Restauracje zawdzięczamy ... Rewolucji Francuskiej!

Restauracje zawdzięczamy ... Rewolucji Francuskiej!
Ryszard Tadeusiewicz Naukowiec AGH, absolwent myślenickiego LO

W zeszłym tygodniu pisałem tu o historii kina, przy czym nietrudno się domyślić, że wybór tematu wynikał z tęsknoty. Chodziłem do kina niezbyt często, ale bardzo to zawsze lubiłem i dlatego, gdy je zamknięto – odczułem boleśnie brak tej możliwości. Podobnie z restauracjami. Bywałem w nich raczej okazjonalnie, ale gdy się okazało, że nie wolno – to za nimi tęsknię. W szczególności myślenickie restauracje wykarmiły mnie, gdy wcześnie straciłem matkę i jako licealista chodziłem z upodobaniem do Myśleniczanki. Lokal ten już nie istnieje, więc nikt mi nie zarzuci, że uprawiam tu kryptoreklamę, ale być może starsi czytelnicy przypomną sobie to miejsce z pewnym rozrzewnieniem?

Jutro tłusty czwartek, więc chociaż moje felietony mają dotyczyć spraw naukowych, a nie kulinarnych – sięgnę (naukowo!) do historii restauracji. A dokładniej do historii restauracji francuskich, bo od nich to się wszystko zaczęło.

W okresie poprzedzającym Rewolucję Francuską wytwornie jadało się na dworach możnowładców (zwłaszcza na dworze królewskim, gdyż król Ludwik XIV był wyjątkowym smakoszem), natomiast lud jadał skromnie. Jeśli istniały gospody, zwłaszcza przy drogach, to oferowały one jedzenie pożywne, ale prymitywne. Natomiast w pałacach arystokratów i szlachty zatrudniano całą armię wysoko kwalifikowanych kucharzy, których umiejętności i pomysłowość można podziwiać studiując pierwszą książkę kucharską, którą wydał w 1651 roku Francois Pierre de La Varenne, kucharz króla Henryka IV.

Ale 14 lipca 1789 (zdobycie Bastylii) rozpoczęła się Wielka Rewolucja Francuska. Przynależność do stanu szlacheckiego stała się zagrożeniem. Gilotyna pracowała niestrudzenie. 21 stycznia 1793 roku ścięto także króla Ludwika XVI. Dwory arystokratów i szlachty przestały istnieć.

To są fakty znane każdemu ze szkoły. Natomiast w szkole nie mówi się o tym, że fakty te spowodowały, iż na bruku znalazła się ogromna grupa wysoko kwalifikowanych kucharzy, którzy musieli znaleźć sposób zarabiania na życie. Tym sposobem stało się otwieranie restauracji.

Czasy były niespokojne, ale restauratorom dobrze się wiodło. Zwycięscy Żyrondyści dążyli do zmiany systemu politycznego, ale po burzliwych obradach Konwentu lubili sobie dobrze zjeść, co rozkręcało interes coraz liczniejszych restauracji. Rządy Jakobinów były jeszcze bardziej radykalne i prowadziły do wielkiego terroru, ale po ciężkiej pracy skazywania na śmierć setek ludzi Jakobini także lubili sobie dobrze zjeść. Restauracje kwitły! Gdy nastały rządy Termidorian modne stały się bogato urządzone salony publiczne, prowadzone przez burżuazję. W salonach tych dyskutowano, słuchano muzyki oraz... jedzono. Pojawił się catering – oczywiście z korzyścią dla restauracji.

Nie będę ciągnął dalej tego wątku, dodam tylko, że Napoleon wyprawiając się w 1812 roku na podbój Rosji obok Wielkiej Armii zabrał ze sobą 50 najlepszych francuskich kucharzy. Niestety nie wrócili.

Ale mieli godnych następców, więc restauracje francuskie słyną do dziś.

Ja jednak wolę myślenickie!