Refleksje po szczepieniu i przegląd różnych szczepionek

Refleksje po szczepieniu
i przegląd różnych szczepionek
Ryszard Tadeusiewicz Naukowiec AGH, absolwent myślenickiego LO

Skoro piszę ten felieton, to znaczy, że przeżyłem szczepienie (pierwsze!) przeciwko COVID-19. Nie miałem (na szczęście!) żadnych dolegliwości (poza niewielkim bólem w miejscu szczepienia), więc mogę zaświadczyć osobiście, że obawy przeciwników szczepienia (które mnie także nurtowały!) są bezpodstawne.

Mając za sobą to doświadczenie, chcę opowiedzieć o sposobach szczepienia i używanych obecnie szczepionkach.

Pisałem tydzień temu, że celem szczepienia jest pokazanie układowi odpornościowemu człowieka wirusa w taki sposób, żeby nauczył się go rozpoznawać i zwalczać. Żeby poznać metody prezentacji wirusa SARS-CoV-2 (bo tak się nazywa ta paskuda wywołująca chorobę COVID), musimy poznać jego budowę.

Czynnikiem powodującym chorobę jest materiał genetyczny zawarty wewnątrz wirusa. Jest to jedna molekuła mRNA, zawierająca program reprodukcji wirusa wewnątrz komórki, do której on wniknie. Zaatakowana komórka posłuszna temu programowi zaczyna produkować kolejne wirusy, które wkrótce ją całkowicie wypełniają, rozrywają, wypływają na zewnątrz – i atakują następne komórki. Ale tego materiału genetycznego układ odpornościowy nie widzi, bo jest on pokryty kulistą otoczką zbudowaną z białek, na której są charakterystyczne kolce, od których pochodzi nazwa KORONAwirus. Ale otoczkę „widać” (jej właściwości biochemiczne są dostępne) i na to właśnie układ odpornościowy powinien zostać uczulony.

Ja dostałem szczepionkę opartą na zasadzie wprowadzenia do mojego mięśnia materiału genetycznego (mRNA), który spowodował, że moje własne komórki zaczęły produkować i prezentować na swojej powierzchni białko S, charakterystyczne dla wirusa wywołującego COVID-19. Obszerniej pisałem o tym tydzień temu, więc nie będę tego tu rozwijał. Ja dostałem właśnie taką szczepionkę wytworzoną przez firmę Moderna (USA) pod nazwą mRNA-1273. Tak samo działa szczepionka produkowana przez firmy Pfizer (USA) i BioNTech (Niemcy) nazwana Cominaty, która jest trudniejsza do przechowywania (wymaga temperatury – 70 stopni!), ale jest skuteczniejsza.

W przypadku innych szczepionek pacjentowi wstrzykuje się porcję oryginalnych wirusów SARS-CoV-2, (wywołujących COVID-19) chemicznie zabitych, więc całkowicie nieszkodliwych, które jednak mobilizują układ opornościowy i dają wystarczająco dużo czasu, żeby znalazł on sposób na ich wykrywanie. Ten sposób szczepienia jest od lat stosowany przy zapobieganiu odrze, śwince, różyczce, ospie. W przypadku COVID-19 taką metodę stosuje szczepionka chińska BBIBP-CorV firmy SINOPHARM.

Inne firmy wolą jednak nie ryzykować podawania oryginalnych wirusów wywołujących COVID-19 i posługują się „koniem trojańskim”. Biorą mianowicie niegroźnego dla człowieka adenowirusa (wywołującego przeziębienie u małp) i modyfikują jego genom, co powoduje, że ten niegroźny wirus wytwarza na swojej otoczce takie białka, które są charakterystyczne dla SARS-CoV-2. Układ odpornościowy człowieka uczy się te wirusy wykrywać i niszczyć, więc potem radzi sobie z koronawirusem. Na tej zasadzie działa szereg dostępnych obecnie szczepionek: AZD1222 produkowana w koprodukcji brytyjsko-szwedzkiej na bazie badań prowadzonych na uniwersytecie Oxford i w firmie AstraZeneca, Ad26.COV2.5 produkowana w firmie Johnson&Johnson, a także rosyjski Sputnik V opracowany w instytucie Gamaleya.

Możliwości – jak widać – jest sporo. Szczepmy się zatem, bo chyba wszyscy mamy już dość tej pandemii!