Pozostanie w naszej pamięci

Pozostanie w naszej pamięci
IV Tydzień Kultury Chrześcijańskiej 1997 r. Na zdjęciu dr Bolesław Stożek z metropolitą krakowskim ks. kardynałem Franciszkiem Macharskim

27 sierpnia, w kolejny, trudny, pandemiczny dzień dla Małopolski, zmarł po pięknym, bo owocnym życiu myślenicki chirurg - doktor Bolesław Stożek. Pochodzący spod samiusieńkiego Szczebla (przysiółek Zapotocze – Kasinka Mała) urodził się w 1930 roku w rodzinie zamożnego gospodarza.

Miał trzy siostry i dwóch braci. Jego rodzice udzielali pomocy partyzanckim oddziałom.

Mamusia Anna była zapewne w typie matki Władysława Orkana. Obie należały do tej samej grupy etnograficznej górali Zagórzan, były bardzo religijne i lubiły czytać, przede wszystkim jednak miały ambicje kształcenia dzieci i wnuków.

W drewnianym domu z werandami należącym do państwa Stożków były książki historyczne, Sienkiewicz, Żeromski i chyba cały Kraszewski, oczywiście też wiele innych klasycznych lektur.

Doktor Stożek po ukończeniu studiów medycznych w Krakowie przez całe swoje długie i pracowite życie związany był z myślenickim szpitalem, w którym współtworzył oddział chirurgiczny (długoletni zastępca ordynatora) i przychodnię, pracował też w pogotowiu.

Z uwagi na położenie przy najbardziej wypadkowym odcinku zakopianki, pokolenia naszych chirurgów stawały przed szczególnie dużymi wyznaniami. Dlatego też chirurgia urazowa stanowiła Jego fascynację, dając ogromną satysfakcję, gdy udało się w wyniku skomplikowanej operacji uratować życie czy sprawność pacjenta (słynny wypadek krakowskich aktorów na granicy Lubnia). Wierny swojemu powołaniu i misji udzielał niestrudzenie porad z zakresu wielu specjalności medycznych. Niejednokrotnie w dzieciństwie obserwowałam jak na torebce żony albo nawet plecach wypisywał recepty mieszkańcom Kasinki. Realizując wskazania Orkana: „Ze wsią swoją rodzinną żyj – daj jej, co najlepsze, z duszy swej. Wróć braciom, coś wiedzą zdobył. - Nie przecinaj korzeni łączących Cię z rodzinną ziemią”.

Był lekarzem humanistą jak np. profesor Andrzej Szczeklik, którego cenił za wiedzę, postawę i wspaniałe książki o medycynie. Znajomością historii zwłaszcza Polski i chrześcijaństwa na pewno górował nie tylko nad wieloma nauczycielami tego przedmiotu, ale też dorównywał uczelnianym specjalistom. Pasjonował się szczególnie sztuką sakralną. Posiadał dużą umiejętność wykorzystywania czynnie każdej wolnej czy pozornie wolnej chwili na czytanie. Przyjaciele śmiali się, że jeżeli ktoś idzie chodnikiem zasłonięty „Tygodnikiem Powszechnym” czy „Polityką” (lata sześćdziesiąte - siedemdziesiąte ubiegłego wieku) to na pewno okaże się doktorem Stożkiem. Lubił pracę w ogrodzie i zwiedzanie zabytków, a także górskie wycieczki choć nie chodził po ekstremalnych szlakach, grywał w brydża, umiał ciekawie przekazywać wrażenia z podróży po Europie.Miał świetną pamięć do miejsc, ludzi i dat. Charakteryzowało go bardzo duże umiłowanie historii i tradycji, o której nasz Orkan pisał: „Tradycja jest Twoją godnością, Twoją dumą, Twoim szlachectwem, synu chłopski”.

Miał zdecydowane poglądy chadeckie, których nigdy nie ukrywał. Publicznie demonstrował szacunek do wartości chrześcijańskich i narodowych. Postawa ta wydała plon w postaci Klubu Inteligencji Katolickiej, którego był długoletnim i bardzo zasłużonym prezesem. Placówka należała do najbardziej dynamicznych nie tylko w Małopolsce, oddany był jej duszą i ciałem, proponując i przygotowując trasy wycieczek, zapoznając się szczegółowo z dorobkiem zapraszanych prelegentów.

Jego domowa biblioteka na przełomie wieków pewnie była największą z prywatnych w Myślenicach. Pisząca te słowa korzystała z niej obficie, znajdując wiele tytułów, których nie posiadały państwowe placówki.

Doktor Stożek był człowiekiem bardzo rodzinnym, nie tylko starannie wykształcił trójkę własnych dzieci (medycyna, architektura, prawo), ale wspomagał w tym dziele rodzeństwo, dalszych krewnych i znajomych, dumny był szczególnie z siostrzenic, które zostały lekarkami i bratanicy obecnie prorektora jednej z renomowanych krakowskich uczelni.

Długo z żoną oczekiwał na wnuki, bardzo cieszył się, gdy cała trójka obdarzyła go nimi. Oprócz rodziny bardzo ważne miejsce w jego życiu odgrywały utrzymujące się przez wiele lat przyjaźnie zrodzone nie tylko na koleżeńskim czy zawodowym gruncie, ale też z fascynacji drugim człowiekiem lub po prostu z potrzeby serca. Wspaniały był jego stosunek do schorowanej niani własnych dzieci pani Józi, do mojej cioci Krystyny - bezdzietnej wdowy – trochę zagubionej w zmieniającym się szybko świecie. Poznałam Pana Doktora Stożka podczas szczepienia przeciw chorobie Heine-Medina , od tej pory minęło sześćdziesiąt dwa lata. Towarzyszył mi, kiedy kolejno traciłam najbliższych, ale też dzielił radość z zakładania i powiększania się mojej rodziny. Dziękuję. Bóg zapłać.

Córka Przyjaciół