Sesja pełna trudnych pytań o S7
Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej w Myślenicach temat planowanej drogi ekspresowej S7 ponownie wywołał ogromne emocje. Kilkugodzinna dyskusja z przedstawicielami Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad pokazała jednoznacznie, że samorząd oraz mieszkańcy nadal nie otrzymali odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące przebiegu nowej trasy.
Już na początku obrad przewodniczący Rady Miejskiej Mirosław Fita przypomniał o stanowisku samorządu wyrażonym w uchwałach z ubiegłego roku i pytał przedstawicieli GDDKiA, dlaczego mimo wielomiesięcznych protestów mieszkańców oraz jednoznacznego stanowiska władz gminy wciąż nie przedstawiono realnych wariantów omijających Myślenice od strony wschodniej lub zachodniej.
Najmocniejsze pytania podczas sesji padły jednak ze strony naczelnika Wydziału Inwestycji Tomasza Sólnicy. Zwracał on uwagę na brak konsekwencji i logiki w przygotowywanych analizach. Pytał między innymi, dlaczego w przypadku Skawiny zdecydowano się praktycznie wyłączyć miasto z przebiegu S7, chroniąc zwartą zabudowę i tereny miejskie, natomiast wobec Myślenic podobnego podejścia już nie zastosowano?
W jego ocenie trudno zrozumieć sytuację, w której z analiz wyłączane są wybrane obszary takie jak chociażby kamieniołom w Bysinie, podczas gdy tereny kluczowe dla funkcjonowania miasta, takie jak okolice myślenickiego Rynku czy infrastruktura oczyszczalni MZWiK, nadal pozostają zagrożone ingerencją projektowanej trasy.
Pytania te podczas sesji pozostały praktycznie bez konkretnej odpowiedzi. Dyrektor krakowskiego oddziału GDDKiA Maciej Ostrowski unikał jednoznacznych deklaracji, choć - jak podkreślali samorządowcy- to właśnie kierowany przez niego oddział nadal prowadzi całość postępowania i realizuje umowę z firmą projektową IVIA.
Coraz wyraźniej widać, że ogłoszone kilka miesięcy temu „przeniesienie” sprawy S7 do Warszawy miało przede wszystkim charakter wizerunkowy. Formalnie mówi się o większym nadzorze centrali, jednak w praktyce cały proces nadal prowadzą te same osoby i ta sama firma projektowa, która od początku odpowiada za przygotowanie budzących ogromny sprzeciw wariantów. Coraz częściej pojawiają się więc głosy, że warszawski nadzór stał się wygodnym sposobem na rozmycie odpowiedzialności za chaos komunikacyjny i społeczne protesty, narastające wokół inwestycji.
Podczas sesji wielokrotnie podkreślano również, że mimo setek uwag mieszkańców, protestów społecznych i jednoznacznego stanowiska samorządów, najbardziej kontrowersyjne warianty nadal pozostają „w grze”.
Chodzi przede wszystkim o przebiegi ingerujące w tereny zamieszkałe, przedsiębiorstwa, obiekty usługowe i lokalną infrastrukturę. Tomasz Sólnica podczas swojej prezentacji pokazywał konkretne miejsca zagrożone wyburzeniami i likwidacją działalności gospodarczych funkcjonujących dziś wzdłuż Zakopianki. Mówił nie tylko o domach i terenach prywatnych, ale również o realnym ryzyku utraty miejsc pracy oraz kolejnego podziału miasta.
W dyskusji wracał również temat wiarygodności prognoz ruchu przedstawianych przez projektantów. Samorządowcy przypominali pojawiające się w przestrzeni publicznej opinie ekspertów wskazujących, że część analiz dotyczących natężenia ruchu i uzasadnienia inwestycji zwyczajnie „się nie spina”. Coraz częściej podnoszony jest argument, że zamiast rzeczywiście odciążyć region, nowa trasa w proponowanym kształcie może doprowadzić do jeszcze większego chaosu komunikacyjnego i trwałego zniszczenia terenów już dziś silnie zurbanizowanych.
Burmistrz Jarosław Szlachetka ponownie podkreślał, że gmina Myślenice nie sprzeciwia się samej idei poprawy układu komunikacyjnego regionu, ale oczekuje rozwiązań, które nie będą realizowane kosztem mieszkańców. Zaznaczał, że nowa droga powinna stanowić realne odciążenie obecnej Zakopianki, a nie kolejną inwestycję przecinającą miejscowości i pogarszającą komfort życia mieszkańców.
Jak widać, mimo kolejnych miesięcy prac nadal brakuje odpowiedzi na podstawowe pytania mieszkańców. Dlaczego jedne miasta są chronione przed przebiegiem ekspresówki, a inne już nie? Dlaczego z analiz wyłączane są wybrane tereny, podczas gdy kluczowa infrastruktura Myślenic pozostaje zagrożona? I wreszcie: kto realnie bierze dziś odpowiedzialność za projekt, który od miesięcy wywołuje coraz większy społeczny sprzeciw?
O komentarz po sesji pytamy burmistrza Jarosława Szlachetkę i Tomasza Sólnicę z Wydziału Inwestycji

Jarosław Szlachetka - burmistrz Myślenic
Podczas sesji ponownie padły pytania o brak wariantów omijających Myślenice od strony wschodniej lub zachodniej. Czy po ostatnich rozmowach z GDDKiA ma Pan poczucie, że głos mieszkańców i samorządu jest realnie brany pod uwagę?
Postawa pana Macieja Ostrowskiego podczas ostatniej sesji pokazała, że GDDKiA lekceważy głos mieszkańców, samorządu i komitetów społecznych. Od miesięcy domagamy się rozszerzenia studium korytarzowego i przedstawienia wariantów, które realnie ominą Myślenice od wschodu lub zachodu. Zamiast konkretów usłyszeliśmy wymówki i zasłanianie się rzekomymi „odgórnymi zakazami”.
To niezrozumiałe, bo pan Ostrowski nadal odpowiada za prowadzenie prac nad studium wraz z firmą IVIA. Trudno więc mówić o dialogu, skoro mieszkańcom odmawia się prawa do realnego wpływu na inwestycję, która zdecyduje o przyszłości naszej gminy na kolejne dekady. Taka sytuacja jest niedopuszczalna i nie do zaakceptowania.
Wiele emocji wzbudziło porównanie sytuacji Myślenic do Skawiny, która została praktycznie wyłączona z przebiegu S7. Jak Pan ocenia argumenty przedstawiane przez GDDKiA i czy samorząd otrzymał jakiekolwiek racjonalne wyjaśnienie tej różnicy?
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w Skawinie wyłączono spod przebiegu S7 rozległe tereny zielone i niezabudowane, a w Myślenicach nie zapewniono takiej samej ochrony dla gęsto zabudowanego centrum miasta. Mówimy przecież o terenach mieszkaniowych, zabytkowym rynku, strefie przemysłowej, terenach rekreacyjnych, ujęciach wody i zmodernizowanej oczyszczalni ścieków.
Do dziś nie otrzymaliśmy żadnego racjonalnego wyjaśnienia tej różnicy. To pokazuje albo kompletny brak wiedzy projektantów o terenie, przez który planują inwestycję, albo poważne zaniedbania po stronie GDDKiA, która te rozwiązania zaakceptowała. Skala tej kompromitacji budzi ogromny sprzeciw mieszkańców i samorządu.
Zastanawiające jest również to, że w GDDKiA przy projektowaniu przebiegu S7 zadbano o ominięcie kamieniołomu w Bysinie, natomiast nie widzi problemu w poprowadzeniu trasy przez tereny gęsto zabudowane, kluczowe dla funkcjonowania naszej gminy i życia mieszkańców. Jeszcze bardziej wymowny był dla mnie zdecydowany sprzeciw dyrektora Ostrowskiego, będącego jednocześnie radnym, wobec miejscowego planu zagospodarowania dla Bysiny, w którym – zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców – ograniczyliśmy możliwość dalszego rozszerzania działalności kamieniołomu. To rodzi poważne pytania o priorytety i standardy stosowane przy planowaniu tej inwestycji.
Coraz częściej pojawiają się głosy, że „przeniesienie” nadzoru nad projektem do Warszawy miało głównie charakter wizerunkowy, ponieważ całość prac nadal prowadzi oddział krakowski i firma IVIA. Czy Pana zdaniem odpowiedzialność za obecny przebieg procesu jest dziś rozmywana?
Oczywiście, że tak! To był wyłącznie zabieg PR-owy i próba rozmycia odpowiedzialności za kompromitację GDDKiA i wytknięte nieprawidłowości podczas spotkań informacyjnych. Za cały proces od prawie dwóch lat nieprzerwanie odpowiada krakowski oddział GDDKiA z dyrektorem Maciejem Ostrowskim oraz firma IVIA.
Nie ma dziś żadnej realnej woli przygotowania rzetelnego studium korytarzowego i wariantów omijających tereny gęsto zabudowane. Forsowane są rozwiązania wywołujące sprzeciw mieszkańców, samorządów i komitetów „Nie dla S7”. Dwa posiedzenia Zespołu ds. S7 pokazały, że jego celem jest raczej obrona wcześniejszych błędnych decyzji niż szukanie nowych rozwiązań. Dlatego w najbliższych dniach będę rozmawiał z samorządowcami i stroną społeczną o dalszym sensie udziału w tym zespole. Stanowczo mówimy nie tędy droga.

Tomasz Sólnica - Wydział Inwestycji UMIG Myślenice
Podczas sesji zwracał Pan uwagę na brak spójności w analizach dotyczących przebiegu S7. Które z przedstawionych przez GDDKiA rozwiązań uważa Pan dziś za najbardziej niezrozumiałe lub budzące największe wątpliwości?
- Na wstępnie chciałbym zaznaczyć, że przez ostatnie miesiące analizowaliśmy szczegółowo materiały jakie zostały zaprezentowane w listopadzie przez GDDKiA. Przedstawiciele tzw. strony społecznej wykonali również ogrom pracy i za to należą im się ogromne podziękowania. To co można wyczytać w zaprezentowanych materiałach każe zadać pytanie kto dopuścił do tego, że przygotowany STEŚ jest takim bublem. Próbowałem od dyrektora Ostrowskiego uzyskać odpowiedzi kto za to odpowiada, ale niestety nikt z ramienia GDDKiA nie umiał mi na to odpowiedzieć. To bardzo dziwne, bo przecież po prezentacji materiałów dyrektor mówił o tzw. wariancie na 5, czyli przebiegającym przez centrum miasta w tzw. starym śladzie. Z dostępnych materiałów wynika, iż zarówno w 2022 r. jak i teraz projektanci odrzucali ten wariant. Chciałem się dowiedzieć, czy to osobiście dyrektor stoi za tym, że w połowie zeszłego roku zlecono projektantom dorobienie w kilka miesięcy dodatkowego wariantu w tzw. starym śladzie Zakopianki. Zresztą to jest bardzo ciekawe, bo tak naprawdę stary ślad jest tylko w nazwie, a większość tej drogi biegłaby poza istniejącą dzisiaj Zakopianką.
W swojej prezentacji pokazywał Pan skalę potencjalnych wyburzeń i ingerencji w istniejącą zabudowę oraz lokalny biznes. Jakie mogą być realne skutki społeczne i gospodarcze dla Myślenic, jeśli obecne warianty pozostałyby w procedowaniu?
Opłakane. Jak słyszę stwierdzenia, że ta droga to okno na świat i szansa na rozwój dla Myślenic to wydaje mi się, że ludzie, którzy tak mówią chyba nie czytali dokumentacji. Na sesji pokazywałem przebieg wariantu preferowany przez dyrektora. Jego realizacja spowodowałaby likwidację kilku stacji benzynowych, kilku restauracji czy zakładów pracy. W tych miejscach znajduje obecnie zatrudnienie kilkaset mieszkańców naszej gminy. Nie uzyskałem też odpowiedzi jak będzie wyglądał ruch samochodowy w samym mieście, gdyż realizacja drogi kategorii S spowoduje likwidację węzłów Polanka i Zarabie. Na drodze tej kategorii nie można lokować przystanków autobusowych, więc byłby problem z komunikacją zbiorową. W swoim wystąpieniu skupiłem się głównie na wariancie E, gdyż zadawałem pytania jego pomysłodawcy, ale oczywiście wszystkie dotychczasowe warianty przebiegające przez Myślenice są niedopuszczalne i dewastujące. Nie mówiłem tego podczas sesji, ale jak Pani pyta o skutki społeczne to świetnie o tym pisała w Dzienniku Polskim prywatnie moja sąsiadka pani Liliana Sonik. Każdego zainteresowanego odsyłam do jej teksu. Sam tytuł wiele mówi, a brzmi on „Tak wielkiego wzburzenia nie było od dekad. Projekt S7 jest agresją na tkankę społeczną. Decydenci nie zdają sobie sprawy, co wywołali”. Łatwo go znaleźć w Internecie więc gorąco zachęcam do jego lektury.
Jednym z najmocniejszych momentów sesji były pytania dotyczące ochrony wybranych terenów - jak kamieniołom w Bysinie - przy jednoczesnym pozostawieniu „w grze” obszarów kluczowych dla funkcjonowania miasta. Czy po sesji otrzymał Pan od GDDKiA konkretne odpowiedzi w tej sprawie?
GDDKiA zazwyczaj nie odpowiada na pytania, więc nie spodziewam się jej tym razem. Moje pytania były raczej retoryczne, bo każdy kto przeanalizował mapę terenów do bezwzględnego ominięcia podczas budowy drogi S7 łapał się za głowę i zadawał sobie pytanie kto mógł dopuścić do powstania takiego opracowania. Zresztą widząc reakcję samorządowców i przedstawicieli strony społecznej na pierwszym posiedzeniu zespołu przedstawiciele GDDKiA z Warszawy postanowili tę mapę zmienić. Wystarczy porównać tereny dwóch bardzo podobnych gmin takich jak Skawina i Myślenice, żeby zobaczyć, że w przypadku Myślenic jest to delikatnie mówiąc skandal. W tekście napisano, że należy chronić centra miast, a na mapie nawet piękny odrestaurowany myślenicki rynek nie jest chroniony. Nie ma na niej również strefy gospodarczej na Dolnym Przedmieściu czy rozbudowywanej właśnie za 130 mln zł. Oczyszczalni Ścieków w Myślenicach, a znajduje się na niej wspomniany przez Panią kamieniołom. Takich przypadków jest więcej i można o nich długo rozmawiać. Na sesji użyłem sformułowania, że tak się nie projektuje dróg gminnych, a co dopiero drogi ekspresowej w tak zurbanizowanym i trudnym geotechnicznie terenie. Mam nadzieję, że wreszcie ktoś przyzna się do błędu, weźmie na siebie odpowiedzialność, cofnie się parę kroków i rozpocznie rzetelne analizowanie przy udziale strony społecznej o wiele szerszego terenu na wschód i zachód od gminy Myślenice aż do węzła w Lubniu. Tylko wtedy będzie można mówić o dobrej woli ze strony GDDKiA. W przeciwnym razie wszystkie działania będą tylko próbą przy pomocy zwykłych mieszkańców usankcjonowania tego co zostało w wadliwy sposób wyprodukowane przez krakowski odział GDDKiA.
