Myślenicki Pchli Targ. Raz w miesiącu to za mało?
Frekwencja podczas sierpniowego Pchlego Targu w Myślenicach była, jak potwierdzają stali bywalcy, rekordowa, ale także podczas poprzednich targ tętnił życiem. To pokazuje, że zarówno zabiegająca o Pchli Targ grupa mieszkańców jak i radni, którzy w odpowiedzi na te zabiegi w sierpniu ubiegłego roku przyjęli stosowną uchwałę umożliwiającą jego organizację, mieli rację.
Począwszy od pierwszego Pchlego Targu, na którym byliśmy, a który odbył się w październiku 2024 roku (zresztą przy bardzo niesprzyjającej pogodzie, bo było deszczowo i zimno) z każdym kolejnym wystawców i odwiedzających przybywało, nawet w zimie. Dziś jest ich tylu, że nie wszyscy mieszczą się pod zadaszeniem i swoje stoiska rozstawiają również wokół niego.
W pierwszą sobotę sierpnia plac targowy przy ulicy Kazimierza Wielkiego, na którym odbywa się właśnie Pchli Targ pękał w szwach od wystawców, ale również od odwiedzających szukających rzeczy, jakie stacjonarnie można znaleźć tylko w takich miejscach, czyli właśnie na pchlich targach, giełdach staroci, wyprzedażach garażowych itd.
Udział w Pchlim Targu (w odróżnieniu od „zwykłych” targów w poniedziałki i piątki) nie wymaga żadnych opłat, wystarczy przyjść lub przyjechać, rozłożyć swój towar i… czekać na klientów. Zawsze w każdą pierwsza sobotę miesiąca między godziną 6 a 15 (z wyjątkiem dni świątecznych). Najbliższy odbędzie się więc w sobotę 6 września.
W grupie inicjatywnej, która zabiegała o to, aby na placu targowym przy ul. Kazimierza Wielkiego, oprócz zwykłych targów mogły się też odbywać Pchle Targi, był m.in. Roman Noworyta mieszkający pod Myślenicami, ale pochodzący z Krakowa.
- Jako krakus, który wychował się przy Kleparzu i regularnie bywał nie tylko tam, ale również pod Halą Targową na Grzegórzkach cieszę się zwłaszcza z tego, że tak jak tam tak i na myślenickim Pchlim targu jest dużo staroci. O to nam chodziło, żeby było to miejsce dla takich właśnie rzeczy unikatowych, rzeczy „z drugiej ręki”, bo dla nowych jest przecież miejsce w inne dni, kiedy odbywają się „zwykłe” targi. Ale to nie wszystko. Na Pchlim Targu można znaleźć ciekawe rzeczy, ale również spotkać ciekawych ludzi, kolekcjonerów i nie tylko, o których istnieniu nie miałem pojęcia choć mieszkam tu już długo. Jadąc w pierwszą sobotę miesiąca na Pchli Targ wiem, że ich spotkam i będzie to okazja do wielu ciekawych, inspirujących rozmów. Co jeszcze mi się podoba to to, że oprócz dorosłych pojawiają się tu dzieci ze swoimi nieużywanymi już pewnie zabawkami, które wystawiają za kilka złotych, aby jak się domyślam kupić sobie inne wymarzone rzeczy. Jedyne czego bym sobie jeszcze życzył to tego, aby Pchli Targ odbywał się częściej, przynajmniej dwa razy w miesiącu.
Takiego samego zdania jest Paulina Szlichta, która do targowej społeczności dołączyła w czerwcu tego roku. - Mam trojkę dzieci, a co za tym idzie sporo zabawek, którymi się już nie bawią. Pomyślałam więc „dlaczego by nie spróbować ich sprzedać na takim targu? Każda złotówka się przecież przyda”. Tak też zrobiłam, a kiedy zaczęłam o tym rozmawiać z innymi, okazało się, że nie wszyscy jeszcze wiedzą, że taki targ u nas działa, albo co można na nim znaleźć. Dlatego właśnie założyłam w sieci grupę dla wystawiających swoje rzeczy na targu i dla odwiedzających. To takie miejsce wymiany informacji, gdzie pierwsi mogą pokazać co mają i zamierzają wystawić, a drudzy mogą zobaczyć co będą mogli znaleźć na targu. Zaprosiłam do niej swoich znajomych prosząc, aby oni zaprosili swoich i dziś grupa liczy już ponad 700 członków, ale najważniejsze, że przybywa też osób na samym Pchlim Targu. Zaczyna się robić „rodzinnie”, bo zdążyliśmy się już trochę poznać. Jedyny minus jest taki, że targi odbywają się tylko raz w miesiącu. Nie każdy ma zawsze czas akurat w pierwszą sobotę miesiąca, bo pracuje albo gdzieś wyjeżdża. Przydałoby się organizować je częściej, przykładowo w Mszanie taki targ odbywa się co sobotę – mówi.
Zapytaliśmy o to burmistrza miasta i gminy Myślenice. Oto co nam odpowiedział Jarosław Szlachetka:

- Pchli Targ to „strzał w dziesiątkę”, dlatego jak najbardziej widzimy możliwość, aby odbywał się on częściej niż dotychczas . Takie wydarzenia nie tylko sprzyjają integracji społecznej, ale także pozwalają na „drugie życie” wielu przedmiotów. Mogę zdradzić, że pracujemy nad nową propozycją dla mieszkańców, którą chcielibyśmy zaproponować na placu na Dolnym Przedmieściu, a konkretnie coś a’la Targ Pietruszkowy.
