Niezwykły zabytek: krakowskie Błonia. Część I - historia

Niezwykły zabytek: krakowskie Błonia. Część I - historia
Ryszard Tadeusiewicz Naukowiec AGH, absolwent myślenickiego LO

Wakacje się skończyły. Niestety w tym roku niewiele zwiedziliśmy, bo wszelkie wyjazdy były utrudnione. Ale jeśli będzie ładna jesień, to możemy się gdzieś wybrać – chociażby do Krakowa.

Z Myślenic do Krakowa jest bardzo blisko, więc często odwiedzamy to miasto. Ja sam mieszkając w Myślenicach jeździłem do Krakowa na

rowerze, potem na studiach i po studiach często przyjeżdżałem autobusami, których mnóstwo kursowało miedzy Myślenicami i Krakowem (kończyły bieg na myślenickim Rynku – czy ktoś to jeszcze pamięta?).

Dziś dzięki samochodom i dwupasowej drodze odwiedzenie Krakowa stało się jeszcze łatwiejsze, więc bywamy tam często. Myśleniczanie nie czują się więc zapewne w Krakowie jak turyści licznie odwiedzający to miasto, ale niewątpliwie wszyscy znają najważniejsze zabytki: Wawel, Rynek, Kościół Mariacki, Collegium Maius UJ... I zapewne nikomu do głowy nawet nie przyjdzie, że zabytkiem może być także... łąka!

Tymczasem taką łąką wpisaną do rejestru zabytków są Krakowskie Błonia.

Niby to zwykła łąka, jakich mamy w Myślenicach pełno. Niedawno jeszcze pasły się na niej krowy! A tymczasem obecnie traktowana jest jako zabytek. Bo też rzeczywiście, dzieje tego zielonego obszaru w centrum Krakowa są niezwykłe.

Początek dziejów Błoń sięga XII wieku. W 1162 roku właściciel tego terenu, Jaksa z Miechowa, podarował go klasztorowi Norbertanek. Miał powody: wyruszał na pielgrzymkę do Ziemi Świętej i chciał tym darem „kupić sobie” błogosławieństwo na szczęśliwą podróż. Tak wtedy rozumowano...

Norbertanki wykorzystywały uzyskaną ogromną łąkę jako pastwisko dla chłopów ze wsi, które były własnością klasztoru. Dzisiaj to się wydaje dziwne, ale w średniowieczu klasztory z zasady posiadały wsie i produktu rolne z tych wsi zasilały klasztor, a także były źródłem przychodów pieniężnych. Jednak wypasanie krów na Błoniach było mało korzystne, więc zakonnice dogadały się z władzami miasta Krakowa i wymieniły (w 1366 roku) całą tę ogromną łąkę na jedną kamienicę przy ulicy Floriańskiej. Była to tak zwana kamienica Klimka z Bodzanowa. Niestety, wkrótce potem kamienica ta spłonęła i siostry chciały unieważnić transakcję, ale miasto nie chciało się na to zgodzić. Zaczęła się seria odwołań do różnych autorytetów, najpierw do króla, a potem do papieża. Po wielu latach procesów rozstrzygnięcie (papieża!) było takie, że łąka nieodwołalnie należy do miasta.

Ale co zrobić z krowami należącymi do klasztoru i wieśniaków?

Tu osobiście interweniowała królowa Jadwiga, nadając zakonnicom prawo do wypasania 150 krów, a mieszkańcom wsi Zwierzyniec – 353 krów. Rajcy miejscy nie ośmielili się protestować i krowy wolno było wypasać na Błoniach aż do 1980 roku!

Potem jednak wprowadzono zakaz, bo krowy nie tylko jadły na Błoniach, ale także ... wiadomo. Więc teraz na Błoniach spotkać można tylko pieski (inna rzecz, że też pozostawiające wiadome pamiątki) i spacerowiczów, biegaczy, czasem także rowerzystów bawiących się w jazdę terenową. Krów i owiec już się nie zobaczy.

A swoją drogą, jeśli Błonia są wpisane do rejestru zabytków – to czy wolno na nich deptać trawę?