O Doboszyńskim raz jeszcze (1) Działania policji związane z najściem bojówki Adama Doboszyńskiego na Myślenice w nocy z 22 na 23 czerwca 1936 roku

Historia 5 października 2021 Wydanie 38/2021
O Doboszyńskim raz jeszcze (1)
Działania policji związane z najściem bojówki Adama Doboszyńskiego na Myślenice w nocy z 22 na 23 czerwca 1936 roku
Prokuratorzy Olszewski i Olborek podczas procesu (źródło: zbiory NAC).

Przebieg tego wydarzenia, a później toczących się w związku z nim dwóch procesów sądowych (krakowskiego i lwowskiego) był szeroko opisywany przez prasę. Naświetlenie jego wyraźnie politycznego tła, jak również charakterystyka postaci inspiratora i organizatora „napadu na Myślenice” - Adama Doboszyńskiego były różne, w zależności od sympatii politycznych właścicieli organów prasowych. Te, które sprzyjały sanacyjnej władzy, były wobec niego bardzo krytyczne, akcentując przestępczy i kryminalny charakter zajść. Pisma opozycyjne widziały w Doboszyńskim wręcz bohatera protestującego przeciw tolerancyjnej postawie rządu wobec narastającej dominacji elementu żydowskiego w życiu gospodarczym kraju, pragnącego przy okazji upowszechnić ideę narodową. Celowały w tym zwłaszcza: dziennik „Orędownik – codzienne ilustrowane pismo narodowo-katolickie” oraz „Głos Narodu” i „Nasz Dziennik”.

Wiele numerów tego „Orędownika” z lat 1936-1938, w których znajdują się relacje z „napadu Doboszyskiego na Myślenice” zostało zdigitalizowanych i można je znaleźć w internecie. Szukając obszerniejszych, bardziej szczegółowych informacji o przebiegu opanowania przez ludzi Doboszyńskiego myślenickiego posterunku policji wynotowałem również te, które obrazowały całość podjętych z związku z tym wydarzeniem działań organów policyjnych. W pierwszej fazie polegały one na prowadzeniu pościgu „za bandą” (ok.10 dni), później na działaniach rozpoznawczych w celu zidentyfikowania i ujęcia wszystkich uczestników „napadu”, a w końcu na wykonywaniu zleconych czynności procesowych (dochodzeniowo-śledczych). Z racji spektakularnego przebiegu najbardziej opisywane w prasie były działania pościgowe.

Z relacji o przebiegu napadu na posterunek oraz prowadzonym pościgu, jak również z sądowych przesłuchań świadków odnotować można nazwiska wielu funkcjonariuszy Policji Państwowej z terenu Krakowa, Myślenic i powiatów limanowskiego, nowotarskiego i wadowickiego, na terenie których prowadzona była akcja pościgowa za Doboszyńskim i członkami jego bojówki. Liczyła ono początkowo około 70 osób – członków tzw. „drużyn ochronnych”, którzy przeważnie rekrutowali się spośród rodzin pracowników folwarku Doboszyńskiego.

Posterunek policji mieścił się wówczas w Rynku, w budynku nr 27 („magistrat”). Jak wynika z zeznań złożonych w czasie procesu przez zastępcę komendanta powiatowego Policji Państwowej w Myślenicach (Orlicki), „stan posterunku wynosił 10 policjantów, 3-ech było w służbie, 2-óch policjantów spało na posterunku (kawalerów)”. Faktycznie dyżur pełnił 1 funkcjonariusz – Stefan Małecki. Wpuścił on do środka napastników, ponieważ twierdzili, że chcą zgłosić o przestępstwie. Po wdarciu się do wnętrza pobili oni Małeckiego pałką po głowie, zniszczyli bądź uszkodzili część wyposażenia i dokonali zaboru broni oraz policyjnych pałek. Przedstawione w tym zakresie w czasie procesu straty obejmowały „6 karabinów służbowych, 8 karabinów zapasowych, 6 pałek gumowych”. Po napadzie na posterunek Doboszyński ze swoimi kompanami udał się przez Droginię w kierunku Poręby, skąd w ciągu 8 dni ucieczki przed policyjnym pościgiem, w ciągle „topniejącym składzie”, poprzez Łysinę, Węglówkę, Lubogoszcz, Mszanę Dolną, Niedźwiedź, Porębę Wielką, Stare Wierchy, Obidową, Zubrzycę Dolną dotarł już samotnie w okolice Zawoi.

W drodze do Drogini „banda” zatrzymała strażnika miejskiego – Władysława Święcha, uwalniając go w odległości ok. 3 km od miasta.

Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie informację o napadzie uzyskała o godz. 5.00 dnia 23 czerwca 1936 r. Do akcji pościgowej, na polecenie inspektora Baumana skierowane zostały 2 oddziały Policji Rezerwy Miasta Krakowa, wzmocnione policjantami z posterunków sąsiadujących z Myślenicami.

„Komendantem pościgu za uczestnikami wyprawy myślenickiej Doboszyńskiego” mianowano komisarza Królikiewicza, który też stanął na czele jednej z dwóch grup, na które podzielono oddział pościgowy.

(W kilku doniesieniach prasowych twierdzono, że w pościgu uczestniczyły 3 grupy operacyjne Policji Państwowej pod dowództwem komisarza Królikiewicza).

Ok. godz. 15.00 dnia 23 czerwca dotarł on do Poręby k. Myślenic, gdzie zatrzymali się dla odpoczynku sprawcy napadu. Wkrótce znalazła się tam także druga grupa policjantów dowodzona przez st. przodownika Michała Polaka. Doszło do strzelaniny, w czasie której ciężko ranny został jeden z uciekinierów – Józef Pałka, zatrzymano 2 innych – Władysława Wlazłę i Antoniego Wątora. W wyniku odniesionych ran, Józef Pałka (pochodzący z Karolewa k. Skawiny) zmarł po kilku dniach (3 lipca) w szpitalu krakowskim, o co – jak się później okazało podczas procesu – Doboszyński obwiniał funkcjonariuszy policji, którzy zwlekali z udzieleniem rannemu niezwłocznej pomocy lekarskiej.

Doboszyńskiemu udało się jednak umknąć z obławy wraz z dziewięcioma kompanami. Pościg za nimi trwał więc nadal. Jak pisano w numerze 154 (Rok 66) „Orędownika”, w artykule p.t. „Doboszyński o swojem aresztowaniu. Szczegóły pościgu policyjnego (w relacji Doboszyńskiego): (…) Pościg za uczestnikami napadu natrafił na duże trudności, wynikające z konfiguracji terenu. Oddziały i patrole policyjne posługiwały się w tym pościgu samochodami, motocyklami, furmankami i rowerami. Poszczególne oddziały utrzymywały łączność telefoniczną. W pościgu użyto także samolotów, które jednak ze względu na lesisty teren nie mogły wytropić zbiegów (…).”

Po starciu z policją w Porębie resztki grupy Doboszyńskiego zatrzymały się dopiero w schronisku turystycznym na Starych Wierchach, co poświadcza wpis Doboszyńskiego w księdze pamiątkowej (z datą 25. 06.1936 r.). W księdze tej zamieścił także swój wpis jeden z policjantów: „w pościgu za dywersją niszczącą państwo – st. posterunkowy Leon Pawłowsk.”

Następnego dnia (26.06.) uciekinierzy dotarli na Orawę, do Zubrzycy Dolnej, gdzie zostali zaskoczeni przez 4-osobowy oddział Straży Granicznej. Podczas tej akcji śmierć poniósł Józef Machno (pochodzący ze Skotnik), a grupa Doboszyńskiego została ostatecznie rozproszona. Od tej chwili ukrywał się on samotnie w lasach z okolicy Zawoi, aż do dnia 30.06., kiedy to został zatrzymany na stokach Policy odnosząc ranę postrzałową ręki. Jak podawała prasa - oprócz policjantów z grupy pościgowej, w zatrzymaniu Doboszyńskiego uczestniczył również m.in. komendant Posterunku Policji w Zawoi.

cdn

Kazimierz Pardyak