Rok 1846 (1)

Rok 1846 (1)
Rabacja galicyjska na obrazie Jana Lorenowicza

Wiosną miała miejsce kolejna rocznica „Rabacji – Rzezi Galicyjskiej”. 176 lat temu hordy żądnych zemsty chłopów podburzonych przez urzędników zaborczej administracji ruszyły do krwawej rozprawy ze swoimi panami rabując i paląc dwory, mordując ich właścicieli i mieszkańców.

Ta potworna, nieludzka masakra stała się głośna w całej Europie dzięki szybkiej publikacji słynnego listu margrabiego A. Wielopolskiego do księcia Metternicha. W liście tym, krytycznym wobec postawy austriackich władz zaborczych, opisano podłoże i przebieg zdarzenia oraz zamieszczono listę jego śmiertelnych ofiar.

Na ten temat ukazało się wiele prac naukowych, zajmuje on także poczesne miejsce w podręcznikach historycznych. Grozę tamtych strasznych dni oddają jednak najpełniej osobiste wspomnienia osób, które je przeżyły. Do takich należy m.in. opracowanie Ludwika Zygmunta Dębickiego p.t. „Z dawnych wspomnień 1846-1848”, wyd. przez Spółkę Wydawniczą Polską w Krakowie w r. 1903.

Ludwik Zygmunt Dębicki (1843-1908) – pisarz, dziennikarz, publicysta, pamiętnikarz, autor licznych publikacji historycznych, pochodził z ziemiańskiej rodziny, która posiadała majątki pod Tarnowem: Bachcice, Piotrkowice i w okolicy Gdowa: Liplas, Krakuszowice, Wiatowice i Pierzchowiec (odkupiony od generała Henryka Dąbrowskiego!), Nieznanowice (Stefania Kępińska z Dębickich), a więc tereny objęte rabacją.

Jak przeważająca większość ziemian, Ludwik Zygmunt Dębicki był konserwatystą i za główną przyczynę chłopskiego buntu uważał wywrotową działalność emisariuszy głoszących rewolucyjne idee. „Najstarszy romantyczny i rycerski okres emigracji zmienił się, gdy dawni emigranci (po Powstaniu Listopadowym – przyp. wł.) powracali z Francji, bądź do partyzantki w r. 1833, bądź jako emisariusze centralizacji wersalskiej. Mieli już oni inne idee, przebierali się za Węgrów z towarami, Górali i druciarzy, szli do karczem i sypali na stół garść pszenicy, tłomacząc włościanom, że „czarno ubrani” to kąkol i należy czernidło wyplenić, aby została złota pszenica- lud biały. Wiadomo, jakie w lat dziesięć zaszło z tego powodu żniwo! Z karczem nawracali do dworów, bo bez pomocy dworu trudno się ostać i znajdowali tam nieraz, co dziwnem, posłuch dla swych krwawych teorii ratowania Polski przez zgubę szlachty. Od Biały (Białej – przyp.wł.) po Tarnopol zostawimy przy życiu tylko dwóch szlachciców, mówił zagorzalec przy dobrem śniadaniu we dworze i wymieniał nazwiska tych szczęśliwych wyjątków. Zanim mnie pan każesz zarżnąć lub powiesić, proszę za drzwi – powiedziała moja babka, lecz nie zawsze taką emisariusze otrzymywali odpowiedź. Mieli oni wygodną stacyę i kwaterę w Pierzchowcu u pana Ludwika Kępińskiego. Zdarzyło się, że gdy odbywało się w tym dworze zebranie emisariuszów, wpadła wojskowa rewizya z Bochni. Spiskowi goście uciekali przez okna do ogrodu, a stamtąd przez Rabę wydobyli się z pościgu lecz w Pierzchowcu rewizya znalazła papiery i przebrania emisariuszów. Zatem corpus delicti zabrano gospodarza domu, który też nie powrócił do Pierzchowca, aż po 18 latach więzienia w fortecy w Spilbergu”.

W dalszych, bardziej szczegółowych wyjaśnieniach Ludwik Dębicki daje wyraz przekonaniu, że „Rzeź, choć trwała tylko trzy dni, miała przesłanki w polityce biurokratycznej, trwającej od zaboru Galicyi przez lat siedemdziesiąt, i w ruchu emisariuszów emigracyjnych, trwającym lat dziesięć” i tłumaczy, dlaczego nienawiść chłopstwa zwróciła się nie przeciw zaborcy, a przeciw własnym panom: „Wszystkie powinności ciążące na chłopach (rekrutacja do wojska, podatki) egzekwowane były nie przez organa administracji rządowej zaborcy, a przez urzędników dworskich - „mandataryuszy”, którzy łączyli charakter prywatnego oficjalisty dworskiego z urzędową zależnością od „Kreishauptmanna”.

cdn.

Wynotował: Kazimierz Pardyak