Porażka bez winnych?

Porażka bez winnych?
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak

Warianty S7 do kosza. Nowe przygotuje Warszawa

To decyzja bez precedensu. Projektowanie odcinka drogi ekspresowej S7 Kraków - Myślenice zostaje odebrane krakowskiemu oddziałowi Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad i przekazane centrali w Warszawie. Informację ogłosił minister infrastruktury podczas konferencji w Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim.

Sześć wariantów, po miesiącach prac, analiz, konsultacji i ogromnych emocji społecznych. trafia do kosza. Żaden nie uzyskał akceptacji społecznej To wprost przyznanie się do fiaska dotychczasowego procesu.

Porażka oddziału krakowskiego

Odebranie inwestycji krakowskiemu oddziałowi GDDKiA jest jednoznacznym sygnałem: projekt został przeprowadzony w sposób, który doprowadził do utraty zaufania społecznego. Efektem tego były powtarzające się protesty na zakopiance. Mieszkańcy zarzucali błędy w dokumentacji STEŚ, ignorowanie uwag i prowadzenie konsultacji w formule, którą wielu określało jako pozorną Efekt? Warszawa przejmuje stery. Ale czy ktokolwiek poniósł konsekwencje? Podczas poniedziałkowej konferencji w urzędzie wojewódzkim nie padło ani jedno słowo o błędach w nadzorze czy komunikacji. Pojawia się więc pytanie: czy przeniesienie prac nad projektem do Warszawy to realna naprawa sytuacji, czy raczej próba zamknięcia sprawy bez wyciągnięcia personalnych konsekwencji?

Oficjalna narracja: „nowe otwarcie”

Podczas konferencji minister podkreślał, że decyzja o przejęciu projektu przez centralę ma być początkiem nowego etapu: - „Centrala Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad przejmuje kontrolę nad tym projektem. Żaden dotychczasowy projekt nie został zaakceptowany. Pierwszym zadaniem pana dyrektora będzie zbudowanie zespołu, który określi nowe warianty. Zapraszamy do współpracy środowisko społeczne, samorządowców, środowisko naukowe (…) Należy zaproponować takie rozwiązanie, które będzie akceptowalne społecznie, będzie akceptowalne z punktu widzenia gospodarki, samorządów i takie rozwiązanie znajdziemy we współpracy”

W teorii decyzja ta to deklaracja szerokiego dialogu i obiektywizmu. W praktyce: dla wielu mieszkańców brzmi to jak spóźnione zapewnienie. Bo właśnie brak realnego dialogu był głównym zarzutem wobec dotychczasowego sposobu prowadzenia inwestycji. Dziś pytają: dlaczego dopiero teraz mówi się o rozwiązaniach „akceptowalnych społecznie”? Dlaczego do „wsłuchiwania się w głos mieszkańców” dochodzi dopiero po miesiącach protestów i po całkowitym fiasku sześciu wariantów?

„To nie był dialog. To był pokaz siły”

Jednocześnie w sieci i podczas spotkań mieszkańców pojawiły się głosy znacznie ostrzejsze. Jeden z nich, szeroko udostępniany po konferencji, nie pozostawia złudzeń co do nastrojów: „Dzisiejsza konferencja potwierdziła najgorsze scenariusze. Decyzja o S7 została ‘uwolniona od lokalnych emocji’ i odesłana do Warszawy. Czytajmy to poprawnie: wyłączono mieszkańców z rozmowy o ich własnych domach. To nie był dialog. To był pokaz siły. ‘Uwolnić od emocji’ brzmi jak hasło marketingowe. W praktyce oznacza wyciszyć sprzeciw, wyjąć sprawę z kontekstu ludzi. Jakby kilometr drogi nie przechodził przez czyjeś życie, tylko przez pustą kartkę. To są nasze domy. Nasza przyszłość. Nie poddajemy się”.

„Nie chcemy już obietnic”

W komentarzach po konferencji wybrzmiewa jedno: mieszkańcy oczekują decyzji na papierze. Nie kolejnych zapowiedzi, nie „nowego etapu”, lecz formalnego zamknięcia dotychczasowego STEŚ, jasnego harmonogramu i przejrzystych zasad dalszych prac.

Wielu podkreśla, że do dziś nie otrzymało odpowiedzi na pytania zgłoszone podczas konsultacji. Inni domagają się konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za dotychczasowy przebieg procesu. Zaufanie - jak mówią - zostało już poważnie nadszarpnięte. Dla części rodzin temat S7 to nie polityczny spór, lecz codzienny stres: czy ich dom znajdzie się w korytarzu drogi, czy warto inwestować, czy planować przyszłość w miejscu objętym niepewnością.

- Miało być nowe otwarcie, a jest nowe rozdarcie! – tak dzisiejszą decyzję komentuje radny powiatowy i uczestnik protestów Robert Pitala z Krzyszkowic, i dodaje: Na prezentację wariantów S7 czekaliśmy bardzo długo, wiele razy termin był przesuwany. GDDKiA w Krakowie ustami swojego dyrektora mówiła o współpracy, konsultacjach, wsłuchiwaniu się w głos mieszkańców i dialogu z samorządami. Zamiast tego otrzymaliśmy opracowanie pełne błędów, nieścisłości a miejscami wręcz absurdów. Pojawiły się za to nowe „standardy” w postaci wskazywania preferowanego wariantu przez dyrektora GDDKiA ochoczo powtarzane przez niektórych samorządowców. Do tego należy dodać pseudokonsultacje, protesty i jedno wyraźne stanowisko NIE DLA WSZYSTKICH WARIANTÓW! Co dzisiejsza decyzja oznacza dla mieszkańców? Zobaczymy. Oby to nie było kolejne nowe „rozdarcie”.

Nowy rozdział czy polityczny unik?

Odebranie projektu krakowskiemu oddziałowi GDDKiA to fakt. To również przyznanie, że dotychczasowy sposób prowadzenia sprawy zakończył się porażką. Ale brak personalnych konsekwencji sprawia, że dla wielu mieszkańców jest to jedynie zmiana organizacyjna, a nie realne rozliczenie błędów. Bo jeśli projekt był prowadzony w sposób, który doprowadził do tak głębokiego konfliktu społecznego, to naturalne jest pytanie: kto za to odpowiada? Czy wystarczy przenieść „teczkę” z Krakowa do Warszawy, by uznać sprawę za załatwioną? Na to pytanie odpowiedź przyniosą nie deklaracje, lecz decyzje - i to te zapisane na papierze.

A co z południem Małopolski?

Konferencja dotyczyła szerzej inwestycji infrastrukturalnych w regionie. Mówiono o rozbudowie autostrada A4 w kierunku Katowic, inwestycjach kolejowych m.in. modernizacji linii w stronę Podłęża. Padały deklaracje o strategicznym znaczeniu kolei. Tymczasem mieszkańcy Myślenic, Jawornika czy Głogoczowa pytają: gdzie w tym wszystkim miejsce dla południa Małopolski? Co z modernizacją zakopianki? Co z bezkolizyjnym węzłem w Jaworniku? Co z rozwiązaniami poprawiającymi bezpieczeństwo w miejscowościach przeciętych ruchem tranzytowym? Czy południowa część regionu jest traktowana równie priorytetowo jak odcinki prowadzące w stronę Katowic czy Podłęża?

Marta Duszyk Marta Duszyk Autor artykułu

Absolwentka teatrologii na UJ, wielka miłośniczka książek, lubi spokój, koty i psy; z uwagą obserwuje otaczającą ją rzeczywistość i ludzi.