Nauka zdalna – dobra alternatywa czy koszmar dla studentów?

Nauka zdalna – dobra alternatywa czy koszmar dla studentów?

Pandemia koronawirusa wymusiła na wszystkich zmianę dotychczasowego trybu życia, pracy oraz nauki. Wraz z nową rzeczywistością nadeszły nowe zasady, nowe problemy, ale także innowacje. Jedną z nich jest nauczanie zdalne, na które zdecydowało się większość polskich uczelni. Nawet teraz – gdy pandemia trwa już dwa lata – niektóre władze uniwersytetów i akademii wprowadziły hybrydowy tryb zajęć. Takie rozwiązanie ma na celu ograniczenie bezpośredniego kontaktu między studentami a prowadzącymi.

Zajęcia online stały się bezpieczniejszą metodą edukacji podczas pandemii. Jednak czy sami studenci aprobują takie rozwiązanie? Przyjrzyjmy się nauczaniu zdalnemu „od kuchni” – do rozmowy na ten temat zaprosiłam dwójkę studentek Uniwersytetu Jagiellońskiego: Marię oraz Asię.

Rozmowa odbyła się przez platformę Zoom.

Zanim zaczniemy główną część, na początek banalne pytanie – co studiujecie? Może parę słów o sobie – co lubicie robić, czy pracujecie?

M: Studiuję Dziennikarstwo i komunikację społeczną – III rok. Na szczęście nie muszę pracować. W zamian działam w organizacjach studenckich – All in UJ i UJOT fm. W wolnym czasie lubię czytać, oglądać filmy i spacerować po mieście.

A: Też jestem na III roku, tyle że polonistyki-komparatystyki. W wolnym czasie czytam książki i ćwiczę jogę. Ostatnio także udało mi się znaleźć dorywczą pracę w gastronomii.

Mogłybyście powiedzieć, jaka była wasza pierwsza reakcja na wiadomość o pandemii oraz na konieczność przejścia na tryb zdalny? Wielka radość, czy raczej wielki smutek?

M: Wielka radość! To takie wydarzenie, które zawsze sobie wyobrażałam będąc w szkole – wydaje się dawać totalną wolność i okazję do lenistwa.

A: No proszę, u mnie to raczej wielki smutek. Z nostalgią wspominam teraz czas (cały jeden semestr), kiedy normalnie studiowałam, normalnie spotykałam się ze znajomymi etc. Zdalne wydały mi się bardzo uciążliwe i z początku rzeczywiście takie były…

Reakcje na pandemię są różne i jesteście idealnym przykładem potwierdzającym tę tezę. Czy wasze nastroje uległy jakiejś znaczącej zmianie przez cały ten czas pandemiczny? Uniwersytet Jagielloński ma przecież dalej formę hybrydową.

M: Nadal cieszę się, kiedy mam okazjonalne zajęcia zdalne. Hybryda jest na pewno lepsza niż całkowicie zajęcia online – daje chociaż część tego doświadczenia studenckiego. Ma też zalety! (Na przykład okazja, żeby pospać sobie do ósmej, zamiast wychodzić o szóstej z mieszkania, żeby jechać na zajęcia). Ale wiem, że niepewność związana – choćby z koniecznością wynajmu mieszkań – jest problematyczna dla większości studentów.

A: Prawdę mówiąc, to przyjęłam wiadomość o przejściu w tryb hybrydowy z ulgą. Po części dlatego, że jest to powrót do znanej i najdłużej trwającej formy studiowania (przynajmniej w moim przypadku), a także dlatego, że w moim życiu osobistym i w pracy zdalne nauczanie jest bardzo korzystne (więcej czasu dla bliskich, na pracę, bardziej elastyczne godziny etc.).

Jakie są wasze doświadczenia ze zdalnym nauczaniem? Jakie emocje wam towarzyszyły podczas przymusowego zamknięcia w domu?

M: Zdalne totalnie mnie rozwala psychicznie. Siedzę w domu przed komputerem, nie mam do kogo otworzyć ust, boli mnie głowa i oczy, nie mogę się skupić. Przestałam cokolwiek notować, bo wszystkie materiały są dla nas udostępniane przez profesorów. W praktyce – przestałam też słuchać. Kiedy mamy robić prezentację, stresuje się gorzej niż na żywo, bo nie widzę reakcji innych. Kiedy się wypowiadam, jest dokładnie tak samo. Myślę sobie, że nie będę nic mówić, bo się zbłaźnię, a poza tym nie chce być jedyną odzywającą się osobą. Przez ten okres zdalnego straciłam zapał i pasję do przedmiotu. Już nie chcę być dziennikarką. Zdalne zajęcia, jak i zdalna praca w dziennikarstwie pozbawiły mnie integralnej części tej pracy, która jest dla mnie pociągająca – dyskusji, poznawania nowości, życia.

A: Mogę się zgodzić z Marią w wielu kwestiach, od siebie dodam, że czułam początkowo ogromną frustrację – także przez to, że z początku prowadzący nie do końca radzili sobie z technologiami. Teraz w sumie mam neutralne uczucia – może to kwestia przyzwyczajenia?

Jeśli chodzi o samo zdobywanie wiedzy – też macie głównie negatywne odczucia? Myślicie, że mogłybyście rozwijać się bardziej na uczelni, gdyby nie pandemia?

M: Zdobywanie wiedzy zależy od skupienia, tymczasem ja nie pamiętam nawet jakie miałam przedmioty w zeszłym roku! Egzaminy były demotywujące – zawsze znalazł się ktoś, kto „szedł na łatwiznę” – wiecie o czym mówię. Zajęcia stacjonarne w przypadku przedmiotów humanistycznych są absolutnie kluczowe do osiągnięcia jakiegoś rozwoju. Uczymy się przede wszystkim przez dyskusję – to w sali, podczas dyskusji, zyskujemy inspiracje, odczuwamy emocje, zapalamy się do idei.

A: Z tymi egzaminami to strzał w dziesiątkę – jedna wielka demotywacja… Tylko wewnętrzne poczucie obowiązku sprawiło, że robiłam na studia cokolwiek. Do teraz mam problemy ze skupieniem i koncentracją, co widzę po sobie, kiedy jestem na zajęciach stacjonarnych – nigdy nie jest tak, że słucham w 100%. Mam telefon pod ręką – tak jak miałam podczas zajęć online. Jeśli chodzi o drugie pytanie – oczywiście, że zajęcia „face to face” poszerzyłyby sprawniej moją wiedzę. Na pocieszenie mogą dodać, że zdalne można potraktować jako próbę silnej woli i pewnej determinacji.

Zajęcia zdalne jako test bycia porządnym studentem (śmiech) – dobrze powiedziane. A co z praktykami? Jak sama nazwa wskazuje, mają sprawdzić studenta „w terenie” – czy było to możliwe podczas zdalnego nauczania?

M: Spora część osób ma praktyki zdalnie. W czasie lockdownu pracowałam dla pewnej strony internetowej. Tematyka tam poruszana była moją pasją. Ale wspominam ten czas strasznie. Każdy artykuł, który pisałam nie wychodząc z domu był dla mnie torturą. Nauczyłam się, że nie mogę pracować online.

A: Praktyki udało mi się znaleźć stacjonarnie, choć przez to, że były w innym mieście (i w czasie lockdownu) kontakt z firmą, która mnie zatrudniła był bardzo, bardzo sporadyczny. Wiem też, że większość mojego roku praktykowała zdalnie – cenili sobie tę formę.

Czy długi okres nauki zdalnej i izolacji wpłynął negatywnie na wasze zdrowie psychicznie i fizyczne? A może wręcz przeciwnie – nareszcie znalazłyście czas dla siebie?

M: Już poruszyłam ten temat szerzej w poprzednich pytaniach, więc odpowiem krótko – absolutnie mnie dobiły – psychicznie jak i fizycznie. Wcześniej chociaż gdzieś wychodziłam, podczas zdalnych głównie leżałam lub spałam.

A: Z początku wpadłam w marazm i „nicniechciejstwo”, ale z czasem (dodam w końcu jakiś promyk nadziei!) zaczęłam ćwiczyć – właśnie wtedy zainteresowałam się jogą. Psychika niestety to co innego… izolacja mi nie służy. Mam wrażenie, że „zdziczałam” i nie odczuwam tak silnej potrzeby kontaktu z drugim człowiekiem jak kiedyś.

Czyli rozumiem, że stanowczo mówicie „nie” dla nauki zdalnej.

M: Definitywnie i ostatecznie nie – by prawdziwie uczyć się na zdalnych, trzeba o wiele większej motywacji niż w normalnym stacjonarny trybie. Zajęcia online nie tworzą atmosfery akademickiej, nie motywują, nie inspirują. O wiele łatwiej jest oszukiwać…

A: Całościowo? Nie, ale w sumie to byłabym bardziej za formą hybrydową, tak żeby każdy był w połowie zadowolony. Wydaje mi się, że dałoby to (przynajmniej na moich studiach), pewną elastyczność.

Największy plus i minus zdalnych studiów?

M: Plus – wygoda. Minus – kompletnie nieefektywne.

A: Plus – można być na zajęciach w piżamie. Minus – właśnie to, że można być na zajęciach w piżamie (śmiech).

Czy nauczanie zdalne jest dla wszystkich?

M: Zdalne wydaje mi się lepsze dla introwertyków, ludzi, którym wygodniej jest być w pojedynkę. Dla mnie – osoby kochającej ludzi, wydarzenia, rywalizację – to męka.

A: Myślę dokładnie tak samo jak moja przedmówczyni, jeśli chodzi o te „podziały na typy”. Dosyć stereotypowo, ale rzeczywiście tak jest.

No dobrze, a co z kontaktami towarzyskimi na uczelni? Jak dogadujecie się ze znajomymi i prowadzącymi? Macie świetne relacje, czy jest z tym kiepsko?

M: Czuję się bardzo pokrzywdzona w obszarze towarzyskim. Wiadomo, że można się starać wciąż zaprzyjaźniać, odzywać do ludzi, ale trudno jest się tak obnażać. Relacje powstające naturalnie wymagają mniej aktywnego wysiłku. To tak jakby próbować się sztucznie zaprzyjaźniać z całkiem obcą osobą. Trudniej więc znaleźć nowych znajomych na zdalnych – wszyscy wyjeżdżają do domów rodzinnych, nikogo nie ma na miejscu, ludzie boją się i nie chcą wychodzić. Jeśli chodzi o stosunku z wykładowcami, jest podobnie – wzrasta ten czynnik strachu, to przede wszystkim. A strach przed profesorem wpływa na studentów – tworzy się dystans, uniemożliwia to, po co idzie się na studia – żeby się zainspirować, żeby się wymieniać opiniami, ideami.

A: Hm… Paradoksalnie mój rok wydaje się być bardzo dobrze zintegrowany. Ja z moimi najbliższymi znajomymi ze studiów zachowałam dość dobry kontakt. Też w pierwszych falach pandemii umawiałyśmy się często na wspólne oglądanie filmów na Teamsach etc. Teraz jest inaczej, bo każdy ma swoje życie i po pierwszych miesiącach pandemii wziął się za nie, ale myślę, że jest okej. Na pewno jednak wyglądałyby to inaczej gdyby nie było zdalnych. A kontakt z prowadzącymi? – tak jak mówiła Maria – nie są to szczególnie satysfakcjonujące relacje, bo jak masz poznać i zaufać komuś, kto często nawet nie pokazuje twarzy na kamerce komputera?

Tak, relacje pandemiczne to często skomplikowana sprawa.. Na koniec chcę zadać wam hipotetyczne pytanie. Dostajecie maila od dziekana z treścią: „Od teraz wszystkie uniwersytety przechodzą na zawsze na tryb zdalny” – jak reagujecie?

M: Wypisuję się z listy studentów. Studia wtedy przestałyby mieć jakikolwiek sens dla mnie. Byłyby dosłownie męczącą stratą czasu.

A: Piszę maila do wszystkich dziekanów z prośbą o głębokie rozważenie tej decyzji. Niech już chociaż będą te hybrydowe, żeby zachować szczątkowe kontakty międzyludzkie!

Bardzo dziękuję wam za tę rozmowę!

Rozmawiała Ilona Walczyszyn