Reprezentował człowieczeństwo najwyższej próby

Reprezentował człowieczeństwo najwyższej próby
Zbigniew Papierz zmarł 18 listopada 2025r. w wieku 71 lat Fot. Archiwum rodzinne

Kilka dni temu Myślenice pożegnały Zbigniewa Papierza, samorządowca i działacza społecznego. W latach 80-tych współtworzył on lokalne struktury „Solidarności”, potem rodzący się samorząd, a przez ostatnie ćwierć wieku był dyrygentem myślenickiej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, czyli inaczej mówiąc szefem tutejszego sztabu WOŚP.

W monografii Myślenic pojawia się jako działacz Solidarności, szef myślenickiej delegatury, którą współtworzył. Był delegatem na I zjazd NSZZ Solidarności, który odbył się na przełomie lata i jesieni 1981 roku w Gdańsku. Niedługo potem przyszedł 13 grudnia i stan wojenny…

Jak pisze Robert Murzyn w monografii Myślenic, teleks, który był na wyposażeniu myślenickiego biura „Solidarności” okazał się bardzo ważny pamiętnej grudniowej niedzieli. Nie został wyłączony tak jak większość telefonów o północy, ale działał jeszcze przez kilka godzin.

„Dzięki temu udało się Z. Papierzowi nawiązać kontakt z „Solidarnością” na terenie Huty im. Lenina, która szykowała się do strajku” – pisze Robert Murzyn.

Wkrótce potem, Zbigniew Papierz razem z innymi działaczami z Myślenic: Stanisławem Nowackim i jego żoną oraz Zbigniewem Szymoniakiem, pojechali tam.

O tym jak duże miało to znaczenie dla działaczy „Solidarności” z Huty im. Lenina mówił jeden z nich - Edward Nowak, w mowie pożegnalnej na cmentarzu w Myślenicach.

– Byłem wtedy członkiem Komitetu Strajkowego. Huta była otoczona, odcięta od świata. To, że przyjechali było dla nas ogromnie ważne, był to dowód solidarności, pokazanie, że są z nami, że walczymy, że się nie poddajemy – mówi.

Po powrocie do Myślenic, następnego dnia rano Zbigniew Papierz poszedł do ZIiB (Zakład Inwestycji i Budownictwa), gdzie pracował, a co działo się dalej, opisuje Robert Murzyn we wspomnianej monografii:

„Po godz. 5 rano Z. Papierz, widząc, że na portierni jest dużo więcej ludzi niż zwykle, ukradkiem sforsował ogrodzenie. O 6 rano spotkał się z pracownikami betoniarni, którzy po dłuższej dyskusji wyrazili zgodę na podjęcie akcji strajkowej. Zablokowano wówczas ciężkim sprzętem bramy, wywieszono flagi, postawiono straże i rozpoczęto strajk. O godz. 7 kiedy przyszła reszta pracowników, cały zakład już nie pracował i działał komitet strajkowy. W dniu 15 grudnia 1981 r. po godzinie 7 rano strajk został zakończony wydaniem specjalnej uchwały przez Komitet NSZZ „Solidarność” przy ZIB w Myślenicach.”

Tego dnia, tylko kilka godzin później zakończyła się oficjalna działalność myślenickiej delegatury Solidarności a jej biuro zostało zaplombowane przez milicję.

40 lat później, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego Robert Murzyn pisał w „Gazecie Myślenickiej”, że choć w 2021 roku komuś z perspektywy tych czterech dekad może się wydawać, że strajk trwał „tylko” jeden dzień, to jednak wówczas, w realiach stanu wojennego, był to aż jeden dzień. Wtedy już samo podjęcie strajku było oznaką bohaterstwa i przypomina co spotkało strajkujących górników z Kopalni „Wujek”.

Po wprowadzeniu stanu wojennego, a potem także zdelegalizowaniu Solidarności, jej członkowie nie zaprzestali działać. Zbigniew Papierz kolportował prasę podziemną, działał w Klubie Inteligencji Katolickiej oraz zaangażował się w organizowanie pomocy dla rodzin internowanych i więzionych członków „Solidarności”, z których wiele zostało wtedy pozbawionych jedynego żywiciela.

Jedną z form tej pomocy był wakacyjny wypoczynek w Myślenicach i okolicy organizowany we współpracy z Arcybiskupim Komitetem Pomocy Więźniom i Internowanym. Z pomocy tej skorzystali m.in. Jan Maria Rokita, Wacław Sikora, Jan Dworak. Do dziś zachowały się podziękowania od wielu tych rodzin za okazaną im wtedy przez Zbigniewa Papierza oraz innych mieszkańców Myślenic i okolic (m.in. Bysiny i Pcimia) gościnność, życzliwość i solidarność.

- Zbyszek Papierz był wspaniałym przykładem człowieka Solidarności, w czasach, gdy ta solidarność była najbardziej potrzebna, w stanie wojennym i po nim. Trwał zresztą w tym duchu do ostatnich dni, na przykład angażując się wraz z rodziną w akcję Znicz Solidarności – mówi Edward Nowak, dziś prezes Stowarzyszenia Sieć Solidarności.

To właśnie to Stowarzyszenie w 2019 roku odznaczyło Zbigniewa Papierza Medalem „Dziękujemy za wolność”.

Anna Nodzyńska-Papierz wspomina też rok 1989, kiedy część ich domu, a dokładnie mieszczące się tam biuro projektowe i galeria sztuki, którą jako architekci prowadzili, zostały na przedwyborczy czas przekształcone w biuro wyborcze Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. Wspomina ludzi „Solidarności”, który licznie je w tamtym okresie odwiedzali. Wspomina również wyjątkową atmosferę i emocje, w szczególnie niepewność, a nawet strach o to jaką cenę przyjdzie zapłacić za to zaangażowanie.

- Nikt nie wiedział jaki będzie finał tych wyborów. Co będzie w razie przegranej? Więzienie a może przymusowa emigracja? Ludzie się bali. Niektórzy udawali na ulicy, że mnie i Zbyszka nie znają. Nawet w dniu wyborów, kiedy zaczęły się już pojawiać sygnały, że jest szansa na zwycięstwo „Solidarności” od pewnej osoby usłyszeliśmy, żebyśmy tej nocy nie nocowali w domu. Zbyszek nie chciał o tym słyszeć. Powiedział, że to jego dom i nie ma zamiaru go opuszczać – mówi.

W wyborach z 4 czerwca „Solidarność” odniosła bezapelacyjne zwycięstwo. Niedługo potem zaczął się tworzyć samorząd i w tym również Zbigniew Papierz aktywnie uczestniczył. W maju 1990 roku, w pierwszych demokratycznych wyborach samorządowych, w Myślenicach kandydaci komitetu „Solidarność” zdobyli 28 z 32 mandatów. Jeden z nich uzyskał właśnie on - Zbigniew Papierz i tym samym wszedł do Rady Miejskiej, która później podjęła szereg uchwał w tym m.in. tą zatwierdzającą herb Myślenic oraz tą o zmianie nazw ulic, w efekcie której z mapy Myślenic zniknęły m.in. takie nazwy jak: Karola Świerczewskiego, Hanki Sawickiej, Marcelego Nowotki i 21 Stycznia, a w ich miejsce pojawiły się nazwy: Józefa Piłsudskiego, Armii Krajowej, płk. Jana Dunin-Brzezińskiego i Kornela Ujejskiego.

Zbigniew Papierz był też, obok ówczesnego burmistrza Janusza Moszumańskiego, inspiratorem powołania do życia „Wiadomości Gminnych”, których kontynuatorką od 1993 roku jest „Gazeta Myślenicka”.

Kiedy kilka lat później powstał samorząd powiatowy zasiadł w Radzie Powiatu Myślenickiego pierwszej kadencji (1998-2002), a potem jeszcze raz, w kadencji 2010-2014.

Już w czasie tej pierwszej kadencji zapoczątkował kolejne dzieło, a mianowicie powołał do życia myślenicki sztab Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Początek lat 2000 to też również czas kiedy zaangażował się w kampanią na rzecz wejścia Polski do Unii Europejskiej. – Wtedy, w czasie kampanii na rzecz wejścia Polski do UE poznałem Zbyszka bliżej. Potem współpracowałem z nim jako wolontariusz WOŚP. Opisałabym go tak: człowieczeństwo najwyższej próby. Łączył w sobie empatię i rozsądek – mówi Stanisław Skałka.

Zbigniew Papierz nie tylko stworzył sztab WOŚP w Myślenicach, ale był jego szefem przez kolejnych 25 lat. Ubiegłoroczny finał WOŚP był finałem z numerem 32, ale w Myślenicach był jubileuszowy, bo wtedy właśnie minęło 25 lat od kiedy Myślenice grają z Orkiestrą jako samoistny sztab. I to wcale niemały, bo liczący co roku ok. 170 wolontariuszy.

I to właśnie oni – wolontariusze WOŚP żegnając go po raz ostatni napisali:

„Odszedł Zbigniew Papierz – nasz Szef Sztabu. Nasz kompas. Nasza dobroć w ludzkiej postaci. Człowiek, który nawet w najtrudniejszych chwilach swojego życia potrafił dawać innym więcej, niż sam otrzymywał. Człowiek, który swoją mądrością i spokojem gasił każdy pożar. Człowiek, który nie narzekał – tylko działał. Mimo przeciwności losu, zawsze był na posterunku. Dzielnie pracował, dzwonił, organizował, wspierał i spinał to wszystko, co wielu z nas przerastało. Nie dlatego, że musiał. Dlatego, że wierzył. W ludzi, w dobro, w WOŚP, w sens pomagania(…)”

Teraz kiedy go zabrakło to, jak zapowiada Anna Nodzyńska-Papierz, sztab będzie nadal działał i WOŚP zagra w Myślenicach.

- Głęboko wierzę w to mamy teraz w niebie anioła, który pokieruje nami dalej i będzie nam podpowiadał co robić, bo przecież z góry wszystko widać lepiej – mówi pani Anna.