Renaty Knapczyk, działaczki kultury, organizatorki turystyki PTTK i fotografki

Renaty Knapczyk, działaczki kultury, organizatorki turystyki PTTK i fotografki

Jesteś aktywną turystką i działaczką PTTK Lubomir. Jak zrodziła się Twoja turystyczna pasja? Co spowodowało, że tak aktywnie się zaangażowałaś?

Właściwie z PTTK byłam związana już od dawna. Willa „Pszczółka”, w której mieszkam była stacją turystyczną pod pieczą PTTK. Mieliśmy pokoje gościnne, więc już ten PTTK był ze mną można powiedzieć od wczesnego dzieciństwa, a moja przygoda z turystyką zaczęła się w szkole podstawowej. Wraz z harcerstwem, podróże, wycieczki i odkrywanie nowych miejsc były rzeczami, które wypełniały moją młodość. Moja mama, oprócz tego, że była aktorką, pilotowała również wycieczki, oprowadzała turystów po Krakowie. To właśnie ona zaszczepiła we mnie pasję odkrywania nowych terenów. Kiedy uczęszczałam do szkoły średniej w Gorlicach, każdy możliwy weekend z grupą entuzjastów rozpoczynaliśmy kolejne przygody w nowosądecczyźnie i Podkarpaciu. Ze szkołą średnią - jak wspomniałam – związane jest moje „włóczykijstwo”, ponieważ jeździło się dosłownie czym popadnie: pociągami, autobusami, autostopem, a spało w korytarzach na poczekalniach dworcowych. Ale dzięki temu można było nawiązać niezwykłe relacje międzyludzkie.

Po okresie macierzyństwa, co ograniczyło mój kontakt z turystyką i już pełnym odchowaniu potomstwa, turystyka powróciła niczym bumerang jako bardzo ważny aspekt życia. Takim zapalnikiem lub też zdarzeniem, które zaowocowało był zorganizowany przez PTTK oddział Lubomir Myślenice kurs Organizatora Turystyki, który okazał się niewątpliwie strzałem w dziesiątkę i spowodował, że jeszcze z większym zapałem mogę oddawać się pasji turystycznej organizując wyjazdy i przekazując całą energię związaną z podróżami i z odkrywaniem pięknych, niekoniecznie nowych, ale miejsc, które może tak wyrażę się - nie są przereklamowane.

Wycieczki pod auspicjami PTTK oddział Lubomir Myślenice stały się dla mnie wielkim motywatorem życiowym. Dzięki ogromnemu entuzjazmowi, który od zawsze mi towarzyszy, odkrywam wciąż nowe, piękne tereny, poszerzając swoją wiedzę, ale i horyzonty myślowe. Wszystko według myśli: „cudze chwalimy, a własnego nie doceniamy”. Dlatego też akcja: „odkryj Beskid Wyspowy” pana Czesława Szynalika została przeze mnie bardzo skwapliwie podjęta. Dzięki tej akcji, która właściwie ma już zasięg ogólnopolski, odkrywałam piękno Beskidu Wyspowego.

Kurs organizatora turystyki oraz przynależność członkowska do PTTK również otwiera wiele nowych możliwości. Staramy się oferować entuzjastom turystyki ciekawe oferty zwiedzania pięknych miejsc. Razem z PTTK Lubomir chcemy zorganizować liczne wycieczki, na które serdecznie wszystkich zapraszam. Już w tę niedzielę odbędzie się niezwykły spacer z wojami z Przyszowej na Łyżkę, a w wakacje czeka nas m.in. ciekawy cykl wycieczek po małopolskich polach bitewnych.

Twoją pasją jest również fotografia. Liczne wyróżnienia i uznanie znanych fotografików. Czy to tylko amatorska pasja czy jednak coś więcej?

Fotografia i aparaty fotograficzne. Niezmiennie towarzyszą mi te dwie podmiotowości od bardzo wczesnego dzieciństwa. Wpływ na to miało zarówno miejsce, w którym się wychowałam, jak moi najbliżsi. Willa, w której spędziłam dzieciństwo to budynek z bardzo znacząco wyróżniającym się stylem architektury góralskiej z 1871 roku. Jej właścicielem był mój dziadek – Tadeusz Kalinowski, prominentna osobowość Myślenic: pszczelarz, astronom, meteorolog, a także fotograf. Dziadek niestrudzenie fotografował, więc można powiedzieć, że niedaleko padło jabłko od jabłoni. Dodatkowo był kolekcjonerem więc jeszcze w zasobach moich włości znajdują się kolekcje aparatów fotograficznych. Dzieciństwo, oprócz prowadzenia stacji turystycznej i podejmowania gości z całego kraju i zagranicy oraz zajmowanie się pasieką i czynnego udziału w polowaniach myśliwskich, było dla mnie też czasem fotografowania i wywoływania zdjęć w ciemni fotograficznej.

Na dzień dzisiejszy możliwość, jakie daje mi turystyka, łączę z pasją fotografowania. Dzięki obcowaniu z przyrodą od najmłodszych lat nauczyłam się podpatrywać przyrodę, a podczas wycieczek ten mój instynkt fotograficzny mam cały czas wyostrzony. Staram się wyłapywać te ulotne chwile i uwidaczniać je w kadrach.

Pandemia spowodowała zanik życia kulturalnego, którego od zawsze jesteś częścią. Jakie plany na działalność postpandemiczną?

Mam taką refleksję, że myślenickie życie kulturalno-oświatowe kwitło za czasów prężnie działającego muzeum regionalnego – Domu Greckiego. Dzięki byłej pani dyrektor Bożenie Kobiałce i jej prężnie działającemu zespołowi przybliżony został myślenickiemu audytorium szeroki wachlarz artystów nietuzinkowych. Niezwykli ludzie, niezwykłe losy i niesamowite talenty tych osobowości, ciekawe rozmowy, wywiady z działaczami kultury – zawsze uważałam siebie jako integralną część muzealną. Wiele lat byłam związana z instytucją, która zmieniła mój światopogląd, poszerzała horyzonty myślowe, była enklawą życia w Myślenicach. Zawsze uczestniczyłam w różnorodnych propozycjach kulturalnych z dużym entuzjazmem i otwartością w towarzystwie nieodłącznego atrybutu, jakim był aparat fotograficzny. Któregoś pięknego razu pani dyrektor Kobiałka nazwała mnie „Orędowniczką Sztuk Wszelakich” i taką już pozostałam w oczach Myśleniczan. Bardzo bym chciała, by życie kulturalne wróciło do poprzedniej postaci. Myślenice przechodzą ogromną metamorfozę... Marzeniem byłby powrót życia kulturalno – oświatowego, co z pewnością byłoby z korzyścią dla mieszkańców Myślenic. Chciałabym, aby kultura znów przewodziła wśród mieszkańców. Bardzo nam tego potrzeba, a mamy w regionie niezwykle utalentowanych w szerokiej dziedzinie i wachlarzu artystów. Czego sobie i szanownym Czytelników Życzę!

rozmawiał Mateusz Murzy