Po prostu robię to co kocham

Edukacja 28 listopada 2023 Wydanie 45/2023
Po prostu robię to co kocham

Rozmawiamy z wyróżnioną za pasję i oddanie nauczycielką Dorotą Orzechowską

Ile lat pani pracuje jako nauczyciel? Nauczyciel jakiego przedmiotu?

Dzień dobry. W szkole pracuję już długo. Może nie będę zdradzać dokładnie ile to lat. Uczę religii i etyki.

Od zawsze w Szkole Podstawowej nr 2?

Swoją przygodę ze szkołą rozpoczęłam w mojej rodzinnej miejscowości, w Bęczarce. To było niesamowite doświadczenie, kiedy mogłam wrócić do swojej szkoły i nauczycieli. Zobaczyć jak to wygląda z drugiej strony. Oprócz tego pracowałam jeszcze w Krzywaczce, w gimnazjum w Sułkowicach oraz z maluszkami w przedszkolach.

Kiedy w 2000 roku przyszłam do naszej „dwójki” byłam przerażona, ale dzięki pomocy wielu dobrych ludzi szybko się zaaklimatyzowałam i zostałam do dziś. Od tego roku pracuję również w Jaworniku, gdzie spotkało mnie niesamowicie ciepłe przyjęcie. Wspaniałe dzieci, rodzice i grono pedagogiczne zawsze życzliwe i chętne do pomocy.

Jak Pani wspomina swoich nauczycieli, naukę w szkole podstawowej?

Moją rodzinną miejscowością jak już wspominałam jest Bęczarka i tam też chodziłam do szkoły. Były to piękne lata. Miałam szczęście trafić na wspaniałych ludzi. Do dzisiaj ciągle przyjaźnię się z trzema koleżankami z tamtych czasów. I mimo upływu lat, regularnie spotykamy się kilka razy w roku. Byliśmy bardzo „kreatywną” klasą. Chętnie korzystaliśmy np.: z uroków i zwyczajów pierwszego dnia wiosny, a jednocześnie nasi pedagodzy wiedzieli, że zawsze mogą na nas liczyć.

Miałam wielu wspaniałych nauczycieli. Niesamowite osobowości, które przekazywały nie tylko wiedzę, ale i pokazywały jak być dobrym człowiekiem. Myślę, że mieliśmy dobry kontakt, bo też nasze zachowanie w stosunku do nich było pełne szacunku. Jeżeli miałabym wymienić jednego, wyjątkowego nauczyciela, to z całą pewnością byłaby to moja wychowawczyni pani Alina Dziedzic. Wspaniały człowiek z pasją. Zawsze mogliśmy na nią liczyć.

Co się zmieniło w systemie edukacji od momentu kiedy pani zaczynała przygodę z zawodem nauczyciela do teraz?

Myślę, że mamy świadomość zmian. Zmieniliśmy się wszyscy – nauczyciele, uczniowie i rodzice. Nauczyliśmy się korzystać ze zdobyczy techniki zarówno w dobrych jak i w złych celach. Zmieniło się podejście do nauczyciela. Zmieniły się wymagania uczniów i rodziców.

Jaka jest dzisiejsza młodzież? Czy chętnie współpracuje?

Cóż... Nie wyobrażam sobie życia bez pracy z dziećmi i młodzieżą. Jaka jest dzisiejsza młodzież – wspaniała. Czasem poraniona, czasem zagubiona, borykająca się z wieloma trudnościami a jednocześnie chętna do pracy i wrażliwa na drugiego człowieka. Czasem tylko trzeba wskazać drogę. Przykładem mogą być zbiórki harcerskie czy działania koła religijnego, które prowadzę w Szkole Podstawowej nr 2.

Wraz z dziećmi i młodzieżą z koła religijnego przy współpracy z naszą parafią przeprowadzamy z s. Janiną Rokosz trzy duże akcje w roku – kiermasz różańcowy, kolędników misyjnych oraz kiermasz palm. Dochód z akcji przeznaczamy na pomoc misjom i misjonarzom w Peru czy na Ukrainie. Mamy także „zaadoptowanego synka” na Madagaskarze – Sylwestra. Dzięki naszej pomocy ten chłopiec może przez cały rok chodzić do szkoły i codziennie zjeść ciepły posiłek.

Nasze dzieci zawsze chętnie pomagają. Nawet kiedy przyjdzie mi do głowy myśl, żeby zrezygnować z którejś akcji z powodu braku czasu czy sił, to ich zapał i energia powodują, że szybko zmieniam zdanie i wspólnie planujemy następne działania.

W moim sercu jest też ogrom miejsca dla harcerzy. Najpierw należałam do drużyny w Bęczarce. Potem, kiedy zaczęłam pracę w szkole, poznałam ówczesnego komendanta hufca dh hm Andrzeja Żugaja i tak jakoś wyszło, że po pewnym czasie sama zostałam komendantem. I wtedy się dopiero zaczęło. Było trudno, ale dzięki pracy i zapałowi wielu wspaniałych ludzi – starszych i młodszych udało się. Hufiec działa do dzisiaj. Moje serce rośnie, kiedy widzę tych wspaniałych młodych ludzi, którym się chce, którzy wzięli sobie do serca słowa naszego bohatera hufca druha hm Stefana Mirowskiego: „Na ten styl składa się uznanie prymatu wartości duchowych nad materialnymi, postawa osobistego zaangażowania w służbę drugiemu człowiekowi, spolegliwość (...). Braterskie wyciągnięcie ręki do drugiego człowieka, poczucie, że jego potrzeby są ważniejsze od moich. Na ten styl składa się konieczność ciągłego rozwoju, ciągłego doskonalenia się pod każdym względem: moralnym, intelektualnym, zawodowym, także fizycznym”.

Tak właśnie postrzegam dzieci i młodzież. Staram się zawsze dostrzegać w nich samo dobro i myślę, że to przynosi piękne owoce.

Jakie wyzwania napotkała Pani w swojej pracy nauczyciela i czy udało się je skutecznie przezwyciężyć?

Myślę, że jak każdy nauczyciel z wyzwaniami borykamy się każdego dnia pracy. Jednak, gdybym miała wymienić jakieś konkretne wyzwanie – niekoniecznie edukacyjne, ale bardziej wychowawcze, to byłaby to moja wieloletnia wakacyjna praca z dziećmi z Domu Dziecka w Pacanowie. To był trudny, a jednocześnie niesamowity czas. Jak poradzić sobie ze swoimi emocjami, a jednocześnie jak najlepiej pomóc wychowankom. Wielokrotnie trzeba było dokonywać trudnych wyborów i gdyby nie ludzie, którzy wtedy byli przy mnie, to byłoby bardzo ciężko. Jestem również przekonana, że moja wiara, szczególnie Eucharystia i modlitwa dają mi siły w pokonywaniu trudności i wyzwań.

Jak Pani myśli jakie konkretne pani osiągnięcia miały wpływ na decyzję o przyznaniu nagrody?

Trudno mi ocenić jakie moje działania zostały zauważone dzięki którym otrzymałam nagrodę. Cóż … uważam, że pracuję tak samo jak wiele moich koleżanek i kolegów. Każdy z nas stara się wykonywać swoją pracę najlepiej jak potrafi, wkładając w to swoje serce i siły. Uważam, że jest wielu wspaniałych pedagogów, którzy w moim mniemaniu bardziej na nią zasługiwali.

Czy nagroda burmistrza jest motywacją dla pani do kontynuowania doskonałej pracy jako nauczyciel?

Na pewno miło jest otrzymywać nagrody i bardzo za nią dziękuję. Powiem jednak szczerze, że nigdy w mojej pracy nie przywiązywałam do nich większej wagi. Po prostu robię to, co kocham. Zaufanie uczniów, życzliwość rodziców, wszelka pomoc nauczycieli i innych pracowników szkół, dobra współpraca z kapłanami i naszą s. Janinką dodaje skrzydeł każdego dnia, nawet jak jest ciężko.

Czego można pani życzyć?

To bardzo trudne pytanie. Myślę, że przede wszystkim zrozumienia i życzliwości. Oczywiście przydałoby się także zdrowie i siły, aby móc realizować swoje pasje zarówno zawodowe jak i prywatne.

Rozmawiała: Karolina Korneszczuk-Podoba