Skąd się wzięła w 1980 roku tzw. „afera myślenicka” (cz.4)

Historia 30 sierpnia 2022 Wydanie 32/2022
Skąd się wzięła w 1980 roku tzw. „afera myślenicka” (cz.4)
Remont Myślenickiego rynku początek lat. 80. Fot. archiwum T. Osiński

Zarezerwowane tereny powróciły do dawnych właścicieli i w wielu miejscach zabudowano domami mieszkalnymi, a niektóre podzielone na działki budowlane znalazły się w posiadaniu Urzędu Miasta. Ponieważ wzrastała atrakcyjność terenu Zarabia więc umożliwiono, aby okazyjnie taką działkę nabył B. Grzesiak oraz po sąsiedzku Stanisław Durbacz, pierwszy sekretarz Miejsko-gminnego Komitetu PZPR w Myślenicach z zamiarem budowy domów mieszkalnych. Obaj sekretarze, po linii partyjnej, od dawna byli zaprzyjaźnieni ze sobą, więc budując w tym samym czasie łatwiej im było uporać się z trudami, a że działki nabyli od struktur miejskich to znaleziono punkt zaczepienia i dołączono do działań aferalnych.

Zarządzający na miejscu myślenicki sekretarz liczył na duże opusty. Miał możliwości tańszego zrealizowania inwestycji, która w atrakcyjnym terenie zyskała niewspółmierną wartość.

W latach 70-tych wszystkie podstawowe decyzje zapadały w Komitecie, a także obsada kluczowych funkcji w miejscowych przedsiębiorstwach produkcyjnych. Chcąc pracować na nomenklaturowych, dobrze płatnych, dyrektorskich stanowiskach, wybrani adepci musieli dbać, aby zyskać sobie sympatię władzy partyjnej i posłusznie wypełniać jej grymasy. Argument pełnionej władzy utwierdzał w przekonaniu, że nie musiano przejmować się opinią społeczną. Także efekty gospodarcze były sprawą drugorzędną.

Tak też było z prominentnymi budowami. Wezwany dyrektor miejscowej firmy budowlanej otrzymał w Komitecie ustne polecenie „nie do odrzucenia”. Wręczono mu zezwolenie na budowę z załączoną dokumentacją w postaci zdjęcia wyjętego z czasopisma, z uwagą, aby w takim domu dało się mieszkać i aby kosztami inwestycji „nie ściągnąć spodni przez głowę” co było czytelną sugestią. Pozostałe rozwiązania i zabiegi leżały już w obowiązkach wykonawcy. Budowę należało przeprowadzić szybko i bez rozgłosu.

Odkryty temat budowy domów posłużył jako powód do zainteresowania i znalezienia „haka” na B. Grzesiaka. Przeto wykorzystano sytuację i do kontrowersyjnych działek na Dąbrowskiego dołączono budowy sekretarzy na Zarabiu, o których mało kto słyszał oraz rozpoczęto mozolne dochodzenia prokuratorskie. Mając punkt zaczepienia powiązano oba zdarzenia – działki przy ul Dąbrowskiego i prywatne inwestycje sekretarzy. Skoro był pretekst więc pozostało tylko poszukać dowodów i odpowiednio umotywować naruszenie prawa. W tym celu zadanie zlecono prokuraturze, a ta mając na względzie wagę przedmiotu, wspomogła swoje dochodzenie, angażując w kontrolę krakowską delegaturę Najwyższej Izby Kontroli. Do publicznego przekazu poszła informacja, że sprawa musi być poważna, skoro badania zlecono najważniejszej instytucji kontrolnej w państwie.

Aby nie doszukano się prywatnej zemsty na przeciwniku, rozszerzono zakres i wymyślono dla myślenickiej władzy zorganizowaną przestępczość włączając do sprawy miejską machinę urzędniczą. Ponieważ z założenia do kompetencji organu NIK-u należy kontrola jednostek wykorzystujących majątek lub środki publiczne, więc były podstawy do kontroli i sprawę sekretarzy traktowano jako pomocniczą, uzupełniającą. Tak więc głównym kierunkiem kontroli były kontrowersyjne działki na Dąbrowskiego, a cichaczem dołączono domy na Zarabiu, będące głównym powodem działania, o których mało kto słyszał i rozpoczęto mozolne dochodzenia prokuratorskie.

cdn

Tomasz Osiński