkach i niezbyt częsty transport publiczny, to zdecydowane jeden z największych mankamentów życia w małej miejscowości. Kolejnym jest ograniczony dostęp do kultury. Czyli brak lub mała liczba takich miejsc, jak kina czy teatry oraz wydarzeń kulturalnych - koncertów, spotkań autorskich czy festiwali. Niewiele jest również ośrodków sportowych, na przykład siłowni czy pływalni.

Nie wszystko da się spolaryzować. Jest kilka kwestii niejednoznacznych. Przykładowo perspektywy na rozwój młodych ludzi. Są one coraz lepsze, podnosi się poziom szkolnictwa, zwiększa się świadomość. Powstają szkoły muzyczne, czy kluby sportowe, które stwarzają możliwość wszechstronnego rozwoju. Nadal pozostaje jednak sporo do zrobienia. Tak samo jest jeśli chodzi o działalność społeczną. Jest kilka organizacji takich jak Ochotnicze Straże Pożarne, które działają cały rok, jednak większość to tylko czasowe wolontariaty.

Małe miasteczko to już nie klatka dla perspektyw, nawet nie wysoki mur. Wciąż jednak jest płot, choć nie za wysoki. Ilu z nas zostanie, ilu wyjedzie, ilu wróci? Nie wiadomo, ale tylko od tego zależy co małomiasteczkowość będzie oznaczała za 10 lat.

Emilia Ćwierz