Oratorium Podwyższenia Krzyża Świętego
Z okazji jubileuszu 700 - lecia parafii w Jaworniku w tamtejszym kościele parafialnym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego będziemy świadkami niezwykłego wydarzenia, w którym doznania duchowe łączyć się będą z muzycznymi. Już 20 września o godzinie 18 rozbrzmiewać tam będzie Oratorium Podwyższenia Krzyża Świętego. O kulisy przedsięwzięcia zapytaliśmy jego Spiritus Movens - kompozytora, instrumentalistę, wokalistę - Roberta Bylicę.
Co jakiś czas dochodzą nas informacje – choćby z Pana profilu na FB, że szykuje się wydarzenie, podczas którego premierę będzie miało Pana Oratorium. Proszę nam powiedzieć coś o nim. Skąd pomysł, inspiracja, natchnienie?
Bieżący rok jest czasem, w którym parafia w Jaworniku – z którą jestem związany, obchodzi jubileusz 700 lecia istnienia. Na tą okazję zrodził się również pomysł, aby zaznaczyć wyjątkowość jubileuszu parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Jaworniku koncertem, który oczywiście wpisywałby się w inne wydarzenia jubileuszowe.
Z końcem stycznia powstał pomysł, aby zorganizować takie wydarzenia. A jako, że lubię kompozytorskie wyzwania postanowiłem napisać utwory składające się na formę oratorium. Choć wykonawcami będzie orkiestra symfoniczna i chór, nie będzie to miało kształtu wielkich form, takich jak tworzyli mistrzowie klasyki. Daleko mi do nich. Przyjąłem formę, w której dobrze się czuję, a muzyka odda charakter libretta, które na tę okazję specjalnie napisał Zbigniew Książek.
Ma Pan duże doświadczenie kompozytorskie w tego typu stylistyce muzycznej?
Choć mam pewne przygotowanie muzyczne w postaci szkół muzycznych i kilku lat studiów w tym zakresie, kompozycja to moja wielka pasja. Muszę powiedzieć, że obecnie lepiej mi to wychodzi niż granie na fortepianie. 25 lat temu, muszę przyznać, że bawiłem się w wirtuozerie. Teraz bawię się dźwiękami spisując je w nuty. A czy mam duże doświadczanie? Doświadczanie zdobywam z każdym napisanym dźwiękiem, każdą tworzoną frazą muzyczną, każdorazowym przelaniem pomysłu na papier. Muzyka, spisana na partyturę to zupełnie inna opowieść i jakość tworzenia. Tej warstwy uczę się co dzień, słuchając mistrzów i radząc się ich.
Najpierw powstawała muzyka, czy też pisał Pan już do gotowego libretta Zbigniewa Książka?
Tekst - używając porównania - jest jak dłuto w ręku rzeźbiarza. Bez tego narzędzia nie powstanie pomnik. W tym przypadku tekst był nieodzowny. To on nadawał kierunek myśli muzycznej. Nie powstała ani jedna nuta, zanim nie zetknąłem się z librettem. Nawet uwertura – utwór instrumentalny, otwierający oratorium powstał na samym końcu, aby był naznaczony tym, co pojawi się w oratorium. Wpierw z niecierpliwością czekałem na teksty Zbyszka. Otrzymałem je w połowie marca. Teksty oczywiście swoje musiały odleżeć w mojej głowie, a później zaczęła się praca, okupiona brakiem czasu, mnóstwem zawodowych spraw.
Musiał Pan wykonać jakiś muzyczny czy nawet kulturowy research, zanim zasiadł do instrumentu albo do papieru nutowego?
Oczywiście warto słuchać mistrzów – począwszy od klasyki Bach, Mozart, mistrzów Romantyzmu i kompozytorów współczesnych. Dla mnie są oni niedoścignieni, ale i tak stanowią niewątpliwie cel moim muzycznych marzeń. Nie mogło obyć się oczywiście bez oratoriów, do których Zbigniew Książek pisał wcześniej teksty – jak choćby do Rubika i innych.
Jaki cel postawił Pan sobie pisząc to Oratorium?
Chciałem, aby ten utwór muzyczny, a w szczególności samo wydarzenie było hołdem dla pokoleń wszystkich tych, którzy tworzyli i tworzą wspólnotę parafialną Jawornika. Ponad to wspaniałe teksty Zbyszka pokazują kondycję człowieka we współczesnym świecie nakreślone na fragmentach Ewangelii.
Proszę zdradzić jakieś szczegóły techniczne. Długość utworu, ilość instrumentalistów i wokalistów...
Jeśli chodzi o szczegóły, na oratorium składa się 14 utworów – uwertura plus 13 pieśni. Zamysłem było, aby wykonawcami była orkiestra symfoniczna, chóry i soliści. Będzie to blisko 140 artystów pod dyrekcją dr. hab. Tomasza Chmiela, który również wspomógł mnie w redakcji partytury i aranżacji. O długości trudno mi powiedzieć, ale myślę, że ponad godzinę.
Jak zmieniło Pana to doświadczenie jako kompozytora, czy też może nawet jako człowieka?
Tego typu poprzeczka zawsze uczy pokory. Pokory do materii twórczej, merytorycznej. Człowiek uczy się całe życie, a to niewątpliwie było kształtujące doświadczenie. Im bliżej 20 września i koncertu, tym więcej stresu związanego z przygotowaniem, logistyką no i finalnie z tym, jak zostanie to przyjęte. Oczywiście otworzyło to pomysły na kolejne twórcze wyzwania. A czy jako człowieka zmieniło? Wciąż jestem tym samym i szczęśliwym robotnikiem winnicy Pańskiej.
