Piąta prędkość kosmiczna

Kultura 22 listopada 2022 Wydanie 44/2022
Piąta prędkość kosmiczna
ot. Stanisław Jawor

Nie chce się wierzyć, ale 3/4 tej grupy to nie są muzycy, dla których granie jest głównym źródłem utrzymania.

Mateusz Norek jest na co dzień operatorem żurawia budowlanego, Krzysztof Rozwadowski pracuje w kopalni soli w Wieliczce, natomiast Łukasz Płatek wprawdzie oprócz V Speed występuje w Big Bandzie Dobczyce oraz Another Pink Floyd, ale zawodowo zajmuję się terapią zajęciową w Dobczycach. Tylko Tomasz Kobiela czaruje swoimi solówkami gitarowymi jako 100 procentowy profesjonalista. Parafrazując słynny skecz Daniela Passenta „Szachy personalne” V Speed zarabiają jak amatorzy, a grają jak zawodowcy.

Na Granym Poniedziałku mieliśmy już rozmaite nurty muzyczne od stoner rocka, synth popu po rap i poezje śpiewaną. Fusion jazzu jeszcze nie było i V Speed zafundowali nam taką podróż do krainy Jaco Pastoriusa, Billyego Cobhama, Herbiego Hancocka, Allana Holdswortha i środkowego Milesa Davisa, że proszę siadać. Muzyczno - gadany set trwał dobrze ponad dwie godziny, ale z takim graniem mógłby trwać i drugie tyle. Tym bardziej, że V Speedowcy okazali się bardzo ciekawymi rozmówcami z dużym poczuciem humoru. No i ostatecznie było ich pięciu, a nie czterech, bo w trzech utworach zagrał na basie Łukasz Bylica, który dla Mateusza Norka był najważniejszym nauczycielem muzyki i główną inspiracją, żeby z gitary klasycznej przesiąść się na basową. Ależ to była uczta dźwiękowa. Wszystkim, którzy nie mieli okazji usłyszeć „Piątej prędkości” chciałoby się zacytować ten napis, jaki pojawił się na neapolitańskim cmentarzu, gdy Maradona zdobywał pierwsze Scudetto – „nawet nie wiecie, co was ominęło”.

V Speed: Łukasz Płatek – sax, Tomasz Kobiela – gitara, Mateusz Norek – bas, Krzysztof Rozwadowski – perkusja

RP