O zbieraczach, zbieractwie i kronikarzach (1)
Zbieractwo zwane powszechnie kolekcjonerstwem przeżywa w Polsce swoisty renesans. Ogarnia ludzi rozmaitej profesji i wielorakich często upodobań. Ogarnia zarówno ludzi młodych, jak i sędziwych. Wielu z nich, których można określić rasowymi zbieraczami stało się znakomitymi znawcami dziedzin, które są dla nich przedmiotem szczególnego zainteresowania.
U podstaw prawdziwego, fachowego zbieractwa leży sentyment, autentyczne zamiłowanie i głęboka pasja, która sprzyja opanowaniu głębokiej wiedzy o gromadzonych przedmiotach i materiałach. Zbieractwo – właściwie pojęte – spełnia istotną i bardzo ważną rolę. Ocala bowiem od zniszczenia i zapomnienia pamiątki bliskiej bądź odległej nam przeszłości. Rozwija jej kult, a także umiłowanie starych, pięknych, nierzadko unikalnych obiektów i przedmiotów. Mają one często bezcenną wartość dokumentalną, historyczną i estetyczną, a ponadto tzw. wartość regionalną stanowiącą m.in. o tożsamości kulturowej mieszkańców określonego regionu lub kraju. Organizowane tu i ówdzie giełdy staroci, a zwłaszcza giełdy kolekcjonerskie od wielu lat potwierdzają, że pasjonatów kolekcjonerstwa jest bardzo wielu. Wystarczy bowiem odwiedzić giełdowe pokazy np. w Bytomiu, Krakowie, Łodzi, Poznaniu czy Wrocławiu, by przekonać się naocznie, że krąg hobbystów i pasjonatów kolekcjonerstwa nie maleje, a wprost przeciwnie rozszerza się i umacnia. Wystarczy udać się m.in. do Wieliczki na organizowane tam „Festiwale Ludzi Pozytywnie Zakręconych”, by znaleźć potwierdzenie, że kolekcjonerzy mają się dobrze i to, że mają wiele ciekawego i oryginalnego do pokazania, a przy tym wiele powodów do niekłamanej satysfakcji. Pamiętam doskonale wyłożone tam na kolekcjonerskich stołach i regałach m.in. kolekcje trofeów myśliwskich, zegarów ściennych, oryginalnych dzwonków, muszle ślimaków lądowych czy też dawne tablice rejestracyjne samochodów. W tradycji kolekcjonerskich wystaw i pokazów – od wielu lat – nader pozytywnie zapisują się pobliskie Dobczyce. To tutaj oglądaliśmy i to wielokrotnie niecodzienne zbiory tytularnego króla polskich kolekcjonerów Marka Sosenko z Krakowa (m.in. zabawki, pocztówki, szachy, kropielniczki). To tutaj nad Rabą – w Dobczycach i Myślenicach – podziwialiśmy wyjątkową kolekcję zabytkowych, własnoręcznie odnowionych i konserwowanych przez lata radioodbiorników – kolekcję mieszkańca Dobczyc – dra inż. Ryszarda Dulskiego. Jak tu nie wspomnieć w tym momencie o prezentacjach unikalnego zbioru autografów znanych i wybitnych postaci życia społecznego i intelektualnego Polski, skrzętnie i konsekwentnie gromadzonych przez znanego na naszym terenie kolekcjonera starych fotografii - Józefa Stanisława Błachuta. I wreszcie, jak tu nie odnotować np. niezwykle barwną i oryginalną kolekcję nakryć głowy pochodzących z najrozmaitszych zakątków Europy i świata zebraną przez naszego czołowego kolekcjonera starych samochodów – Franciszka Wołka z Myślenic. Nie ukrywam pewnej satysfakcji, że jako kolekcjoner m.in. aniołów, płyt winylowych oraz jadłospisów pochodzących dokładnie z 46 krajów Europy i świata, mogłem w pewnym fragmentarycznym zakresie zaprezentować je pod dachem Regionalnego Centrum Oświatowo-Sportowego w Dobczycach w ramach kilku tamtejszych giełd kolekcjonerskich. Giełdy zbieraczy – zarówno profesjonalistów, jak i amatorów – jednoznacznie potwierdzają, że kolekcjonować można wszystko… Wszystko co dotyczy przeszłości i teraźniejszości; co jest jednakowo ważne i cenne, użytkowe i dekoracyjne, oryginalne a nawet banalne. Nie dziwmy się, że wśród zbieraczy mieliśmy i mamy kogoś kto gromadził i gromadzi np. papierowe serwetki (Warszawa); lalki w barwnych strojach regionalnych i narodowych (Świętochłowice); łapki na muchy (Sosnowiec); elementy umundurowania policyjnego (Ruda Śląska); papierki po cukierkach (Gdów); fotografie dawnych dworów polskich (Gdańsk); niewyobrażalną ilościowo kolekcję polskich plakatów (Warszawa, Poznań); czy też pudełka i etykiety zapałczane (Wrocław), a przed wieloma, wieloma laty gigantyczne ilości opakowań tytoniowych i cygarowych myślenickiego kolekcjonera – Mariana „Kuby” Boryczki. W katowickiej giełdzie można było przed laty wypatrzyć m.in. kolekcję długopisów zebraną przez młodego wówczas mieszkańca Blachowni – ucznia LO w Częstochowie. Skarbem licealisty było 1438 długopisów. Ta liczba nijak miała się do zbioru, którego posiadaczem był do niedawna naczelny redaktor myślenickiego miesięcznika „Sedno” – Maciej Hołuj (bez mała 3 tysiące!), a którym został ostatnio obdarowany współpracownik tego pisma – Jerzy Krygier. Każda giełda to czas pasjonujących zachwytów i odkryć…Z niebywałym podziwem delektowałem się onegdaj oglądając w stolicy Dolnego Śląska niecodzienną, wręcz unikalną kolekcję wieloletniego aktora Teatru „Zielona Latarnia” – Jana Snarskiego. Dumą tego artysty było bowiem ponad 50 zabytkowych samowarów, kilkadziesiąt moździerzy i tyleż samo zaparzaczy do kawy.
Obok pasjonatów kolekcjonerstwa jawią się jednocześnie autentyczni kronikarze i archiwiści gromadzący bezcenne zbiory wielorakich tematycznie dokumentów dotyczących rozmaitych sfer życia i zjawisk społecznych, kulturalnych poszczególnych obszarów i regionów kraju. Na prawach szczególnego wyboru wymieniam m.in. Tadeusza Trębacza z Żywca, byłego dyrektora Wydziału Kultury Urzędu Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, który zgromadził i skatalogował w swoim życiu (nie tylko zawodowym) ponad 600 tysięcy! – powtarzam – sześćset tysięcy artykułów i wycinków prasowych dotyczących szeroko pojętej kultury byłego województwa bielskiego, a w szczególności Ziemi Żywieckiej. I pomyśleć, że rekordzistą tego rodzaju osobliwości i zbiorów jest także znany i ceniony na naszym terenie archiwista i dokumentalista w jednej osobie – Włodzimierz Juszczak. Człowiek legitymujący się wyjątkowymi zdolnościami kronikarskimi. I jakkolwiek zbiory pana Włodzimierza nie liczą się w setkach tysięcy, to wielotysięczne skarby wielorakich dokumentów i zapisów dotyczących historii Dobczyc są wyjątkowo cenne, a nawet bezcenne.
cdn.
