Sport to wspólny mianownik jego biznesu i pasji

Sport to wspólny mianownik jego biznesu i pasji
Fot. archiwum prywatne

Tomasz Bargiel to myślenicki przedsiębiorca prowadzący firmę MTB Group, która działa w branży sportowej, ale jego nazwisko kojarzą na pewno także osoby interesujące się sportem z zupełnie innych powodów i od innej strony. Nie tylko dlatego, że przez kilka lat (do niedawna) stał na czele najstarszego myślenickiego klubu sportowego, czyli KS Dalin, ale również dlatego, że sam jest zapalonym sportowcem, a jego pasją są sporty motorowe.

- Swoją pierwszą firmę założyłem z bratem, dopiero później powstało MTB Group. Tę stworzyłem i tworzę do spółki z kolegą, ale od samego początku jest też z nami mój brat. Założyliśmy ją 10 lat temu. Dokładnie pamiętam datę – 1 kwietnia. Tego dnia obchodził urodziny mój śp. tata, który niestety nie doczekał założenia MTB Group, bo nieco wcześniej zmarł. Również 1 kwietnia z tym, że w 2024 roku razem z żoną zostaliśmy restauratorami i od ponad roku zdobywamy szlify w tym nowym zawodzie. A to tylko dwa ważne dla mnie wydarzenia związane z tą datą. Dokładnie pamiętam też początki, które wcale nie były łatwe. Zaczynaliśmy w niewielkiej hali z kilkoma narzędziami i dwoma pracownikami. Wszystko, od początku do końca robiliśmy sami, własnymi rękami. Dziś jesteśmy w zupełnie innym punkcie niż 10 lat temu. Firma rozrosła się o kolejne osoby, wreszcie też o kolejne działy – mówi Tomasz Bargiel, prezes MTB Group.

Mógłby być nauczycielem informatyki, ukończył bowiem edukację techniczno-informatyczną i ma tytuł inżyniera technika. – Odbyłem praktyki, ale po studiach nie pracowałem w zawodzie. Szybko przekonałem się, że to nie moja droga, jednak wiedza wyniesiona ze studiów, w szczególności ta z zakresu projektowania, przydawała się i przydaje w pracy, bo nasze projekty tworzymy sami – mówi.

W ciągu tej dekady, od kiedy prowadzi firmę, wydarzyła się m.in. pandemia, która odcisnęła swoje piętno na wielu biznesach.

- Mieliśmy podpisany duży kontrakt na wyposażenie stadionu. Nasza branża jest związana ze stalą, a wiadomo jak poszybowały wtedy jej ceny. Nie wiem jak by się to skończyło, gdyby nie to, że kupiliśmy stal wcześniej. Przetrwaliśmy, powiem więcej, nie straciliśmy siły rozpędu. Myślę, że wiele branż odczuło pandemię bardziej, chociażby gastronomia – mówi Tomasz. – I przed pandemią i po niej krok po kroku się rozwijaliśmy. W moim charakterze leży ciągłe szukanie wyzwań. Szukam ich w sporcie, ale także w biznesie, a takimi wyzwaniami w biznesie były coraz większe zamówienia, coraz więksi klienci. To mnie napędza, motywuje. Ktoś może powie, że to brawura, ale tak nie jest, bo zawsze górą musi być i jest zawsze rozsądek, dlatego niektóre rzeczy po prostu odpuszczałem.

Od roku razem z żoną prowadzi restauracje spełniając w ten sposób swoje niegdysiejsze marzenie. – To coś całkowicie nowego, innego od tego, co robiłem wcześniej i nadal robię, bo przecież nadal prowadzę MTB Group, a restauracja to „oczko w głowie” mojej żony. Gastronomia to bardzo trudna branża, w której liczy się nie tylko wiedza, ale także umiejętność wyciągania wniosków. Ma pewne cechy wspólne z branżą sportową. Tu mamy przepisy, tam projekty. Tu dania wychodzą na talerzu, w mojej branży „daniem” jest produkt – mówi Tomasz. – Za to recepta na sukces jest według mnie jedna, niezależnie od branży. To po pierwsze ciężka praca, poświęcenie i motywowanie siebie, bo kiedy przychodzą kryzysy i chciałoby się powiedzieć „dość” trzeba poszukać motywacji i to poszukać jej… w sobie. Niezbędne są też według mnie upór i wytrwałość. Jeżeli chcesz coś zrobić musisz dawać z siebie 100 procent. Jeżeli je dasz, prędzej czy później osiągniesz sukces, jeśli coś cię rozproszy, sukces będzie niepewny, a jeśli będziesz się tym zajmował jedynie „z doskoku” polegniesz.

Jak dodaje, ta zasada dotyczy wszystkiego czym się zajmujemy, nie tylko biznesu. I właśnie dlatego, niedawno zrezygnował z ponownego ubiegania się o tytuł prezesa KS Dalin.

- To zadanie bardzo czasochłonne, a ja wyznaję zasadę „jeżeli chcesz coś robić dobrze, musisz z siebie dać 100 procent”. Wiedząc, że nie jestem już w stanie poświęcać temu tyle czasu, co kiedyś postanowiłem nie kandydować. Mam firmę, ale przede wszystkim mam rodzinę, jestem mężem i tatą trójkę dzieci. Chcę mieć więcej czasu dla nich. W tym momencie życia, w którym jestem, nie dam rady pogodzić pracy społecznej, z prowadzeniem firmy, czasem dla rodziny, i pasjami, które napędzają mnie do działania. Nie da się żyć tylko pracą, przynamniej ja tak nie potrafię. Dla mnie tą odskocznią, tym co pozwala mi na „reset” głowy jest sport, motoryzacja – mówi Tomasz, który od lat startuje w rajdach samochodowych.

Miłość do motoryzacji, jak mówi, zaszczepił w nim tata z chwilą, kiedy kupił mu pierwszą motorynkę. Jak wspomina, potrafił trzy raz dziennie rozkręcić jej silnik i na nowo skręcić.

- Potem były kolejne motocykle, quad, samochód… - mówi.

Dziś na swoim koncie ma tytuł wicemistrza Europy w rajdach terenowych, a od niedawna próbuje swoich sił w klasycznych rajdach samochodowych.

- Choć to nadal rajdy to jednak zupełnie inna dyscyplina sportu. Uczyłem się jej tak jak uczy się nowego języka. W klasycznych rajdach trzeba umieć komunikować się z pilotem, nie mówiąc już o tym, że koordynacja ruchowa też jest zupełnie inna. Musiałem więc wiele rzeczy w głowie sobie poprzestawiać. Czasu było mało, mało kto dawał mi szanse na start, a jeszcze mniej dawało mi szanse na jakiś wynik. Pojechałem dwa rajdy, w Nadwiślańskim zajęliśmy drugie miejsce w swojej klasie i dziesiąte w generalce, co jak na debiut w RSMP, uważam, jest wynikiem bardzo dobrym. Rajdy to moja pasja, nie dziwi więc, że z każdego rajdu wracam szczęśliwy. No może z wyjątkiem Rajdu Małopolski, na którym zależało mi szczególnie. To był mój trzeci rajd płaski, ale z wielu względów najważniejszy, bo na swoim terenie. Niestety okazał się pechowy i z powodu awarii nie dane mi było przejechać sprawnych samochodem ani jednego odcinka specjalnego. Bolało, ale to mnie nie zniechęca, wręcz przeciwnie.