Michała Basista spełnia swoje życiowe marzenie
Już 2 października rozpocznie się wielkie wydarzenie muzyczne, któremu od lat towarzyszą ogromne emocje i to nie tylko w naszym kraju. Jerzy Waldorf zatytułował je w swojej monograficznej książce „Wielką grą”, zaś Ludwik Jerzy Kern napisał, że to „ściganie na fortepianie”. Ludzie kultury, melomani, a nawet ci, którzy sami o sobie mówią, że mają pierwszy stopień muzykalności „jak grają to słyszę” - wszyscy o Konkursie Chopinowskim słyszeli, a wielu z tego grona słucha październikową „fortepianiadę” przez całe trzy tygodnie, „od deski do deski”. W tym roku, na XIX Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina będziemy mieli powody, żeby słuchać i oglądać ten konkurs jeszcze uważniej niż zwykle. A to za sprawą myśleniczanina, Michała Basisty, który kilka miesięcy temu zakwalifikował się do tegorocznej edycji.
Czego jest w Tobie najwięcej przed rozpoczęciem konkursu? Niepewności, adrenaliny „przedstartowej”, niecierpliwości, „żeby to się już zaczęło”, czy jest jeszcze jakieś inne uczucie?
Na pewno nie niepewności. Jestem pewien swoich umiejętności i swojego programu. Adrenalina przedstartowa myślę, że jest. Trochę też niecierpliwość faktycznie, ale nie jakaś nachalna. Bardziej ekscytacja z możliwości grania na takim konkursie przed taką publicznością i na takim instrumencie.
Czy program, który wykonałeś na koncercie 25 września w Państwowej Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej II stopnia im. Fryderyka Chopina w Krakowie jest jakąś podpowiedzią odnośnie tego, jakie utwory wybierzesz do wykonania na konkursie?
Tak, generalnie utwory, które wykonuję w tym gorącym przedkonkursowym okresie, to są te utwory, które zagram również na samym konkursie. Program z czwartkowego koncertu, który trwał około 50 minut składał się z utworów przewidzianych na trzeci etap konkursu.
Jak wcześnie przed konkursem podjąłeś decyzję, które utwory Chopina najbardziej Ci odpowiadają do wykonania pierwszym i ewentualnych kolejnych etapach?
W zasadzie deadline to była już połowa stycznia. Do tego czasu musiałem określić czy w ogóle chcę w nim brać udział, jaki chcę zagrać program, jaka ma być ich kolejność tak, żeby całość miała jakiś logiczny sens, bo wbrew pozorom ta kolejność jest tu niezmiernie ważna przy tego typu prezentacjach. Program musi stanowić pewną formę opowieści oraz mieć odpowiedni i możliwie wygodny kształt. Nad nim zastanawiałem się w zasadzie do ostatniego momentu, czyli do wzmiankowanego deadline’u.
Jaki wynik lub dotarcie do jakiego etapu uznasz za spełnienie marzeń, albo przynajmniej jaki wynik nie będzie dla Ciebie rozczarowaniem? Czy też może sam wynik nie będzie dla Ciebie żadnym wyznacznikiem, a jedynie przekonanie, że „ wyraziłeś siebie”?
Skłaniam się do tej drugiej sugestii. Moment, w którym jestem teraz już jest dla mnie osobiście wielkim osiągnięciem i nawet nie chodzi o kwestię dojścia do konkretnego etapu konkursu, ale o to, że przygotowałem naprawdę ogromną ilość repertuaru. To jest niezwykle cenne i niezależnie jak daleko uda mi się dojść w trakcie konkursu moim celem jest jak najlepsze zaprezentowanie się przed publicznością i przed jury. Sam wynik konkursu jest często wypadkową formy w danym dniu czy gustu jurorów i nie definiuje zero - jedynkowo wartości jakim jestem pianistą. Dodam, że udział w konkursie sprawia, że staję się coraz mniej anonimowy w tym pianistycznym świecie.
Czy Twoim zdaniem da się „zagrać pod” jakąś komisję albo grupę jurorów, czy też zawsze siłą rzeczy jako pianista realizujesz własną wizję wykonawczą?
Granie „pod komisję” to jest błąd taktyczny, bo jest to najprościej mówiąc fizycznie niemożliwe, choćby dlatego, że komisja składa się z wielu osób i każda z nich ma inny punkt widzenia, inaczej słyszy i na co innego zwraca uwagę. Właściwie nawet trudno mi sobie wyobrazić taką sytuacje i na pewno grając nie myślę o tym, żeby przypodobać się jakimś konkretnym jurorom, tylko tak jak wspomniałeś realizować swoją wizję artystyczną.
Jak spędzisz ostatnie dni przed konkursem i jak będzie wyglądała Twoja logistyka konkursowa? Będzie dojeżdżał do Warszawy, czy zamierzasz w niej stacjonować?
Na pewno będę musiał być blisko tego, co się tam dzieje. Konkurs zapewnia zakwaterowanie dla wszystkich uczestników i jeszcze nie znam kolejności, w jakiej będą występować poszczególni pianiści, ponieważ losowanie kolejności jest 30 września i wtedy poznam dokładny terminarz pierwszego etapu. Z Krakowa do Warszawy też nie jest jakoś specjalnie daleko. Niemniej ogólnie w tym czasie (bezpośrednio przed październikiem), oprócz ciągłego doskonalenia repertuaru, stawiam na mnóstwo snu i regenerację sił tak bardzo potrzebnych w zmaganiach konkursowych.
Wtorek 30 września to będzie również dzień Twoich urodzin, zatem w imieniu „Gazety Myślenickiej” życzę Ci wszelkiej pomyślności - nie tylko na XXVII Konkursie Chopinowskim.
Dziękuję bardzo, pozdrawiam wszystkich Czytelników i zachęcam do oglądania konkursu i kibicowania. Nie tylko mnie zresztą, ale każdemu uczestnikowi, bo każdy, kto dotarł do tego etapu zasługuje na duże słowa uznania.
