Nocna prohibicja w Myślenicach to...

Gmina 2 września 2025 Wydanie 33/2025
Nocna prohibicja w Myślenicach to...

W Myślenicach coraz częściej słychać głosy o potrzebie wprowadzenia nocnej prohibicji. Jedni uważają, że ograniczenie sprzedaży alkoholu po zmroku uporządkuje przestrzeń i poprawi bezpieczeństwo, inni przekonują, że zakaz nie rozwiąże problemów, a może stworzyć nowe. Poniżej prezentujemy dwa teksty - z argumentami obu stron.

...dobry pomysł?

Głośne imprezy na rynku, hałas, rozbite butelki pod oknami, śmieci w krzakach, wulgarne zachowania – nocne życie w Myślenicach coraz częściej staje się problemem.

Mieszkańcy centrum, okolic Zarabia i osiedli apelują do władz o wprowadzenie ograniczenia sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych. Coraz głośniej mówi się o nocnej prohibicji – rozwiązaniu, które wprowadziły już m.in. Kraków, Katowice i Konin.

„Piją, krzyczą, klną” – codzienność Rynku

– Codziennie wieczorem są tu imprezy. Zaczyna się koło dziesiątej: piją, krzyczą, klną. To słychać pod oknami. My, mieszkańcy, jesteśmy bezsilni – opowiada pani Jola, której sypialnia wychodzi prosto na rynek

Mieszkańcy mówią o nieprzespanych nocach i zmęczeniu, które towarzyszy im następnego dnia. O otwartych oknach nie ma mowy – ci, którzy mogą, śpią ze stoperami w uszach.

Najgorzej mają ci, których domy sąsiadują z popularnymi sklepami nocnymi i Żabką, gdzie do późna można kupić piwo czy wódkę.

– Oni się tam kumulują. W Żabce do godziny 23 można kupić alkohol, więc po zamknięciu lokali idą z butelkami na Rynek. Piją pod oknami, śmieją się, wrzeszczą – relacjonuje jedna z mieszkanek.

Śmieci, pety, butelki – poranki w centrum po weekendzie

Problemem są nie tylko hałas i krzyki, ale też bałagan. – Po weekendzie kosze na śmieci są przepełnione, butelki po piwie i wódce walają się po krzakach. Wstyd, bo w niedzielę ludzie przychodzą posiedzieć na Rynku, a na ławkach pełno butelek – dodaje inna mieszkanka. Pracownicy okolicznych sklepów i cukierni każdego dnia zaczynają pracę od sprzątania tego, co zostawili nocni imprezowicze. – Każdego ranka sprzątamy butelki, puszki i pety. Jesteśmy bezradne – mówi pracownica pobliskiej cukierni.

Mieszkańcy czują się bezradni i boją się reagować. – Czasem jak zwrócisz uwagę, usłyszysz ‘co ty, stara k…’, albo boisz się, że butelką rzucą. Nie czujemy się bezpiecznie – przyznaje kolejna mieszkanka.

Myślenice nie są wyjątkiem

Podobne problemy miały inne miasta – i znalazły rozwiązanie. Wprowadziły nocną prohibicję. Przykłady mówią same za siebie:

Kraków – po roku zakazu nocnej sprzedaży alkoholu:

- interwencje policji spadły o 48,5%,

- interwencje straży miejskiej o 31%,

- wykroczenia nocne aż o 47,9%

(źródło: krakow.pl)

Konin – już po 6 miesiącach zakazu:

- interwencje domowe spadły o 69%,

- całkowita liczba interwencji policji zmalała o 4%

(źródło: businessinsider.com.pl)

Katowice – w pięciu dzielnicach objętych zakazem:

- pouczenia straży miejskiej spadły o 54%,

- doprowadzenia do izb wytrzeźwień o 29%

(źródło: wspolnota.org.pl).

Statystyki pokazują, że nocna prohibicja uspokaja życie w centrach miast, poprawia bezpieczeństwo i zmniejsza koszty interwencji służb.

Nocna prohibicja w całej gminie – dlaczego ma sens

Coraz więcej osób mówi wprost, że nocna prohibicja byłaby dla miasta szansą, ponieważ: pozwoliłaby ograniczyć nocne imprezy pod oknami, zmniejszyłaby bałagan i hałas, poprawiłaby bezpieczeństwo mieszkańców, ułatwiłaby pracę policji i straży miejskiej.

Choć najbardziej nagłośnione są problemy mieszkańców Rynku i okolicznych ulic, nocne zakłócenia dotyczą też sołectw. Sklepy całodobowe przy głównych drogach, punkty sprzedaży w pobliżu przystanków czy stacji benzynowych przyciągają osoby kupujące alkohol, które następnie spotykają się w okolicznych altanach, na parkingach, przy placach zabaw czy w okolicach sklepów.

Władze gminy rozważają objęcie zakazem wszystkich sołectw, a nie tylko miasta Myślenice.

Powody są proste:

- uniknięcie „turystyki alkoholowej” – gdy zakaz obowiązywałby tylko w mieście, mieszkańcy i przyjezdni mogliby przenosić zakupy do sklepów w sołectwach, co generowałoby tam dodatkowy problem,

- wyrównanie zasad – jeden regulamin dla wszystkich punktów sprzedaży ułatwi egzekwowanie prawa,

- większe bezpieczeństwo – mniejsze grupowanie się osób z alkoholem przy głównych drogach, przystankach i parkingach,

- spokój w centrum i na obrzeżach – ograniczenie uciążliwości zarówno dla mieszkańców Rynku, jak i wsi.

„Chcemy spokoju”

Wielu mieszkańców podkreśla, że chodzi nie o ograniczenie wolności, ale o prawo do ciszy nocnej i bezpieczeństwa.

– Wszędzie, gdzie wprowadzono prohibicję, jest spokojniej. My też chcemy normalnie odpocząć – mówi jeden z mieszkańców.

Dyskusja o nocnej prohibicji obejmującej całą gminę Myślenice staje się coraz pilniejsza.

Przykłady innych miast pokazują, że to realne narzędzie, które pomaga ograniczyć nocne zakłócenia, poprawia bezpieczeństwo i porządek publiczny – zarówno w centrum, jak i w sołectwach.

Marta Duszyk

*********************************************************************************

...zły pomysł?

Około siedem procent gmin w Polsce wprowadziło jakąś formę nocnej prohibicji. Jedne to duże miasta, a inne wręcz przeciwnie. Dlaczego prohibicja akurat u nas się nie sprawdzi? Oto kilka argumentów.

Obecnie życie nocne w Myślenicach w sposób zorganizowany niemal nie istnieje. Młodzież spotyka się najczęściej w McDonaldzie w Jaworniku albo na większych parkingach. Barów jest jak na lekarstwo i raczej nie cieszą się tłumami, a klubów nie ma.

Jest to spowodowane wieloma czynnikami - bliskość Krakowa, który przyciąga młodzież; brak odpowiedniej oferty ze strony przedsiębiorców dla młodych ludzi czy struktura demograficzna ludności. Jednak właśnie to prowadzi nas do pierwszego i najważniejszego argumentu przeciwko wprowadzeniu prohibicji.

W dużych miastach, jak Kraków “przeniesienie” ludzi spod sklepów alkoholowych do barów i klubów ma bardzo korzystny efekt, co widać w statystykach interwencji policji czy straży miejskiej. Zwłaszcza że często lokale w centrum mają swoją ochronę, która poniekąd odciąża służby mundurowe.

Ponadto osoba, która nie może zakupić alkoholu w sklepie, będzie niejako zmuszona do udania się do pobliskiego lokalu, który jej to umożliwi. Co się jednak wydarzy, kiedy nie można będzie kupić alkoholu nigdzie (po 22 lub 24) albo w kilku miejscach w całym mieście?

Scenariuszy jest kilka – pierwszy oczywisty to rozwój szarej strefy, który zaobserwowano między innymi w gminie Kartuzy, gdzie prohibicja została szybko zniesiona. Drugim jest powstanie lokali, które przyciągną do siebie życie nocne miasta. Lecz ile to może potrwać?

Obecnie lokale czynne po północy w weekendy można policzyć na palcach jednej ręki, co mogłoby stać się dużym zagrożeniem przy ewentualnym wprowadzeniu prohibicji i pchnąć ludzi w stronę zakupu napojów wyskokowych z nielegalnych źródeł (co obniża wpływy z akcyzy i stawia poważne pytania, co do jakości sprzedawanych trunków).

Kolejną sprawą jest kwestia wprowadzenia prohibicji tylko w mieście. Od granicy Myślenic do całodobowego sklepu w Osieczanach jest niespełna 15 minut piechotą (kilometr), a z centrum pięć minut samochodem. Wprowadzenie takiego ograniczenia nie rozwiąże problemu, a zepchnie go do okolicznych wsi.

Nieco lepiej sytuacja miałaby się w wypadku wprowadzenia zakazu w całej gminie, lecz wtedy mogą powstać sklepy monopolowe przy granicy administracyjnej, do których bardziej “opłaca się podjechać” niż zakupić alkohol w barze. Wprowadzenie takiego zakazu wymagałoby więc współpracy najlepiej na terenie całego powiatu.

Na koniec argument najbardziej subiektywny – jak wielki jest w Myślenicach problem z głośnym życiem nocnym? Z perspektywy większych miast, jak Kraków, to nasze miasteczko nocą niemal zamiera.

Nasze artykuły to dopiero początek rozmów na ten temat, więc nie wiemy, jak bardzo ten temat jest dokuczliwy dla mieszkańców i nie posiadamy jeszcze danych od odpowiednich służb.

Jednak przechadzając się sobotnią nocą po Myślenicach, zobaczymy: kilkanaście samochodów na większych parkingach, wokół których młodzi ludzie spożywają alkohol zakupiony przed chwilą w całodobowym; kilku “fanów motoryzacji”, chwalących się głośnością swoich wydechów, a gdy zajrzymy do barów, to siedzi może kilkadziesiąt osób.

Czy te wybryki zmuszają nas do nocnego zakazu sprzedaży? Czy jako mieszkańcy tego potrzebujemy? Czy my w ogóle mamy taki problem i czy prohibicja go ograniczy?

Jakub Kurek