Początek amerykańskiej Krzemowej Doliny

Początek amerykańskiej Krzemowej Doliny
Ryszard Tadeusiewicz Naukowiec AGH, absolwent myślenickiego LO

Na końcu felietonu z poprzedniego tygodnia zapowiedziałem, że opowiem o człowieku, który uformował amerykańską Krzemową Dolinę. Człowiekiem tym był William Bradford Shockley.

Shockley to ciekawa postać. Najpierw odegrał kluczową rolę w powstaniu pierwszych tranzystorów germanowych, za co w 1956 roku dostał Nagrodę Nobla. Koncepcję opracował w 1948 roku, a prototyp udało się zbudować w 1950. Potem – pracując w Laboratoriach Bella (Bell Labs) – inspirował badania, które doprowadziły do opracowania (w 1955 roku) tranzystorów krzemowych mogących pracować z bardzo dużą częstotliwością (ponad 100 MHz). Niestety w czasie, kiedy jego współpracownicy w Bell Labs osiągali sukcesy swymi krzemowymi tranzystorami – Shockley przebywał w Waszyngtonie, gdzie w 1954 roku skusiło go stanowisko Dyrektora Naukowego Zespołu ds. Analizy Systemów Broni. Utrzymywał wprawdzie kontakt korespondencyjny i telefoniczny ze swoim zespołem w Bell Labs, ale jako twórca krzemowego tranzystora zapisał swoje nazwisko w historii nauki Morris Tennenbaum.

Shockley rozczarował się wkrótce jałowością swoich działań w Pentagonie i postanowił wrócić do nauki. Jednak nie chciał wracać do Bell Labs, bo twierdził, że „ta firma niewystarczająco wynagradza swoich najbardziej twórczych pracowników”. Nie trudno się domyślić, kogo miał na myśli.

Postanowił stworzyć własną firmę opartą na zasadach wynagradzania za wyniki.

W 1955 roku próbował zainteresować kapitalistów swoim pomysłem firmy, opartej głównie na intelektualnej produktywności pracowników i zajmującej się wyłącznie technologią półprzewodnikową. Po kilku nieudanych próbach w końcu udało mu się przekonać do stworzenia tego unikatowego przedsięwzięcia Arnolda Beckmana, kapitalistę.

O lokalizacji firmy w Dolinie Krzemowej (która jeszcze wtedy była wyłącznie rolnicza) zadecydowały dwa fakty. W tamtej okolicy mieszkała matka Shockleya, a ponadto Frederick Terman, dziekan Wydziału Inżynierii i prorektor Uniwersytetu Stanforda udzielił entuzjastycznego wsparcia przedsiębiorstwu Shockleya i Beckmana.

Najważniejsi byli oczywiście ludzie. Shockley próbował pozyskać do swojej firmy dawnych współpracowników z Bell Labs, ale spotkał się z odmową. Po latach, gdy dziennikarze pytali Iana Rossa z Bell Labs, czemu on i koledzy nie weszli do przedsiębiorstwa Shockleya, ten powiedział: „Za dobrze go znaliśmy!”

Nie znali Shockleya inni werbowani pracownicy, znali natomiast jego sławę największego twórcy w elektronice półprzewodnikowej. Dlatego gdy Shockley zadzwonił z propozycją do Roberta Noyce, pracującego w firmie Philco nad rozwojem tranzystorów – ten relacjonował swoim znajomym: „To było tak, jakbym podniósł słuchawkę i zaczął rozmawiać z Panem Bogiem!”

Innym pozyskanym geniuszem był Gordon Moore z Laboratorium Fizyki Stosowanej pod Waszyngtonem. To on stworzył potem (wraz z Robertem Noyce) firmę Intel i to z jego nazwiskiem związane zostało potem sławne Prawo Moora.

Firma Shockley Semiconductor Laboratory powstała w starym blaszanym baraku w miejscowości Mountain View. Barak wyglądał obskurnie, ale w środku powstawała technologia, która miała zrewolucjonizować światową elektronikę. Na początku wielkim atutem przedsiębiorstwa były bliskie kontakty Shockleya z Bell Labs, skąd pozyskiwano wiele kluczowych pomysłów. Jak wspomniałem na początku, w 1956 roku Shockley otrzymał Nagrodę Nobla (wspólnie z Bardeenem i Brattainem) za wynalazek tranzystora, ale ten jego osobisty sukces nie przełożył się na powodzenie prowadzonej przezeń firmy. Za tydzień opowiem dlaczego.