Padł na potoku

Padł na potoku

73 rocznica śmierci kpt. Jana Dubaniowskiego ps. „Salwa”

Pożółkła kartka z kalendarza, sobota 27 wrzesień 1947 rok. Ruda Kameralna. Niewielka senna wioska z chałupami krytymi strzechą, które są rozrzucone po zboczach. Powyżej nich las. Ciężko tu dojechać, wszędzie błoto. Jednak przyjechali...

Przedpołudniową ciszę przerywa terkot automatu. Po akcji w sprawozdaniu jeden z milicjantów chwali się, że strzelił nieznanemu osobnikowi w plecy. Nieliczni już miejscowi pamiętają, że ten zabity padł na potoku. Zastrzelonym był kpt. Jan Dubaniowski ps. „Salwa”. W tym roku mija 73 lata od tego zdarzenia.

Współcześnie na miejscu jego śmierci stoi krzyż, a w centrum miejscowości pomnik i dwie tablice. Jedna informuje o tym, że decyzją

prezydenta RP Andrzeja Dudy z dnia 26 czerwca 2017 r., został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Druga zawiera najważniejsze elementy biografii. Oto niektóre z nich.

Absolwent szkoły Korpusu Kadetów w Chełmnie oraz szkoły Podchorążych Artylerii w Toruniu. Oficer 10 Pułku Artylerii Ciężkiej w Przemyślu. W kampanii wrześniowej 1939 r. brał udział w zwycięskich walkach z niemieckim pułkiem SS „Germania” w składzie 38 Dywizji Piechoty Rez. (Armia Małopolska). Więzień niemieckiego obozu dla oficerów Oflagu II B Arnswalde (obecnie Choszczno), z którego zorganizował brawurową ucieczkę.

Od 1942 r. żołnierz konspiracji AK w Krakowie. W 1944 r. walczył u boku „hubalczyka” potem dowódcy Zgrupowania Nadniemeńskiego AK rtm. Józefa Świdy ps. „Dzik” na terenie powiatu bocheńskiego. Stał się partyzantem z konieczności, podobnie jak porucznik marynarki Adam Dedio ps. „Kopiec”, zastępca Świdy. Od Świdy dowiaduje się jak wyglądała sytuacja na Kresach, gdzie sowiecka partyzantka zwalczała oddziały polskie oraz nękała ludność cywilną. Tutaj miało to dopiero nadejść wraz z frontem. W październiku 1944 r. oddział „Dzika” („Wicher”) przechodzi na teren powiatu myślenickiego, gdzie trwa koncentracja sił partyzanckich. W Gruszowie oddział Świdy nawiązał kontakt z komendantem obwodu AK Myślenice ppor. Wincentym Horodyńskim ps. „Kościsza”. Miejscowość ta była matecznikiem partyzantów również w okresie II konspiracji, stacjonowały tu połączone siły oddziałów ROAK „Ścigacz” plut. pchor. Stefana Kaczmarczyka ps. „Baca” i AN „Pogrom” ppor. Augustyna Rafalskiego ps. „Pogrom”. Podczas powrotu po opanowaniu Dobczyc, była to też wieś, w której urodził się i mieszkał późniejszy zastępca Dubaniowskego, Józef Mika ps. „Wrzos”, „Leszek”. W tym samym miesiącu zostaje adiutantem mjr Aleksandra Mikuły ps. „Orion”, który objął dowództwo nad oddziałami z terenu Obwodu AK „Murawa”.

19 listopada 1944 r. Dubaniowski brał udział w rozprawie z bandą Sowietów okradających okoliczne gospodarstwa oraz dwory w Wolicy, Czasławiu i Żerosławicach. Schwytanych jednak zwolniono. 29 listopada 1944 r. w ramach zgrupowania brał udział w bitwie pod Zawadką. Po wyjściu z niemieckiego okrążenia przedostał się z powrotem na teren powiatu bocheńskiego, kwaterując w Zagórzanach. Były to jego rodzinne strony. Po rozwiązaniu oddziału „Wicher” pozostał w konspiracji. Mianowano go wówczas na stopień kapitana AK. Po pewnym czasie utworzył oddział partyzancki oraz zmienił pseudonim na „Salwa”.

Interesującym epizodem w jego działalności antykomunistycznej, związanej z powiatem myślenickim było wydarzenie, które miało miejsce 15 czerwca 1946 r. Szczegółowy przebieg wypadków zawiera relacja Anny Szczygieł, siostry zamordowanego wtedy partyzanta Henryka Piekło ps. „Rekin”:

„Piekło Henryk w dniu 15 czerwca 1946 roku, uczestniczył w patrolu zwalczającym propagandowe zebrania przedreferendalne. Posuwając się polami przy wzajemnym ubezpieczeniu chłopcy dotarli do wsi Kwapinka. Tu doszło do strzelaniny pomiędzy ubowcami a partyzantami. Po krótkiej walce nasi przebili się przez wrogie pozycje i zniknęli w terenie. Natomiast Henryk wycofując się został ciężko ranny w piersi serią z karabinu maszynowego. Ostatkiem sił, mdlejąc z upływu sił oraz bólu doczołgał się do najbliższej stodoły i zagrzebał w słomie. Zauważył to właściciel i w obawie przed represjami zameldował o fakcie ubowcom przeszukującym wieś. Rozsierdzeni ubowcy wyciągnęli ciężko rannego na klepisko i rozpoczęli bestialskie śledztwo. Pytali o nazwisko, pochodzenie i nazwiska kolegów z Oddziału, do którego przynależał. Podczas badań chcąc wymusić zeznania: kopali i deptali go podkutymi buciorami, dźgali bagnetami, tłukli kolbami. Pomimo straszliwego bólu Henryk powtarzał jedynie cichym szeptem: „jestem Polakiem, umieram...” Zmarł w męczarniach, nie uzyskawszy żadnej pomocy sanitarnej. Po śmierci zbezczeszczone zwłoki, mordercy zakopali w płytkiej jamie w fosie koło drogi. Miejsce pochówku dla niepoznaki zadeptali. Sołtysowi zapowiedzieli, że ciała nie wolno odkopywać, bo „bandyta” ma zgnić w rowie jak bezpański pies. Przy każdej bytności we wsi sprawdzali czy rozkaz nie został naruszony. Po upływie kilku miesięcy obserwacja nie była już tak rygorystyczna. W miesiącu październiku 1946 roku, koledzy z konspiracji postanowili podjąć próbę wykradzenia zwłok i pochowania ich na chrześcijańskim cmentarzu”.

Na polecenie kpt. „Salwy” organizacją pogrzebu zajął się Eugeniusz Gałat ps. „Sęp”. Samochodem ciężarowym należącym do jednej ze spółdzielni w Kłaju przywieziono zwłoki „Rekina” do Łężkowic koło Kłaja, gdzie z pomocą proboszcza ks. Józefa Motyki, który był przyjacielem kpt. Dubaniowskego dokonano potajemnego pochówku na miejscowym cmentarzu parafialnym. W ceremonii uczestniczyli koledzy z oddziału oraz siostra Janina i brat Władysław. Mimo zachowania środków ostrożności ktoś doniósł na UB. Ksiądz Motyka będąc przesłuchiwany nie zdradził personaliów partyzanta. Powiedział, że był to bezdomny znaleziony przy drodze, a on jedynie wypełnił swoją kapłańską powinność.

Te i inne wydarzenia to zaledwie migawki wspaniałego życiorysu, którego pełnej wersji mieliśmy nigdy nie poznać. Dubaniowski był człowiekiem niebywale zdolnym. Dzięki córce p. Marii Dubaniowskiej - Guzdek wiemy, że posiadał talent muzyczny. Wykonywał na skrzypcach utwory muzyki klasycznej przede wszystkim F. Schuberta i R. Schumanna. Muzykę tę możemy usłyszeć w filmie dokumentalnym „Salwa i Salwowcy” w reż. Krzysztofa Brożka. Nuty, z których grał do dnia dzisiejszego znajdują się w zbiorach rodzinnych. W opinii sporządzonej przez dowódcę 10 Pułku Artylerii Ciężkiej w Przemyślu - płk Jana Bokszczanina z 17 lutego 1934 r. możemy przeczytać, że Dubaniowski odznaczał się wybitnymi zdolnościami matematycznymi oraz dużo pracował nad pogłębieniem swojej wiedzy fachowej i ogólnej. Jednym z przejawów jego aktywności na tym polu są jego publikacje w miesięczniku „Przegląd Artyleryjski”. Na łamach pisma i w redakcji znalazły się nazwiska należące do przedwojennych elity WP -gen. Julian Rommel, gen. Franciszek Kleeberg, ppłk Jan Rzepecki, mjr Jerzy Kirchmayer. Po wojnie pismo przejęli komuniści, w składzie redakcji nie było Polaka, publikowali przede wszystkim oficerowie Armii Czerwonej.

Zwłoki kpt. Dubaniowskego zostały wyciągnięte następnego dnia z potoku. Nie towarzyszył mu kondukt żałobny. Wyznaczony gospodarz włożył ciało na wóz i nakrył je gałęziami. Dostarczył je do Zakliczyna, gdzie anonimowo pochowano je w nocy na terenie cmentarza parafialnego. Pół roku później grób odnalazła żona Bolesława. Nikt jej nie powiadomił. Potem sprzedała skrzypce, ponieważ rodzina nie miała za co żyć. Córka Maria po maturze za pierwsze zarobione pieniądze ufundowała Ojcu skromny nagrobek i tablicę z informacją, że został zamordowany przez UB. Tablica była wielokrotnie rozbijana, a sam grób monitorowany aż do lat 90 - tych.

Grzegorz Gaweł