Mniej znane osiągnięcie Marii Skłodowskiej-Curie

Mniej znane osiągnięcie Marii Skłodowskiej-Curie
Ryszard Tadeusiewicz Naukowiec AGH, absolwent myślenickiego LO

Zapowiadałem w poprzednim tygodniu, że dzisiaj będzie drugi felieton na temat prehistorii robotów. Ale kalendarz przypomniał mi, że w ostatnią niedzielę była ważna rocznica. 4 lipca 1934 roku zmarła nasza wspaniała rodaczka - Maria Skłodowska–Curie. Doprawdy niewiele jest postaci tak wsławionych i tak zasługujących na pamięć i szacunek, jak właśnie ona. Wręcz nie wypada opowiadać o Jej głównych osiągnięciach, bo to zna (a przynajmniej powinien znać) każdy Polak. Ale dla porządku odnotuję:

W 1891 roku wyjechała na studia do Paryża. Ukończyła na Sorbonie fizykę i matematykę, potem w 1897 roku zaczęła badania naukowe dotyczące zjawiska promieniotwórczości. Badania te zaowocowały w 1898 roku odkryciem dwóch pierwiastków promieniotwórczych: polonu i radu. Za te odkrycia w 1903 roku Maria wraz z mężem, Piotrem Curie i promotorem doktoratu Marii Henri Becquerelem otrzymała Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki.

Potem zdarzyła się tragedia: Piotr Curie zginął w 1906 roku w wypadku drogowym (zabił go wóz konny). Maria przejęła jego Katedrę Fizyki na Sorbonie, będąc pierwszą kobietą profesorem na tej sławnej uczelni. W 1911 roku otrzymała drugą Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii.

To wiedzą wszyscy, a jeśli ktoś zapomniał – to właśnie to przypomniałem.

Ale teraz chcę opowiedzieć o tym, o czym wiedzą tylko nieliczni.

Otóż gdy wybuchła Pierwsza Wojna Światowa - Maria otrzymała od rządu francuskiego polecenie chronienia zapasów radu, który był przechowywany w Paryżu. Gdy w październiku 1914 roku wojska niemieckie zbliżały się do Paryża - kierowany przez Marię Instytut Radowy został ewakuowany do Bordeaux. Ale ponieważ z frontu docierały złe wieści – Maria zabezpieczywszy w Bordeaux cenny depozyt radu (który osobiście tam zawiozła), wróciła wojskowym transportem do Paryża.

Wróciła właśnie wtedy, gdy wszyscy z Paryża uciekali. Wróciła, bo wiedziała, co jest potrzebne żołnierzom na froncie. Żołnierze ci umierali, ponieważ chirurdzy w polowych szpitalach nie potrafili odnaleźć w ich ciałach odłamków raniących ich pocisków. W armii francuskiej służyło wprawdzie aż 175 radiologów, ale byli oni rozmieszczeni w 21 szpitalach, daleko za linią frontu. Ranni żołnierze zwykle nie przeżywali transportu do tych szpitali.

Maria doprowadziła do tego, że według jej pomysłu stworzono samochody radiologiczne – ciężarówki, na których instalowano aparaty rentgenowskie i napędzane silnikiem samochodu prądnice, bo rentgen wymaga zasilania, a w pobliżu frontu z reguły nie było prądu. Maria miała – jak to się dzisiaj mówi - „siłę przebicia”, dzięki czemu w krótkim czasie zorganizowała „flotę” 20 takich samochodów.

Ale to naszej dzielnej rodaczko nie satysfakcjonowało – ona chciała w tym uczestniczyć! Nie poprzestała więc na samej organizacji tej kolumny ratowniczych aut, ale osobiście jednym z nich pojechała na front. Warto dodać, że wcześniej nigdy sama nie prowadziła samochodu ani nie obsługiwała rentgenowskiej aparatury, ale nauczyła się wszystkiego i – zaangażowawszy do współpracy córkę Irenę (także późniejsza laureatkę Nagrody Nobla!) – objeżdżała szpitale polowe dokonując prześwietleń ciał rannych żołnierzy nieraz w bezpośrednim sąsiedztwie toczących się walk. Szacuje się, że obwoźne ambulanse uratowały od śmierci ponad milion żołnierzy!

Naprawdę możemy być dumni z naszej mądrej i dzielnej rodaczki!