O Legionach raz jeszcze

O Legionach raz jeszcze

Tematyka legionowa jest tak szeroka, że na omówienie wszystkiego zabraknie czasu nawet na kilku wykładach, a co dopiero w trakcie półtora godzinnego wystąpienia. Prof. Mariusz Wołos siłą rzeczy musiał dokonać pewnego wyboru rozmaitych aspektów legionowej historii i przedstawienia ich w formie skrótowej i wybiórczej.

Wykład zatytułowany „Polski miecz na szali dziejów. Legiony Polskie podczas I wojny światowej”, jaki odbył się 2 października w Muzeum Niepodległości w Myślenicach w sposób przekrojowy przybliżył nam genezę, szlak bojowy i wpływ, jaki wywarła ta formacja militarna na losy

narodu walczącego o swoją niepodległość i późniejsze, gdy naród ten ponownie znalazł swoje miejsce na mapie Europy.

Legiony Polskie to fenomen. Często nazywane bywają legionami Piłsudskiego chociaż to nazwa cokolwiek myląca, bo nie tylko nie powstały z inspiracji Piłsudskiego, ale niejako wbrew niemu. Gdy konserwatywny Naczelny Komitet Narodowy zwraca się do Austro- Węgier z inicjatywą utworzenia legionów polskich, to Piłsudski podporządkowuję się temu z bólem serca.

Józef Piłsudski tworząc Pierwszą Kompanię Kadrową liczył wprawdzie na antyrosyjskie powstanie, w które zaangażuje się rzesza ochotników, ale wrogiem było dla niego każde państwo stojące na drodze Polaków do niepodległości. Nie były również legiony tak spójne ideowo, żeby uznać je za emanację myśli politycznej marszałka (wtedy komendanta). Legionowe szeregi werbowały się zresztą z tak rozmaitych środowisk, że nie było to możliwe, a na ich liście znajdziemy kilku późniejszych premierów, kilkunastu ministrów i kilkudziesięciu generałów oraz tak znamienite nazwiska II Rzeczpospolitej jak gen. Edward Rydz- Śmigły, gen. Władysław Sikorski, gen. Felicjan Sławoj –Składkowski czy Józef Beck .

Można zaryzykować tezę, że legiony były podstawą budowania struktur Rzeczypospolitej, a bez nich dzieje naszego kraju wyglądałyby zupełnie inaczej, a może i samego kraju by nie było. Tak jak nie byłoby Józefa Piłsudskiego – Naczelnika Państwa i Marszałka II Rzeczpospolitej. Stały się również legiony podstawą mitu założycielskiego Rzeczpospolitej: po raz pierwszy w 1928 roku, po raz drugi w 1926 roku po zamachu majowym, jako źródło obozu sanacyjnego.

Z założenia do Legionów Polskich byli przyjmowani ochotnicy, ale rekrutacja przebiegała czasem bardzo opornie, bo mieszkańcy Królestwa Polskiego nie mieli czegoś, co dzisiaj określilibyśmy jako „wyrobienie obywatelskie”, a na wsiach idea narodowa nie miała szczególnego powodzenia wśród chłopów, którzy nie identyfikowali się ze słowami „Polska” i „Polacy” czemu dał wyraz Roman Starzyński pisząc, że Kongresówka to „Rosja zaludniona szczepem mówiącym po polsku, ale czującym po rosyjsku”. Przeciwnicy polityczni Piłsudskiego natomiast przedstawiali legionistów jako „sektę współpracującą z okupantami”, co potęgowało nieufność ludzi wobec tej formacji. Dla ludzi sparaliżowanych strachem przed represjami Rosjan granica psychologiczna padła, gdy Królestwo Polskie zostało zajęte przez wojska centralne, a pierwsze sukcesy frontowe zaczęli odnosić legioniści. Wtedy dało się zauważyć, że do ich szeregów coraz chętniej wstępowi nowi ochotnicy.

Społeczny przekrój zwerbowanych żołnierzy był szeroki i zmieniał się w trakcie I wojny światowej. Początkowo trzon stanowiła młodzież gimnazjalna i studenci, jak i inteligencja, a w późniejszym czasie rzemieślnicy i robotnicy, a także ludność wiejska, szczególnie górale z Podhala i Huculi walczący w II Brygadzie. Departament Wojskowy NKN wydał instrukcję, by przyjmować rekrutów powyżej 17 roku życia, ale zdarzało się, że przyjmowano nawet 13- i 14- latków, a najmłodszy legionista miał lat 11. Z reguły jednak ochotnicy mieli między 17 a 23 lata. W sumie przez Legiony Polskie przewinęło się 40-45 tysięcy żołnierzy, ale w jednym czasie ich liczebność nie przekroczyła 25 tysięcy, co w porównaniu z armiami sojuszniczymi nie jest liczbą imponującą, ale należy podkreślić, że np. na zwiększenie liczebności legionistów nie było zgody ze strony władz austriackich. Legiony były z ducha wojskiem obywatelskim, a wzięło się to z przedwojennych organizacji strzeleckich – lwowskiego Związku Strzeleckiego i krakowskiego Strzelca – oraz drużyn sokolich i skautowskich z terenów Kongresówki. Na wzór tych organizacji legioniści przyjmowali pseudonimy, co miało wzmacniać nie tylko solidarność, ale miało przede wszystkim wymiar praktyczny: utrudniały infiltrację nie tylko agentom wrogich sił, ale i sojuszniczej Austrii. Było to wojsko wyjątkowe, skupiające ludzi wolnych i świadomych tego, o co się biją. To poczucie wyjątkowości ułatwiało budowanie silnych więzi wewnątrz brygad i pułków. O tym, że organizacja ta była swoistą „żołnierską demokracją” świadczą wspomnienia legionistów, w których relacje między oficerami, a żołnierzami były bardzo bliskie, pełne wzajemnego zaufania i zrozumienia, a szacunek dla przełożonego – autentyczny i niewymuszony.

Przez austriackich dowódców legioniści, a zwłaszcza I Brygada byli określani jako „cywilbanda”, ale świadome problemów z dyscypliną dowództwo Legionów organizowało szkolenia i wdrażało dyscyplinę, a po kryzysie przysięgowym w 1917 r., gdy kierownictwo przejęli oficerowie ukształtowani w C.K. armii generał Zygmunt Zieliński powiedział „teraz to jest wojsko, a przedtem była banda”. Legiony dały się jednak poznać jako wojsko bitne i odważne, a wpływ na to miało nie tylko wysokie morale żołnierzy, ale i kult jakim był otaczany - przede wszystkim w I Brygadzie – Józef Piłsudski, zwany „Dziadkiem”(miał wtedy tylko 47 lat, ale był często dwa razy starszy od swoich podwładnych) „Kochanym Naczelnikiem” i uważany za wyjątkowego wodza i niezwykle charyzmatyczną postać. Warto podkreślić jak Naczelnik walczył o utrzymanie polskiego charakteru Legionów, co wyrażało się w nazwie formacji, rozkazodawstwie, odznaczeniach i elementach umundurowania.

Kryzys przysięgowy i zmiana układów sił na froncie I wojny światowej spowodował, że Legiony Polskie nie doczekały 11 listopada 1918 roku. Wpływ, jaki wywarła na naszą historię pierwsza polska formacja wojskowa w XX wieku był jednak gigantyczny. Był, a może nawet ciągle jest.

 

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).