O dziwnym zespole - część pierwsza
Tak właśnie, „dziwnym zespołem” nazwał go kiedyś Jan Skaradziński - autor biografii grupy Dżem. Powodów tej dziwności znalazłoby się całkiem sporo. Po pierwsze: nazwa - powstała jesienią 1973 roku, właściwie mimochodem i nawiązywała do ulubionej formuły muzykowania czterech kumpli z Tychów - Adama i Beno Otręby, Pawła Bergera oraz Aleksandra Wojtasiaka. Na początku w angielskiej formie Jam, a potem gdy do zespołu dołącza Ryszard Riedel w tej spolszczonej, takiej jaką znamy do tej pory, czyli Dżem. Na jednym z pierwszych koncertów zostali nawet zapisani jako Drzem i muzycy długo się zastanawiali, czy przy tej wersji nie pozostać.
Po drugie: muzyka - paradoks Dżemu polega na tym, że status kultowego zespołu zyskali nie robiąc w muzyce rockowej niczego nowatorskiego nawet w czasach, gdy nowego brzmienia i eksperymentów poszukiwali praktycznie wszyscy. Nie trzeba być wielkim ekspertem, żeby wskazać „dżemowe” inspiracje - Rolling Stones, The Allman Brothers Band, Lynyrd Skynyrd, The Doors czy Free. Ale jak powiedział kiedyś John Lennon – „miernota naśladuje, a geniusz zrzyna”. Dżem zrzyna w taki sposób, że tworzy własną muzykę i swoje brzmienie. Tego zespołu naprawdę nie da się z nikim pomylić.
Po trzecie: dyskografia - Dżem nieoficjalnie działa od 1973 roku, oficjalnie od 1979, zaś płytowego debiutu doczekał się dopiero w 1985 roku. Później niż na przykład o wiele młodsze Lady Pank, Republika czy Perfect. Brak koneksji w branży, parcia na sukces, czy może zawirowania w skomplikowanym procesie wydawniczym późnego PRL -u? Pewnie wszystkiego po trochu. Ale chyba żaden zespół tak bardzo nie zyskiwał na koncertach. Dżem do sławy wypchnęła nie krytyka, tylko publiczność. I dlatego od 1985 roku nagrywali praktycznie co roku, jeśli nie album studyjny to koncertowy.
Po czwarte skład: zadziwiające ilu muzyków przewinęło się przez zespół w pierwszym 15-leciu istnienia biorąc pod uwagę, że dosyć łatwo wskazać najlepsze (czy też najbardziej smakowite) składniki tego Dżemu - Ryszard Riedel (wokal), Jerzy Styczyński (gitara), Adam Otręba (gitara), Beno Otręba (bas), Marek Kapłon/Michał Giercuszkiewicz (perkusja). Oprócz tego grali w zespole bądź z zespołem m.in.: Andrzej Urny, Jerzy Piotrowski, Tadeusz i Leszek Falińscy, Tadeusz Nalepa, Martyna Jakubowicz. Całkiem zacne grono.
Po piąte: niezłomność - Dżem to chyba jedyny rockowy zespół obok Voo Voo, który dosyć bezboleśnie przetrwał przemianę ustrojową roku 1989. Aż do 1994 roku, gdy wraz ze śmiercią Ryśka Riedla kończy się klasyczny okres Dżemu naznaczony takimi płytami jak „Cegła”, „Zemsta Nietoperzy”, „Autsajder”, „Najemnik” czy „Detoks”.
Po szóste: długowieczność - grają po dziś dzień, bo ciągle tej muzyki ludzie chcą słuchać. Nie ma już Ryśka, ale sztafeta jego następców obejmowała niekiepskich wokalistów - Jacek Dewódzki, Maciej Balcar i wreszcie syn Ryszarda Riedla, Sebastian. Za tydzień napiszemy o historii Myślenickich koncertów śląskiego sekstetu oraz o jego aktualnej działalności.
