Praca studentów w czasach pandemii

Wywiady 25 stycznia 2022 Wydanie 4/2022
Praca studentów w czasach pandemii

Gdy w marcu 2020 roku w Polsce powoli zaczynała się pandemia koronawirusa, nikt nie przypuszczał, że prawie dwa lata później nadal będzie trwała, a do tego będzie w pełnym rozkwicie. Dziś nie mamy już złudzeń – pandemiczne realia, obostrzenia i restrykcje, które co rusz ogłasza rząd, stały się codziennością, do której szybko należało przywyknąć. Przywykli też studenci, którzy po półtora roku zdalnego nauczania wrócili między mury uczelni.

Zgodnie z raportem Polskiej Rady Biznesu (PRB ) „Student w Pracy 2019” pracujący studenci stanowią przeważającą większość, bo aż ok. 80%. Co zaskakujące ponad 70% z nich to studenci studiów stacjonarnych! Choć jest to niełatwe zadanie i często wymaga wielu wyrzeczeń, powody, dla których decydują, by połączyć naukę z pracą to przede wszystkim chęć uniezależnienia się i możliwość studiowania z dala od rodzinnego miasta.

Z przeprowadzonych badań m.in. przez PwC „Młodzi Polacy na rynku pracy 2021” wynika, że prawie połowa, bo 48,7% młodych Polaków uważa, że pandemia COVID-19 wpłynęła negatywnie na ich sytuację na rynku pracy. Jednak wśród pracujących studentów są też i tacy, którzy utrzymują, że wręcz przeciwnie - pandemia nie tylko nie pogorszyła ich sytuacji, a poprawiła ją, choćby z tego powodu, że ograniczyła zakres wykonywanych przez nich obowiązków, jednocześnie pozostając bez wpływu na wynagrodzenie.

Z tego powodu przeprowadziłam wywiad z dwójką studentów, którzy pracowali jeszcze przed pandemią, a także w jej trakcie.
O warunkach pracy na stacji benzynowej opowie nam Monika.

Z: Monika, od kiedy pracujesz na stacji benzynowej Orlen?M: Ponad dwa lata. Zaczynałam w listopadzie 2019 roku.

Z: Czyli 4 miesiące nim pandemia COVID-19 zaczęła się w Polsce na dobre… Powiedz, czy widzisz jakieś różnice w pracy na stacji przed tym nim koronawirus się zaczął, a tym jak jest obecnie?

M: Na samym początku pandemii było sporo zmian. Musieliśmy zacząć pilnować, żeby każdy na stacji miał na sobie maseczkę, poza utrzymywaniem czystości, musieliśmy dodatkowo dezynfekować miejsca pracy, toalety, a nawet dystrybutory. Jeszcze na wiosnę, kiedy te obostrzenia były zdecydowanie najbardziej restrykcyjne musieliśmy też np. robić zestawy do kawy.

Z: A co na taki zestaw się składało?

M: Musieliśmy pakować kubek i mieszadełko w osobne foliowe worki tak, żeby nie miały kontaktu z resztą.

Z: To był ten moment, kiedy wprowadzono zakaz jedzenia w lokalach?

M: Właśnie tak. Nawet hot-dogi wydawane były na wynos.

Z: Czy to sprawiło, że pracy było więcej??

M: Paradoksalnie nie. Wtedy ruch diametralnie się zmniejszył. Pamiętam takie dni pracy, gdzie nie było ani jednego klienta przez kilka godzin.

Z: A jak jest teraz?

M: Ruch znów wrócił do normy, ale teraz dodatkowo musimy pilnować, żeby każdy klient wchodząc na stację, miał na sobie maseczkę. Część osób robi to bardzo niechętnie. Musimy też częściej dezynfekować łazienki, maszyny, blaty - sprzątania zdecydowanie jest więcej.

Z: A czy jest problem z pracą? Czy brakuje wam godzin?

M: Zdecydowanie nie. Nawet w czasie pandemii ludzie potrzebują tankować paliwo, także osobiście nie odczułam, żeby przez koronawirusa ucierpiał mój portfel.

A jak sytuacja pracy wygląda z punktu widzenia osoby procującej w branży gastronomicznej? O tym opowie nam pan T.

Z: Pracę w gastronomii zacząłeś, żeby dorobić sobie na studia?

T: Tak, zapytałem kolegi, czy poleci mnie w pizzerii, w której sam pracował. Zgodził się i już następnego dnia miałem swój dzień próbny.

Z: Zaczynałeś pracę jeszcze przed pandemią, tak?

T: Tak, jakoś w październiku 2019 roku, także pracą długo się nie nacieszyłem. W marcu zaczęto wprowadzać obostrzenia. Najpierw nałożono limity na restauracje - już wtedy nie było kolorowo, bo nie ukrywam, że istotną część mojego budżetu stanowiły napiwki. Aż w końcu całkiem zamknęli gastronomię, zostawili tylko możliwość zamawiania jedzenia na wynos, także dostawcy i kucharze zachowali pracę, ale dla kilku kelnerów, choć to lokal w samym centrum Krakowa, miejsca już nie było.

Z: Do pracy jednak wróciłeś wraz z końcem maja, kiedy rząd zluzował obostrzenia.

T: Tak, potrzebowałem bardzo pieniędzy. Na te kilka miesięcy zostałem bez pracy, a musiałem płacić za wynajem mieszkania w Krakowie.

Z: Jak sobie z tą sytuacją poradziłeś?

T: Trochę pomogli mi rodzice, trochę miałem swoich zaoszczędzonych pieniędzy, ale nie było łatwo, szczególnie, że na początku czerwca nadal obowiązywały limity miejsc w lokalach.

Z: Teraz mamy styczeń 2022 i rząd na nowo wprowadził obostrzenia, ograniczające ilość miejsc do 30% całkowitego obłożenia, z wyjątkiem osób, które są zaszczepione. Jak teraz się pracuje?

T: Nie jest łatwo. Mamy obowiązek informować klientów o limitach. Kiedy słyszą tę część, że mogą wejść i usiąść przy stoliku tylko, jeśli posiadają certyfikat szczepienia, bardzo duża część z nich reaguje złością, którą wyładowują na nas – kelnerach.

Z: Co najczęściej w takich chwilach mówią?

T: Oskarżają nas o segregowanie ludzi, mówią, że nie będą brać udziału w żadnych eksperymentach i się nie zaszczepią, czasem śmieją nam się prosto w twarz, a czasem tylko trzaskają drzwiami i odgrażają się, że napiszą „stosowną” opinię.

Z: A czy da się przywyknąć do nowych wymogów sanitarnych?

T: Tego już się nawet nie zauważa. Po prostu po każdym kliencie bierze się płyn do dezynfekcji przeciera stolik, kładzie tabliczkę z napisem „zdezynfekowano”. Myślę, że gdyby ludzie chętniej współpracowali, oszczędzilibyśmy sobie wiele nieprzyjemności. W końcu nam też zależy, żeby jak najwięcej klientów odwiedzało nasz lokal.

Zuzanna Rozwadowska