Rok 1846 (2)

Rok 1846 (2)
Obraz Jana Nepomucena Lewickiego „Rzez galicyjska” domena-publiczna

W dalszych, bardziej szczegółowych wyjaśnieniach Ludwik Dębicki tłumaczy, dlaczego nienawiść chłopstwa zwróciła się nie przeciw zaborcy, a przeciw własnym panom: „Wszystkie powinności ciążące na chłopach (rekrutacja do wojska, podatki) egzekwowane były nie przez organa administracji rządowej zaborcy, a przez urzędników dworskich - „mandataryuszy”, którzy łączyli charakter prywatnego oficjalisty dworskiego z urzędową zależnością od Kreishauptmanna.

Ta dwoistość instytucji mandataryuszów sprawiła, że był to ajent urzędowy z typem policjanta, a płatny przez właściciela wsi. Wszystkie odia (cała nienawiść - przyp. wł.) nie tylko pańszczyźniane, ale dla ludu tem dotkliwsze, że dawniej (przed zaborem) nie były znane, spadały na dwór…Mandataryusz otrzymywał poufne instrukcye w starostwie, a wobec włościan był zastępcą i sługą właściciela. Tak więc dwór i pan służył za parawan do zasłonięcia uciążliwości rządowych i za kleszcze do wyciągania z ognia kasztanów. Nadto mandatariusz miał jurysdykcyę sędziego w pierwszej instancyi, nadzór policyjny, a stąd nowe odium na dwór. Obok mandatariusza, ekonom w Galicyi był odmiennym typem, miał on wszystkie tradycye batożenia chłopa, od których go nie powstrzymywały nowe doktryny liberalno-demokratyczne, a nawet wręcz socyalistyczne, zaszczepione przez emisariuszów…Wpływ spiskowców nie powstrzymywał ekonomów od ciemiężenia chłopa”.

„Jak nie mieliśmy wierzyć – mówił jeden z kmieci bocheńskich – że Polacy będą mordować chłopów, kiedy ekonom na polu nam się odgrażał: „poczekajcie chamy jak będzie Polska, to krew chamska każdą popłynie bruzdą!” W głowie ekonomskiej idee terroryzmu rewolucyjnego, przyniesione z Francyi, w takie przeradzały się dziwaczne potworności”.

„Dziwniejsze jeszcze psychologiczne objawy wywoływała emigracyjna demagogia, gdy nią zarażeni zostali sami szlachcice. I tak we dworze Szczepanowice pod Tarnowem, będącym odwiecznie w posiadaniu Chrząstowskich, urządzono na rok przed katastrofą słynny na całą okolicę obrzynek. Bratali się tam panowie z chłopami jak na „Weselu” Wyspiańskiego, ale panowie upojeni byli ideą rewolucyi ludowej do tego stopnia, że po tańcach przy uczcie propagowali włościanom idee wyczytane w „Prawdach żywotnych” i innych duchem komunizmu tchnących pismach emigracyjnych. Nauka nie idzie w las, nie minął rok, a ci sami uczestnicy obrzynku wymordowali kilkunastu surdutowych we dworze szczepanowickim, krew zabarwiła białe sukmany, i padło w tej rzezi trzech członków rodziny Chrząstowskich. Jeden tylko został przy życiu Roman Chrząstowski”…

„Częsty w Wojniczu (we dworze Dąmbskich – przyp. wł.) gość Edward Dembowski, syn kasztelana Królestwa Polskiego, urodzony w Puławach, autor historii literatury polskiej, wbrew tradycyom rodowym był fanatykiem w nienawiści do szlachty, czy też krańcowej chłopomanii (…) propagował wielkie ludowe powstanie, w którem szlachta ma pójść na holokost (holocaust – przyp. wł.) za dawne swoje historyczne grzechy”.

„Gdy zwożono trupów przed gmach starostwa w Tarnowie, jedna z pań poznała E. Dembowskiego, gdy w przebraniu Rumuna, kupca na woły, wsiadał do wozu pocztowego, a na widok ofiar zamordowanych zawołał: to dobrze, krew się leje, z tego wypłynie Polska!. W dni kilka później, przybywszy do Krakowa, w odezwie rewolucyjnej napisał: Jeszcze nie dość nasz poczciwy ludek mści się na exszlachcie – ludu polski, kto by ciebie przymuszał do pańszczyzny, możesz go zabić.”

Wynotował: Kazimierz Pardyak