Skocznia narciarska K-45, prawie zapomniana historia Myślenic (cz. 1)

Skocznia narciarska K-45, prawie zapomniana historia Myślenic (cz. 1)
fot. z arch. Muzeum Niepodległości w Myślenicach

Obiekt o punkcie konstrukcyjnym K-45 został zbudowany przez Jana Hołuja (1864-1945), na zboczu góry Uklejna. Zapewne miało to miejsce pod koniec dwudziestolecia międzywojennego.

Mówią o tym zapisy znalezione w archiwalnych dokumentach KS. Dalin Myślenice oraz fotografia z 1939 r., na której widać strzelnicę na Zarabiu, a w tle ruiny Zamczyska i skocznię. Następnie w latach 50. XX wieku został zmodernizowany przez Stanisława Marusarza (1913-1993), słynnego polskiego skoczka narciarskiego i wielokrotnego olimpijczyka. Według obecnych kryteriów Międzynarodowej Federacji Narciarskiej obiekt klasyfikowany byłby jako skocznia mała. Posiada betonowy próg o wysokości 110 cm i szerokości 490 cm oraz jest naturalnie wkomponowany w górskie zbocze na myślenickim Zarabiu - podobnie jak Wielka Krokiew w Zakopanem. Zapewne dzięki temu, pomimo pół wieku zapomnienia, oparł się on próbie czasu.

Na zmodernizowanej skoczni narciarskiej w Myślenicach od połowy lat 50-tych odbywały się zawody, w których oprócz miejscowych brali udział zawodnicy z Krakowa, Rabki, Nowego Targu i Zakopanego, a nawet uczestnicy Mistrzostw Polski. Tak było zapewne do końca lat 60-tych, ponieważ w 1961 roku sekcję narciarską KS Dalin oraz umowę z trenerem rozwiązano. Powodem były częste problemy ze śniegiem i koszty modernizacji skoczni.

Ale cofnijmy się o ponad dwie dekady. Pierwszym znanym popularyzatorem skoków narciarskich w Myślenicach był Stanisław Hołuj (1899 – 1940), który w okresie międzywojennym na zboczu Plebańskiej Góry, tuż nad Studzienką, zbudował prowizoryczną skocznię narciarską, zapewne wykorzystując naturalne pochyłości wzniesienia i elementy drewniane. Istnienie tej skoczni jest nam znane między innymi dzięki znajdującym się w Muzeum Niepodległości wspomnieniom Kazimierza Harcuły, który zapewne ubarwiając zacną historię tak pisał o swoim przyjacielu: - Staszek na zwykłych, jakże prymitywnych wtedy turystycznych nartach wychodził na rozbieg. Tam stał dłuższą chwilę, wreszcie ruszył, zjeżdżając na próg coraz szybciej. Tu na progu, ze zduszonym okrzykiem, odważnie wybijał się w górę i lecąc kilkadziesiąt metrów, uderzał sobą o podłoże, równocześnie przewracając się i koziołkując.

Po wojnie pojawiło się kilku następców Hołuja. Do dyspozycji mieli też profesjonalny jak na tamte lata obiekt. Pierwsze potwierdzone zawody seniorów i juniorów w skokach na wyremontowanej myślenickiej skoczni na Zarabiu odbyły się zimą 1955 roku, jak relacjonował dziennik Echo Krakowskie w numerze z dnia 5 lutego tegoż samego roku. Najprawdopodobniej było to więc kilka dni wcześniej, 30 stycznia w niedzielę. Wystartowali w nich zawodnicy z Myślenic, Krakowa i Nowego Targu. Skocznia nie była jeszcze ukończona, gdyż już wtedy planowano przedłużenie rozbiegu, co umożliwiałoby skoki o długości powyżej 40 metrów. W dniu zawodów jednak uzyskiwanie takich skoków nie było możliwe i oficjalnym rekordzistą obiektu został Tadeusz Zachara z krakowskiej Sparty, który uzyskał poza konkursem 33,5 metra. Co ciekawe na tychże zawodach po raz pierwszy w Polsce testowano Speedograf mierzący prędkość skoczków w poszczególnych fazach lotu. Aparat był polskiej produkcji. Tak natomiast rekord Zachary relacjonuje Jerzy Wojciechowski: - Byłem na tych zawodach. Poszliśmy na skoki po kościele, przez drewniany most na Rabie. Na skoczni było kilkaset osób. Uważnie przyglądaliśmy się z kolegami zawodnikom. Zachara po wylądowaniu ówczesnego rekordu płakał… To jednak nie z powodu uzyskanej odległości, ale zimnego powietrza, które podczas skoku wysuszyło mu oczy. Wtedy nie było kasków i gogli, a temperatury spadały do minus 15, minus 20 stopni Celsjusza. Pamiętam, że skok wylądował znanym już wtedy telemarkiem - mówi.

 - Na poszczególnych zawodach jako dzieci szczególnie fascynowała nas prędkość z jaką zawodnicy wyskakiwali z progu. Zawsze patrzyliśmy też ile rowków mają narty zawodników. Te z pięcioma były wtedy nowoczesne. Przypominam sobie też, że w konkursach odbywały się trzy serie, a do klasyfikacji sumowano dwa najlepsze skoki zawodnika – wspomina.

cdn

Mateusz Suder

Marek Stoszek Marek Stoszek Autor artykułu

Socjolog i kulturoznawca. Badacz i propagator historii, kultury i tradycji naszego regionu. Dziennikarz, w latach 2019 i 2020 redaktor naczelny Gazety Myślenickiej.