Śmieszne zdrowie
Kiedyś aptekarz był naprawdę aptekarzem! Więcej znaczył w całej okolicy niż lekarz i ksiądz proboszcz. Teraz aptek namnożyło się, że trudno policzyć, ile ich jest. Przedtem była jedna i jeden w niej był magister farmacji. Wszyscy szanowali pana Ziemowitowicza i cieszyli się jego podeszłym wiekiem, który dowodził, że leki umiał aptekarz dobre i właściwie sobie podawać. I dlatego, kiedy przestał się pojawiać w białym kitlu, wszystkim chorym zrobiło się jeszcze bardziej „choro”. Pan Ziemowitowicz przeszedł na emeryturę. W aptece pojawiły się młode panie aptekarki.
Ludzi trochę onieśmielała ich elegancja i wiedza pachnąca uniwersytetem, więc nie jeden raz zupełnie tracili głowy i przedstawiali swe prośby w sposób daleki od powagi choroby.
- Pani magister, proszę taką maść - mówi stary człowiek i pokazuje niewielkie pudełeczko, na którym wcale nie widać napisu.
- Ale jak się ta maść nazywała?! Na co ma być?
- No, na smarowanie - mówi z oburzeniem mężczyzna. Dziw go wyraźnie, że ta piękna pani nie wie… Pan Ziemowitowicz, to zawsze wiedział doskonale i lekarstwo niezawodnie pomagało!
Albo taka scenka:
- Moja chciała tabletki, takie czarne i okrągłe…
Piękna pani magister dziwi się:
- Ale proszę podać ich nazwę.
- No, mówię przecież, czarne i okrągłe!
Starzy ludzie nie mogą sobie poradzić z chorobami, ale i młodzi też są rozbrajający. Przychodzi dwudziestolatek i oświadcza szczerze:
- Mam bóle przewracająco-wykręcające w brzuchu, proszę jakieś tabletki.
Lub nastolatka z buzią w pryszczach:
- Proszę mi coś dać na te syfy!
Natomiast pani w średnim wieku składa przez okienko słodką prośbę:
- Lecę pojutrze samolotem do Nowego Jorku. Chciałam tabletki awemaryja…
Młode farmaceutki z trudem hamują śmiech. Pan Ziemowitowicz z pewnością słuchałby bez uśmiechu. Swoje wiedział…
