Nowości Biblioteki Publicznej. To już było. I jest. I będzie.

Nowości Biblioteki Publicznej. To już było. I jest. I będzie.

Naprawdę poprawnie napisana historia. Historia o niemądrej ludzkości. Prawdę powiedziawszy - głupiej. Od wieków nie wyciągającej wniosków z popełnianych błędów. I… wciąż popełniającej kolejne. Te same lub podobne. Najczęściej jednak - te same. Co zaś dotyczy samej książki to znajdzie ona entuzjastów. Lajki na Facebooku są pewne.

Doceniam autora. Bez dwóch zdań. Zazdroszczę mu wyczucia czasu, Łukasz Orbitowski zręcznie „wstrzelił się” we współczesne dzieje tego świata i tuż, tuż przed pandemią wydając książkę o zarazie pożerającej ludzkość. Tak, to właśnie „Święty Wrocław” wydany przez „Świat Książki”. I o nim to właśnie opowiadam.

Zaraza? Owszem, choć na mniejszą skalę, Obejmuje zaledwie Wrocław. Jednak strach, izolacja, szaleństwo - takie jak przy każdej kolejnej epidemii.

Uwaga, teraz najważniejsze, przepraszam - najstraszniejsze. W realnie zresztą istniejącym wrocławskim osiedlu, Na Polance, mieszkańcy znajdują w ścianach czarną substancję. Promieniuje od niej dziwne ciepło, coś co przeciąga i każe mieszkańcom odsłaniać kolejne jej warstwy. I ochoczo oddają się szaleństwu: szkoła, praca, codzienne życie, wszystko to idzie w zapomnienie. Ludzie znikają. Pojawiają się prorocy. Wieszczą kolejność przyszłych zdarzeń? Nikt nie przejmuje się ofiarami wśród kopaczy. Do bloków ciągną tłumy. Powszechne i zbiorowe szaleństwo sięga zenitu.

Pandemiczny schemat, znany ze średniowiecznych kronik czasów zarazy powtarza się. Rozdane niegdyś role, znów, ponownie, i na dawną modłę, raz jeszcze są odgrywane. Przez fałszywych proroków. Przez medyków oferujących zbawcze eliksiry. Przez drobnych złodziejaszków. No i ta izolacja, kwarantanna, a przede wszystkim z lekka tylko ukrywana powszechna wrogość. No bo… człowiek człowiekowi zarazkiem? Czarną substancją? Nic się nie zmieniło. Każdą epidemią rządzą te same prawa i schematy. Smutne i… niestety szalenie już nudne. Czy naprawdę ludzkości nie stać na wymyślenie czegoś nowego?

Dziwnie się więc czyta tę historię: za oknem i w wiadomościach, podobne obrazy.

Czego szukają mieszkańcy Różanki? Czego my szukamy? Jakie wnioski wyciągniemy z epidemii. W książce nie ma szczęśliwego zakończenia. U nas, zobaczymy, ale nie jestem optymistą.

Na marginesie… Jeśli kogoś przestraszyłem i „nie-namówiłem” na lekturę to… przepraszam. W gruncie rzeczy to naprawdę fajna książka i dobrze się ją czyta. Wciągają plastyczne opisy miasta, frapują błyskotliwe dialogi, intryguje dogłębna charakterystyka psychologiczna postaci i ciekawe historie ludzi - też. A, że to wszystko smutne i ponure? No cóż…

Tomasz Dziki

Łukasz Orbitowski: Święty Wrocław. Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2020, s. 286.