Niosą pomoc terminalnie chorym
Niedawno, bo w październiku obchodziliśmy Światowy Dzień Hospicjów i Opieki Paliatywnej, a niedługo, bo za kilka dni odbędzie się bal charytatywny na rzecz budowy hospicjum stacjonarnego w Wiśniowej. Pierwszego takiego nie tylko w tej gminie, ale w całym powiecie, a nawet szerzej, bo najbliższe podobne działają dziś w Krakowie, Miechowie i Oświęcimiu.
Budowa zaczęła się w 2023 roku od wmurowania kamienia węgielnego. Dziś w tym samym miejscu stoi już okazały budynek.
- Obecnie zbliżamy się do finalizacji stanu surowego otwartego, jest bowiem montowany dach. Mamy nadzieję, zakończyć prace nad jego budową do marca-kwietnia 2026 roku. Potem przyjdzie czas na montaż okien, na które zresztą nasza Fundacja wciąż zbiera brakujące jeszcze środki. Ze względów finansowych zdecydowaliśmy się na etapowanie całej inwestycji. To, co powstaje teraz to część zasadnicza, w której ma się mieścić hospicjum stacjonarne, oddział opieki wytchnieniowej wraz z dzienną rehabilitacją. Dzięki połączeniu tych zakresów świadczeń będziemy mogli pomóc większości osób terminalnie i przewlekle chorych - mówi Magdalena Cienkosz, prezes Beskidzkiej Fundacji Hospicyjnej.
To właśnie ta fundacja buduje hospicjum. Swoją „cegiełkę” do tej inwestycji można dołożyć biorąc udział w balu charytatywnym, który odbędzie się już 15 listopada w Mszanie Dolnej, ale nie tylko tak, bo wspominana fundacja zbiera te środki nie tylko podczas takich wydarzeń (kolejne to m.in. koncert pieśni maryjnych w kościele parafialnym w Dziekanowicach, który odbędzie się 7 grudnia br.), ale stale za pośrednictwem swojej strony internetowej, gdzie uruchomiona jest zbiórka.
O tym jak ważna jest opieka hospicyjna najlepiej wiedzą ci, którzy z nią się zetknęli, których bliscy byli podopiecznymi np. Hospicjum Domowego Królowej Apostołów, które działa w Wiśniowej od 2009 roku. Właśnie te osoby spotkały się niedawno w Wiśniowej podczas Zaduszek Hospicyjnych. Te organizowane co roku spotkania są okazją nie tylko do modlitwy za tych, którzy odeszli w ostatnim roku i wcześniej oraz zasadzenia cebulek żonkili na wiśniowskim Polu Nadziei, ale również do wspomnień i rozmów, a nieraz podziękowań. Jak można było usłyszeć od obecnych tam osób, trudno jest opisać jak wiele zawdzięczają tym, którzy otoczyli ich bliskich opieką w tym najtrudniejszym, ostatnim okresie życia.
- Przyjdą, pomogą, przewiną, jak trzeba nakarmią chorego. Zawsze serdeczne, zawsze uśmiechnięte. Takie właśnie są panie, które do nas przyjeżdżały. Nie wiem skąd mają w sobie tyle sił i takie pokłady życzliwości, ale podziwiam je za to i nazywam „naszymi aniołami”. Ale to, że pomagają chorym to nie wszystko. Moim zdaniem hospicjum jest tak samo ważne dla chorego, jak i dla jego bliskich, którzy się nim opiekują. Choćby się wszystko umiało, bo z czasem można się nauczyć pielęgnacji chorego, to i tak nie da się przecenić tego, że przyjdzie pielęgniarka i powie: „dobrze Pani to zrobiła”, „proszę się nie obawiać, wszystko jest w porządku”. Takie słowa dodają sił i otuchy. Tak samo zresztą jak świadomość tego, że kiedy czegoś nie wiesz to wystarczy jeden telefon i po drugiej stronie jest osoba gotowa ci pomóc. Dlatego jestem głęboko przekonana, że hospicjum to najlepsze co może spotkać dom, w którym jest chory człowiek – mówi pani Janina, której bliska osoba korzystała z pomocy wiśniowskiego hospicjum.
To Hospicjum Domowe Królowej Apostołów ma dziś swoje placówki lub filie również w Kętach, Andrychowie, Nowym Sączu i Tarnowie.
Z nich wszystkich korzysta obecnie sumie ok. 680 pacjentów, w tym 80 dzieci. Sama placówka w Wiśniowej ma pod opieką ok. 220 dorosłych i 50 dzieci.
- Z roku na rok przybywa chorych, bo niestety, ale przybywa chorób onkologicznych. Poza tym rośnie świadomość na temat istnienia takich miejsc jak nasze, które potrafią ulżyć choremu w cierpieniu i sprawić, że czas jaki choremu pozostał przeżyty będzie z godnością, troską i uwagą . Odbieramy telefony z pytaniami o możliwość objęcia chorego opieką nie tylko stąd, z okolicy, ale nieraz też z najodleglejszych zakątków Małopolski. Ludzie dzwonią zwykle kiedy chory ma zostać wypisany ze szpitala do domu. Najwięcej naszych podopiecznych to pacjenci z chorobami onkologicznymi. Wielu z nich cierpi na niewydolność oddechową i pomagamy im prowadząc tlenoterapię domową. Pomagamy też m.in. w przypadkach kardiomiopatii oraz odleżyn – mówi Danuta Kowal, prezes Hospicjum Domowego Królowej Apostołów i członkini Zarządu Beskidzkiej Fundacji Hospicyjnej.
Jako że to działające od 2009 roku hospicjum to hospicjum domowe specjaliści jeżdżą do chorych do domów. Na taki zespół składa się lekarz, pielęgniarka, fizjoterapeuta, a jeśli jest taka potrzeba i wola ze strony chorego lub jego rodziny, także psycholog.
Jedna z należących do tego zespołu pielęgniarek – Anna Kowalczyk mówi nam: - Pamiętam, że kiedy zaczynaliśmy w 2009 roku były rodziny, które przed naszą pierwszą wizytą w domu, a przyjeżdżamy zawsze oznakowanym ambulansem, obawiały się reakcji otoczenia na nazwę „hospicjum”, bo kojarzyli ją z umieraniem. Wtedy te obawy mijały po pierwszej, albo drugiej wizycie. Dziś już rzadko kto tak myśli i tak kojarzy hospicjum. A my tak jak wtedy tak i dziś powtarzamy: hospicjum to życie. Jesteśmy po to, aby pomóc. Pomóc w życiu, nie w umieraniu. Pomóc zmniejszyć ból, dać poczucie bezpieczeństwa i większy komfort psychiczny wynikający z tego, że jest ktoś na kogo można liczyć, że nie jest się samym czy to w chorobie, czy w opiece nad chorym. Co więcej, dzięki temu, że medycyna poszła przez te lata do przodu, możemy pomagać jeszcze skuteczniej.
To miejsce, które powstaje teraz będzie hospicjum stacjonarnym.
- Chorych przybywa i nie zawsze jest tak, że mają rodziny, które mają możliwość i warunki, aby się nimi zająć, bo np. mieszkają daleko, albo pracują. Chorzy są więc sami, albo mają jedynie małżonka, który z racji na swój wiek i swój stan zdrowia, nie jest w stanie zapewnić im należytej opieki. Z myślą o takich osobach tworzy się hospicja stacjonarne. Najbliższe nam są w Krakowie i Oświęcimiu. Nie mówię tu o oddziałach paliatywnych – bo to są oddziały wewnątrzszpitalne – czyli inna struktura i organizacja opieki w porównaniu z hospicjum stacjonarnym. Najbliższy nam taki oddział jest w Limanowej i na tym właściwie koniec jeśli chodzi o nasz rejon. I właśnie dlatego, że na tym terenie brakuje takiego miejsca, jeszcze zanim zaczęliśmy budowę, otrzymaliśmy z Ministerstwa Zdrowia decyzję o celowości planowanej inwestycji. Jest ona też podstawą dla nas do tego, aby w przyszłości móc ubiegać się o kontrakt z NFZ. Chcielibyśmy taki zawrzeć już w 2027 roku, bo właśnie wtedy mamy nadzieję przyjąć pierwszego pacjenta – mówi Danuta Kowal.
Za pomyślną realizację inwestycji mocno trzyma kciuki pani Janina. – To będzie więcej niż dzieło stulecia, bo tak jak powiedziałam, hospicjum to zbawienie dla chorego i jego bliskich. Ludzie chorują miesiącami, a nawet latami i to długimi latami. Pomoc wtedy jest nieodzowna, a hospicjum to odciążenie nie tylko fizyczne, ale i psychiczne, bo ma się dużo większy spokój, kiedy ma się pewność, że chory ma fachową i życzliwą pomoc i opiekę. Dlatego z całych sił trzymam kciuki za budowę hospicjum i kiedy mogę dokładam do niej swoją cegiełkę. Nigdy nie wiemy czy sami nie będziemy potrzebowali jego pomocy – mówi kobieta.
