Śmierć za śmierć

Śmierć za śmierć

Często złe czyny wywołują falę, która powoduje kolejne tragiczne wydarzenia. Tak stało się w 1947 roku, gdzie jedno zabójstwo, popełnione przez funkcjonariuszy bezpieki przyczyniło się do śmierci kolejnych czterech osób obwinionych o przyczynienie się do tej śmierci. A wszystko to poprzedziła jeszcze jedna śmierć.

Do pierwszego zdarzenia doszło 9 maja 1945 roku. Wówczas do Polanki przyjechało na koniach trzech radzieckich sołdatów. Prawdopodobnie byli to maruderzy, którzy rabowali okoliczną ludność. Jeden z nich pozostał na miejscu, dwaj pojechali dalej w stronę Zawady. Ten co został, chodził po domach z szablą w ręku, szukając wódki i pieniędzy. W kilku domach znalazł to, czego szukał. Mocno pijany, zabrał rower Michałowi Gorączce, który jechał na pożyczonym pojeździe przez wieś.

Gdy to zobaczył jego brat Eugeniusz, pobiegł do właściciela bicykla Józefa Szlagi, któremu powiedział co się dzieje. Na pomoc ruszyli trzej bracia Szlagowie: Józef, Franciszek i Stanisław. Wszyscy trzej w okresie okupacji niemieckiej byli żołnierzami Armii Krajowej. Józef, noszący w konspiracji pseudonim „Blady” był po śmierci Józefa Fijałkowskiego dowódcą oddziału „Odwet”. Po przybyciu na miejsce Józef wyrwał rower Rosjaninowi. Ten z szablą w ręku zaczął go gonić. Józef wyciągnął pistolet i krzycząc po polsku, rosyjsku i niemiecku: „ręce do góry”, próbował w ten sposób sołdata rozbroić. Rosjanin nadal atakował. Na pomoc ruszyli bracia, jeden uderzył go sztachetą w tył głowy, później w szamotaninie dobili go. Po tym zabójstwie, dokonanym w samoobronie, bracia Szlagowie musieli się ukrywać.

Już jesienią 1945 roku, po amnestii ogłoszonej 2 sierpnia tego roku, Szlagowie rozpoczęli rozmowy z wójtem myślenickiej gminy wiejskiej Stanisławem Góralikiem z Bysiny, aby całą sprawę załagodzić. Nie był to incydent, który można było łatwo wyciszyć mimo, że żołnierz radziecki był prawdopodobnie tzw. maruderem, czyli uciekinierem z macierzystej jednostki, który w czasie samowolnego oddalenia zajmował się grabieżą. Załagodzić zdarzenie udało się dopiero na początku lutego 1947 roku, po wyborach do Sejmu Ustawodawczego, które komuniści sfałszowali. Wówczas wiadomym już było, że zostanie ogłoszona amnestia, gdyż komuniści nie obawiali się już podziemia niepodległościowego. Było to możliwe przy zaangażowaniu wcześniej wymienionego Stanisława Góralika, wówczas szefa Powiatowego Wydziału Propagandy w Myślenicach. Żeby bracia Szlagowie mogli czuć się bezkarnie, musiał zaakceptować to szef myślenickiej bezpieki por. Edward Goleb, dlatego Góralika zawarł z nim jakiś układ. Zresztą jako szef propagandy musiał ściśle współpracować z Golebem, który nie tylko odpowiadał za bezpieczeństwo tworzących się struktur komunistycznego państwa, ale przede wszystkim zwalczał propagandę organizacji niepodległościowych i legalnej opozycji – Polskiego Stronnictwa Ludowego Stanisława Mikołajczyka.

Wówczas doszło do drugiego zabójstwa. Stało się to 31 marca w Polance, gdzie UB-ecy zastrzelili w zasadzce Aleksandra Siutę. Wiedzieli, że tam się pojawi, gdyż dostali donos. Prawdopodobnie zadenuncjował go ktoś, z kim Siuta szukał kontaktu aby pomógł mu wyjść z ukrycia i uniknąć aresztowania. Czy był to sam Stanisław Góralik, czy ktoś z jego otoczenia, tego się już dzisiaj nie dowiemy ale za mord na Aleksandrze Siucie konsekwencje poniósł on i jego współpracownicy z Bysiny.

Aleksander Siuta ps. „Kmicic”, „Babinicz” w czasie okupacji niemieckiej był żołnierzem Armii Krajowej, po wojnie dołączył do jednego z oddziałów zgrupowania partyzanckiego „Błyskawica” pod dowództwem Józefa Kurasia ps. „Ogień”. Po śmierci „Ognia”, dla większości jego podkomendnych dalsza walka wydawała się bezcelowa. Jednym z nich był Aleksander Siuta, który poprzez znajomych z Polanki, próbował za pośrednictwem Stanisława Góralika uzyskać bezpieczne wyjście z konspiracji. Niestety został zdradzony i zabity. Stało się to w poniedziałek w Wielkim Tygodniu. Milicjanci pochowali go w miejscu zabójstwa, w zagajniku między polami (ekshumację przeprowadzono dopiero w 2002 roku). Bezpieka nie chwaliła się tym sukcesem, nawet próbowano sprawę zatuszować. Prawdopodobnie dlatego, aby nie łączyć jej z odwetem do jakiego doszło w Bysinie kilka dni później.

10 kwietnia jeden z oddziałów, który został po rozbiciu zgrupowania „Ognia”, pod dowództwem „Czarnego”, przeprowadził akcję likwidacyjną w Bysinie. W domu Stanisława Góralika, oprócz gospodarza zastrzeleni zostali także Michał Smoleń, Józef Niemiec i Tadeusz Niemiec. Wszyscy związani byli z nową komunistyczną władzą. Wszyscy zastrzeleni byli już kilkakrotnie ostrzegani i grożono im różnymi karami za wysługiwanie się komunistom. Jednak wykonanie wyroku na czterech osobach na raz, nawet w tamtych czasach, było zdarzeniem bez precedensu. Wyroki śmierci, wykonywane przez żołnierzy podziemia niepodległościowego, były to wyjątkowe przypadki, które zdarzały się rzadko, dlatego w tym przypadku chodziło o coś więcej.

Najście na dom Góralika potwierdza przypuszczenia, że miał on związek ze śmiercią Aleksandra Siuty, gdyż egzekucję w Bysinie wykonali jego towarzysze broni, kilka dni po jego zabójstwie. Również zachowanie funkcjonariuszy bezpieki, którzy ukrywali śmierć Siuty, a zazwyczaj chwalili się takimi „sukcesami”, potwierdza przypuszczenie, że te dwa tragiczne zdarzenia miały ze sobą związek.

Oprac. Witold Rozwadowski

Na podstawie publikacji Ziemowita Kalinowskiego

Witold Rozwadowski Witold Rozwadowski Autor artykułu

Prezes MARG Sp. z o.o. Redaktor naczelny. Przez wiele lat pracował w Urzędzie Miasta i Gminy w Myślenicach, Wcześniej w latach 1999-2003 pełnił funkcję redaktora naczelnego Gazety Myślenickiej. (SAMORZĄD)