Marzenia nie mają wieku

Marzenia nie mają wieku
Pani Zofia spełniła marzenie o locie samolotem Fot. fot. z archiwum Fundacji Bajka o Babci i Dziadku

Kilkoro myślenickich seniorów właśnie spełniło lub zaraz spełni swoje marzenia. Dzieje się to za sprawą Fundacji Bajka o Babci i Dziadku, która powstała właśnie po to, aby pokazać, że marzyć warto w każdym wieku i nigdy nie jest na to za późno. Przekonała się o tym już m.in. pani Zofia z Myślenic, która pierwszy raz w życiu miała okazję lecieć samolotem, a niebawem przekona również pan Antoni, który pierwszy raz od lat obejrzy na żywo mecz swojej ukochanej drużyny - Wisły Kraków i to z loży prezydenckiej.

„Wiecie, co jest wspaniałe w marzeniach? Że marzyć może każdy, że marzyć można wszędzie. Marzenia nie znają ograniczeń, nie mają terminu przydatności” – pisze o swojej misji Fundacja Bajka o Babci i Dziadku. Działa ona od 2023 roku i od tej pory spełniła już marzenia m.in. o wyjeździe na koncert rockowy, dniu w SPA, wyprawie na Kasprowy Wierch, przejażdżce sportowym autem, tatuażu, locie balonem, a nawet skoku ze spadochronem.

Pani Zosia z Myślenic nie wierzyła, że może jeszcze mieć takie marzenia, dlatego na pytanie o swoje odpowiedziała, że chciałaby cieszyć się zdrowiem takim jak pół wieku temu. Pani z Fundacji nie dała się tak łatwo zbyć i dopytywała dalej - wtedy wyjawiła, że od dawna marzy o tym, żeby choć raz w życiu polecieć samolotem i zobaczyć świat z wysokości. Od razu jednak zaznaczyła, że to tak samo nierealne jak pierwsze, więc nie ma co się łudzić. Jakież było jej zdziwienie, kiedy kilka dni później przedstawicielka Fundacji wręczyła jej… bilet na lot do Mediolanu. Nie mogła uwierzyć w swoje szczęście i w to, że nie tylko poleci samolotem, ale jeszcze zwiedzi jedno z najpiękniejszych miast.

- Koleżanki nieraz opowiadały, że były tu czy tam na wczasach, że leciały samolotem np. na Kretę. A ja? Przeżyłam tyle lat i nigdy jeszcze nie leciałam samolotem. Nie było okazji, albo raczej towarzysza podróży, bo sama na pewno bym się nie odważyła ruszyć w taką podróż – mówi 70-latka, która od wielu lat jest wdową.

Tym razem miała zapewnione towarzystwo i opiekę ze strony pań z Fundacji. Razem z nimi pewnego październikowego dnia wsiadła na pokład samolotu i zajęła miejsce – a jakże – przy oknie. Okazało się, że jest wymarzoną pasażerką linii lotniczych, bo pierwszy w życiu lot zniosła znakomicie a uśmiech nie schodził jej z twarzy. – Różnych głosów się nasłuchałam przed lotem, więc zabrałam ze sobą m.in… woreczki – śmieje się pani Zosia. – Okazały się niepotrzebne. Lot był bardzo przyjemny i upłynął spokojnie. Zupełnie jakbym jechała samochodem.

Ale sam lot to nie wszystko, bo był też czas na zwiedzanie Mediolanu, odwiedzenie kościołów, zajrzenie do butików i skosztowanie włoskich specjałów. - Pizza była przepyszna, lody fantastyczne, kawa znakomita! Jedyne co mnie lekko rozczarowało to makaron, ale to dlatego, że był ugotowany po włosku, czyli dente, dla mnie zbyt twardy. W Mediolanie zaskoczyły mnie wąskie uliczki, drewniane okiennice we wszystkich domach, i kościoły, które są tam bardzo skromnie urządzone, inaczej niż u nas, gdzie ołtarze często są bogato zdobione kwiatami. Za to tamtejsze sklepy! Wspaniałe, ale dostępne raczej tylko dla bogaczy. Zrobiłam mnóstwo zdjęć nie tylko w Mediolanie, ale także już w drodze tam i z powrotem. Z domu wyruszyłam o 4 nad ranem, a z powrotem byłam około 2 w nocy. W tym czasie zmieściły się dwa loty i kilka godzin zwiedzania, podczas którego przeszłyśmy ok. 15 km. Było intensywnie, byłam zmęczona, ale jednocześnie szczęśliwa nie do opisania! Zapamiętam te chwile do końca życia! Było przepięknie, dziękuję!

Pani Zosia na co dzień jest uczestniczką zajęć w Dziennym Domu Senior+ w Myślenicach. Stał się on jej antidotum na samotność, która szczególnie mocno doskwierała jej od czasu przejścia na emeryturę.

– Uwielbiam mieć wokół siebie ludzi. Miałam ich dopóki pracowałam, ale odkąd przestałam moim towarzyszem był głównie kot, ale to nie to samo co człowiek – mówi emerytka. – W Dziennym Domu Senior+ mam ludzi wokół, dlatego czuję się tu jak w niebie. Można porozmawiać, pośmiać się razem. Dziewczyny, nasze instruktorki, są wspaniałe, kreatywne i życzliwe. Rano mamy gimnastykę, po niej odwiedza nas pani psycholog, która z nami rozmawia, a jak ktoś poprosi o pomoc to służy radą. Potem mamy zajęcia w pracowniach, podczas których świetnie spędzamy czas. To właśnie tam odkryłam, że mam talenty, o które nawet się nie podejrzewałam. Szczególnie lubię tworzyć rękodzieło, a robimy przeróżne rzeczy, bo i figurki z gliny, mydełka itd. Mamy do dyspozycji siłownię plenerową, chodzimy do kina. Spędzamy czas ciekawie, dlatego kiedy przychodzi sobota i niedziela z niecierpliwością czekam znów na poniedziałek.

W tym samym Dziennym Domu Senior+ spotykamy pana Antoniego. Ten 88-latek od kilkudziesięciu lat jest zapalonym kibicem Wisły Kraków. Mógłby o niej opowiadać godzinami, a nazwiskami piłkarzy sypie jak z rękawa. - Adam Musiał, Antoni Szymanowski, Henryk Maculewicz, Kazimierz Kmiecik, Zdzisław Kapka, Marek Kusto, Andrzej Iwan. To byli profesorowie piłki! Ale i obecni dobrze sobie radzą – mówi i dodaje, że teraz jego ulubionym zawodnikiem jest Angel Rodado, ale ostatnią swoją grą zaimponował mu również młody zawodnik z numerem 51 - Maciej Kuziemka.

- Kiedyś nieraz prosto po pracy jechałem na mecz, a koledzy widząc jak mi się spieszy pytali „gdzie ty głuptoku jedziesz?”. Z powrotem ciężko było się dostać nieraz do Myślenic, ale jakoś się dostawałem. Potem kiedy córka się wyszła za mąż, jeździłem na mecze z zięciem. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłem na meczu, ale na pewno dawno. Przez kilka lat opiekowałem się żoną kiedy zachorowała. Bardzo mi jej brakuje – mówi wzruszony.

O tęsknocie za żoną wspomina też w krótkim filmiku dla Fundacji. – Jak jem kolację, śniadanie czy obiad to stawiam talerz dla niej, bo mi się wydaje, że ona tam gdzieś jest – mówi. Wyjawia też w nim swoje marzenie, którym jest nie tylko obejrzenie na żywo meczu Wisły Kraków ale też to, żeby Wisła powróciła jak najszybciej do Ekstraklasy.

Na to drugie Fundacja wpływu nie ma, ale na to pierwsze okazała się mieć i tym sposobem pan Antoni już niedługo zasiądzie w loży prezydenckiej, z której będzie kibicował Wiślakom.

- Wspaniale będzie być znów na stadionie. Zobaczyć te tysiące kibiców, usłyszeć „Jak długo na Wawelu…”. Aż serce rośnie! – cieszy się pan Antoni

Maria Chechelska z Fundacji Bajka o Babci i Dziadku:

Fundacja powstała w 2023 roku, a pomysł na nią zrodził się w głowie Natalii, która dziś jest jej prezeską. Od początku jej misją było spełnianie marzeń seniorów. Jest wiele organizacji pomagających seniorom, ale bardzo często są one nastawione na zapewnienie im rzeczy pierwszej potrzeby, jak jedzenie, lekarstwa itd. To jest oczywiście bardzo ważne i wspaniale, że to robią, ale w życiu nie chodzi tylko o to, żeby je przeżyć. Nam zależy żeby wycisnąć z niego jak najwięcej. A przy okazji staramy się w ten sposób docenić osoby, które robią coś dla innych, liczą się nawet najdrobniejsze gesty. Takim cichym bohaterem jest na przykład pan, który pomaga swojemu współlokatorowi z DPS-u przy codziennych posiłkach. Kiedy do nich docieramy reagują różnie. Czasem na pytanie o marzenie odpowiadają pytaniem: „a o czym ja mam marzyć?”. Albo ktoś marzy o dobrej śmierci. Staramy się wtedy „odwrócić kota ogonem”, zapytać jeszcze raz, wtedy seniorzy się otwierają. A potem my „stajemy na rzęsach”, aby te ich marzenia spełnić. Pomagają nam w tym inni. Po tym jak nagłośniłyśmy marzenie pana Antoniego odezwał się do nas prezes Wisły Kraków. Zaprosił pana Antoniego do loży prezydenckiej i to nie samego, ale z osobami towarzyszącymi, tak aby mógł dzielić swoją radość z przyjaciółmi.