Muzycznym krokiem przez życie

23 maja 2023 Wydanie 19/2023
Muzycznym krokiem przez życie

Muzyka jako jeden z nośników sztuki jest zjawiskiem wielowymiarowym. W jej takt tańczymy, śpiewamy, uruchamiają się w nas emocje, wracają wspomnienia... Niektórzy wręcz można by powiedzieć, że muzyką żyją – wtedy staje się ona nie tylko ich pasją, ale także pracą. O sile przekazu jaki ze sobą niesie, zawodowych wyzwaniach i planach na przyszłość rozmawiamy z Magdaleną Starzec.

Magdalena Starzec – absolwentka Akademii Muzycznej w Bydgoszczy na Wydziale Edukacji Muzycznej i Dyrygentury Chóralnej. Z zawodu dyrygent, nauczyciel emisji głosu, wokalistka. W Myślenicach pod jej batutą działają chór „Hura” oraz chór „Laudate Dominum”.

Pani Magdaleno, czy mogłaby Pani przybliżyć początki swojej przygody z muzyką?

Tak naprawdę muzyka była obecna w moim życiu odkąd tylko pamiętam. Moja mama śpiewała od najmłodszych lat – choć z wykształcenia jest bibliotekarką - prowadziła i nadal prowadzi zespoły ludowe, kabarety czy grupy teatralne.

Ja z kolei od pierwszej klasy szkoły podstawowej uczęszczałam na zajęcia do szkoły muzycznej. Chodziłam do klasy fortepianu, ale moją główną pasją był śpiew i tak też pozostało do dziś. Po szkole muzycznej miałam dwa lata przerwy, po czym uczyłam się w Liceum Muzycznym w Legnicy, a następnie dostałam się na Akademię Muzyczną w Bydgoszczy, gdzie skończyłam dyrygenturę chóralną i edukację muzyczną z rozszerzeniem o śpiew solowy.

Czy spodziewała się Pani, że muzyka stanie się pewnego rodzaju sposobem na życie, formą zarobku?

Oczywiście, że od zawsze było to moim wielkim marzeniem. Bardzo chciałam zarabiać w ten sposób; śpiewając lub tego śpiewu ucząc. Kończąc studia tak naprawdę nie wiedziałam do końca co będzie dalej. Zajęło mi wbrew pozorom sporo czasu zanim zaczęłam zarabiać na muzyce – zrozumiałam też, że aby w pełni się z niej utrzymać trzeba bardzo dużo poświęć; przede wszystkim czasu i pracy, życia rodzinnego. Jednak póki mam taką możliwość, robię to, co kocham i to jest chyba w tym najważniejsze.

Jakimi cechami powinien charakteryzować się według Pani dobry dyrygent?

Według mnie dobry dyrygent powinien być przede wszystkim liderem. Żeby móc mieć autorytet, taka osoba nie powinna bać się zwrócić komuś uwagi, powiedzieć, że coś robi źle. Przede wszystkim myślę, że ważne jest tutaj swego rodzaju poczucie misji i naprawdę miłość do muzyki – to są takie podstawy. A ponadto oczywiście przydatnymi cechami są rzetelność i kompetentność, w tym stałe podnoszenie swoich kwalifikacji, umiejętności, wiedzy.

Największe wyzwanie zawodowe w ostatnim czasie, z którym było się dane Pani zmierzyć, to...?

Bez wątpienia przygotowanie Oratorium „Mysteria Lucis”, które zostało napisane przez mojego brata dla Sanktuarium Matki Bożej Myślenickiej z okazji Jubileuszu 50-lecia koronacji obrazu Myślenickiej Pani. Było to przedsięwzięcie bardzo wymagające, począwszy od warstwy wokalnej, przez logistyczną, aż po próby z chórami i orkiestrą. Jestem bardzo dumna, że udało mi się to wydarzenie zrealizować – był to ogromny nakład pracy i wysiłek, ale równie satysfakcjonujący efekt finalny.

Co Panią najbardziej motywuje do rozwijania swoich umiejętności i pasji w dziedzinie muzyki?

Myślę, że jest to właśnie głównie zamiłowanie do tego, co robię. Pasja sama w sobie. Można powiedzieć, że mam tak naprawdę kilka specjalizacji i to pozwala mi na swego rodzaju różnorodność: uczę śpiewu, prowadzę chóry, warsztaty wokalne; zarówno indywidualne, jak i grupowe. To wszystko bez wątpienia sprawia, że się nie nudzę, a wręcz przeciwnie – mam możliwość stałego rozwoju we wszystkich dziedzinach. W nadchodzącym czasie na przykład jadę na warsztaty z profesor Janice Chapman, która jest jedną z najwybitniejszych pedagogów wokalnych na świecie. Warsztaty będą dotyczyły używania głosu na podstawie dźwięków prymarnych – czyli takich, które pojawiają się najwcześniej w rozwoju naszej mowy.

Co według Pani jest najcięższe w pracy z chórem?

Moim zdaniem najtrudniejsze w pracy z chórem jest długotrwałe prowadzenie zespołu. Przykładowo, prowadząc chór parafialny przez 15 lat trudno zachować w pełni i nieprzerwanie pozycję autorytetu, zaskakując przy tym jego członków przez cały czas czymś nowym. Niezbędne jest więc myślę, aby wdrażać do swojej pracy innowacyjne umiejętności czy techniki oraz stale doskonalić swój warsztat tak, aby inspirować chórzystów swoimi działaniami.

Jeśli chodzi o gatunki muzyczne, to czy któreś z nich stanowią dla Pani szczególną inspirację? Czego słucha Pani na co dzień?

Bardzo lubię muzykę klasyczną i rozrywkową. Jeśli chodzi o muzykę poważną bliski jest mi romantyzm i barok. Ważnym aspektem dla mnie jest warstwa tekstowa w utworach, czyli krótko mówiąc, żeby tekst był mądry, tak, abym zarówno ja, jak i moi chórzyści wiedzieli o czym śpiewamy. Od zawsze ceniłam Kabaret Starszych Panów właśnie za ten ponadczasowy przekaz w tekstach. Solowi wokaliści, których cenię to z kolei: Jamie Callum, ZAZ, Kuba Badach czy Katie Melua.

Jeśli miałaby Pani wymienić największe muzyczne marzenie, które się spełniło, co by to było?

Bez wątpienia był to koncert w Studio Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego w Warszawie. Dodatkowo występ był wtedy bardzo dobrze nagłośniony, co jeszcze bardziej spotęgowało jego pozytywny odbiór i wrażenie odbiorców. Ponadto myślę, że równie wyczekanym marzeniem, które udało mi się spełnić było zaśpiewanie solowej partii w Oratorium – od zawsze pragnęłam zaśpiewać solo z orkiestrą i to właśnie się ziściło.

A plany na najbliższą przyszłość to...?

Wraz ze Stowarzyszeniem, w którym działam wypatrujemy na bieżąco sposobów na wdrażanie pomysłów, które mamy. W planach jest kilka naprawdę ciekawych projektów, które mam nadzieję wkrótce ujrzą światło dzienne; jednych z nich jest na pewno powtórne zagranie Oratorium, którego wykonanie, jak już wcześniej wspomniałam było nietuzinkowym wydarzeniem i myślę, że zapisało się w pamięci nie tylko nas, muzyków, ale i myśleniczan, którzy mieli okazję być jego świadkami.

Magdalena Skałka