Najlepsi w Polsce!
Strażacy z Myślenic przyzwyczaili nas już, że w kraju nie mają sobie równych, albo są co najmniej w ścisłej czołówce najlepszych biegaczy po schodach (i to w pełnym umundurowaniu bojowym), a od kilku dni mamy również mistrzów Polski w innej dziedzinie, bo w ratownictwie w ramach Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy. Ten tytuł zdobyła drużyna Ochotniczej Straży Pożarnej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej Myślenice, a zrobiła to podczas Mistrzostw Polski, które odbyły się 4-5 lipca w Zakliczynie pod Tarnowem.
Zawody w randze mistrzostw Polskie odbyły się po raz pierwszy, a ich organizatorem był Wojewódzki Oddział Związku OSP RP w Krakowie. W kategorii OSP do rywalizacji stanęło dziesięć drużyn, a wśród nich drużyna OSP GPR Myślenice, która notabene już wcześniej dwukrotnie zdobyła tytuł mistrzów województwa małopolskiego. Skład drużyny jednak nie był taki sam jak wtedy, kiedy zdobywali tamte tytuły. Zmienił się częściowo, m.in. dlatego, że nikt ze startujących nie mógł być ratownikiem medycznym, ani studiować ratownictwa. Każdy za to musiał mieć ukończony kurs Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy. Karolina Komperda, Gabriela Ślusarczyk, Tomasz Nalepa i Mateusz Tatar taki kurs zaliczyli. Prace, które na co dzień wykonują nie mają nic wspólnego z ratowaniem życia. Dość powiedzieć, że jedna z druhen wykonuje pracę biurową, a jeden z druhów jest stolarzem. To co ich łączy to pasja, którą jest właśnie ratownictwo i chęć pomagania innym. Robią to wolontaryjnie, poświęcając na to swój wolny czas. A trzeba wiedzieć, że wymaga to ciągłego bycia na bieżąco i aktualizowania wiedzy. - Procedury KPP i wytyczne zmieniają się i trzeba cały czas się szkolić żeby nadążać za tymi zamianami. Ta wiedza przydaje się nam nie tylko w straży, ale wszędzie tam, gdzie ktoś może nagle potrzebować pomocy. Może to być u nas w domu, a możemy być świadkami takiego zdarzenia na ulicy.
W Zakliczynie wylosowali „13” jako numer startowy. Okazała się szczęśliwa (zresztą już nie pierwszy raz), ale zwycięstwo zawdzięczają swojej wiedzy, umiejętnościom i formie, bo zadania z jakimi przyszło się im zmierzyć wymagały nie tylko umiejętności ratowniczych i wiedzy z tego zakresu, ale też sprawności fizycznej i siły. W tym miejscu warto dodać, że myślenicka drużyna w połowie złożona z kobiet pokonała w zawodach drużyny złożone tylko z mężczyzn.
Przewyższenia (jedno z zadań wymagało wspięcia się na wzgórze z całym ratowniczym sprzętem, inne zejścia do wąwozu), woda (trzeba było przepłynąć staw pontonem oraz przejść spory kawałek rzeki jej korytem), ciemności (do pierwszy zadań ruszyli jeszcze przed północą), presja czasu (na wykonanie każdego zadania był wyznaczony limit czasowy), brak snu (zadania trwały do późnego popołudnia dnia następnego) i zmęczenie – z tym wszystkim przyszło im się mierzyć, oprócz samego ratowania zdrowia i życia poszkodowanych.
Niemniej także liczyła się wytrzymałość psychiczna. Udzielali pomocy m.in. mężczyźnie, któremu maszyna urwała dłoń, tonącemu, postrzelonemu z łuku, a nawet przyjmowali poród. - Organizatorzy zadbali o to, aby wszystko z pozorantami włącznie wyglądało bardzo realistycznie. Była krew, krzyki, jęki. Nic nie trzeba było sobie wyobrażać – mówi Karolina.
- Wykonując jedno zadanie nie wiedzieliśmy co czeka nas dalej, bo dopiero kończąc jedno dostawaliśmy koordynaty co dalej. Czasu między zadaniami wystarczało ledwie na to, żeby napić się wody, przepakować i sprawdzić sprzęt i dotrzeć na miejsce. Było nawet trudniej niż przy prawdziwych akacjach, a to dlatego, że była nas tylko czwórka, a w niektórych scenkach było troje, a nawet czworo poszkodowanych. Podczas akcji zwykle jest nas więcej, tu bywało, że trzeba było liczyć tylko na siebie, choć na ile mogliśmy staraliśmy się pomagać sobie nawzajem, wspierać się, a przynajmniej dopingować się wzajemnie. Bo w ratownictwie najważniejsza jest współpraca – mówi Karolina.
Z Zakliczyna przywieźli nie tylko puchar za zajęcie I miejsca w klasyfikacji drużyn OSP, ale również drugi dla najlepszej drużyny w zadaniu „Staw”. Nie zamierzają jednak spocząć na laurach.
- Przed nami praca, praca i jeszcze raz praca. Nie bez powodu mówi się przecież, że trening czyni mistrza – mówi Karolina.
