Myślenickie ślady skarbu Inków

Myślenickie ślady skarbu Inków
Fot. M. Stoszek

Jest lato, wakacje w pełni, więc jest to idealny czas na odkrycie jakiejś tajemnicy. Zwłaszcza, że ta bardzo ciekawa historia dodatkowo motywuje do odbycia wycieczek do zamków w Niedzicy i Tropsztynie oraz do wędrówki na górę Kamiennik.

Historia, o której chcę opowiedzieć zaczęła się kilka wieków temu, około połowy osiemnastego stulecia. Wtedy to zamek w Niedzicy przejął Sebastian Berzeviczy. Co można o nim powiedzieć? Był to klasyczny awanturnik, jak w tamtych czasach mawiano, dziś powiedzielibyśmy człowiek ciekawy świata, podróżnik, zapewne ryzykant. Sebastian Berzeviczy wyjechał na kontynent południowo amerykański przy stanowczym sprzeciwie swoich rodziców. Do dziś nie wiadomo, jak to zrobił, że zjednał sobie rodzimych mieszkańców tamtych ziem czyli Inków. Były to już czasy, gdy Europejczyk na tamtym lądzie nie był witany szczególnie serdecznie, dodatkowo udało mu się poślubić dziewczynę z zacnego rodu. Z tego właśnie małżeństwa urodziła się Umina. Córka szlachcica, rzecz jasna, również musiała poszukać dla siebie odpowiedniego męża. Umina wyszła za bratanka dowódcy antyhiszpańskiego powstania, które właśnie wtedy miało miejsce.

Wybranek nosił imię Tupac Amaru. Po klęsce powstania jego przywódca został stracony, a Tupac Amaru stał się jedynym następcą tronu, a jego polski teść Sebastian Berzeviczy siłą rzeczy wszedł do rodziny królewskiej. W obawie przed Hiszpanami cała rodzina wraz z Radą Emisariuszy Inków musiała uciekać do Europy. Zabrali ze sobą ogromny skarb. Przybyli do Wenecji, a nasz Sebastian został dziadkiem. Nie jest to jednak historia, która dobrze się kończy. Tupac zostaje zasztyletowany w Wenecji przez hiszpańskich szpiegów. Rodzina musi ponownie uciekać. Jedynym bezpiecznym azylem w tamtym momencie wydawał się dawny zamek Sebastiana Berzevicza. Tak oto szlachcic wraz z rodziną i inkaskimi emisariuszami stanął przed zamkiem w Niedzicy. Lecz i tu nie zaznali spokoju. Po niedługim czasie zamordowana zostaje Umina. Jedynym sposobem na ocalenie wnuka jest jego ukrycie. W tym celu w 1797 roku syn Tupaca Amaru i Uminy został zaadoptowany przez bratanka swojego dziadka - Wacława Benesza. Plan okazał się skuteczny. Dziecku udało się przeżyć, w odpowiednim czasie żeni się i ma dwóch synów. Każdy kolejny potomek po osiągnięciu pełnoletniości dowiadywał się o swoim pochodzeniu oraz istnieniu skarbu i testamentu. Jednak do XX wieku nikt z nich nie odważył się na poszukiwanie złota uważanego za przeklęte. Do czasu Andrzeja Benesza. Ten dociekliwy człowiek przez całe życie starał się odkryć skarb. W roku 1946 na zamku w Niedzicy, pod progiem do głównych drzwi, odnalazł testament napisany na rzemieniach w języku inkaskim - kipu. Przy tym znalezisku asystowało mu kilku świadków, którzy później giną w niewyjaśnionych okolicznościach. Andrzej Benesz nagle przestał się interesować Niedzicą, kupił za to zamek w Tropsztynie. Podejrzewał, że to tam został ukryty skarb. Nie dane mu było jednak dowiedzieć się, czy jego domysły były prawdziwe, gdyż dosłownie w przeddzień osiemnastych urodzin swego syna - czyli momentu przekazania tajemnicy rodzinnej - ginie w wypadku samochodowym pod Kutnem. Okoliczności jego śmierci są również bardzo tajemnicze. Zamek w Tropsztynie był przez wiele lat nawiedzany przez poszukiwaczy skarbów z całej Polski. Inkaskie przeklęte złoto, przyczyna tak wielu śmierci, najprawdopodobniej zostało tam właśnie ukryte… Należy jednak ostudzić ich zapał, gdyż cała piwnica została zalana betonem przez obecnego właściciela zamku. Dlaczego? Oficjalnie dlatego, aby nikt nie szukał tam niepotrzebnej sensacji. A może w ten sposób na zawsze ukryto skarb? Domysły trwają, powstają coraz to nowe książki i filmy na temat skarbu, a zwiedzających Tropsztyn przybywa. Wygląda jednak na to, że już nigdy nie poznamy zakończenia tej tajemniczej i mrocznej historii… Ponad dziesięć lat temu na jednej z krakowskich uczelni przeprowadzono badania etymologiczne nazwiska Tupac Amaru. Wyniki badań były zgoła zaskakujące. Okazało się bowiem, że na przestrzeni wieków przekształciło się ono w nazwisko bardzo często występujące w najbliższej okolicy Myślenic. W trakcie wypraw śladami I wojny po tamtej właśnie okolicy niejednokrotnie słyszałem opowieści jak nestor rodu na łożu śmierci powiedział do swoich synów. „…Miejcie skarb na oku, jest na naszej górze…” Czyżby legendarny skarb znajdował się w okolicach Myślenic? Może jednak wyjaśnienie tajemnicy jest bliższe niż nam się wydaje i okolice Myślenic zasłyną z jednej z największych zagadek.

Marek Stoszek Marek Stoszek Autor artykułu

Socjolog i kulturoznawca. Badacz i propagator historii, kultury i tradycji naszego regionu. Dziennikarz, w latach 2019 i 2020 redaktor naczelny Gazety Myślenickiej.