Sportowy talent jakich mało

Sportowy talent jakich mało

O Jasiu, Janku, a dzisiaj już Janie Masteli pisaliśmy w rubryce sportowej tak często, że chyba nawet osoby nie interesujące się kulturą fizyczną musiały natknąć się na to nazwisko.

Urodzony 22 lutego 2003 roku Jan Mastela, mieszkający w Krzeczowie, zawodnik sekcji zapasów i sumo Dalinu Myślenice ma już na swoim koncie taką ilość trofeów, że ich wymienienie zajęłoby całą szpaltę w gazecie. Ograniczmy się zatem to tych najważniejszych: III miejsce na Mistrzostwach Europy Juniorów (Siedlce 2022), II miejsce w Pucharze Europy Juniorów (Suwałki 2024), I miejsce na Mistrzostwach Polski Seniorów (Lublin 2024 i Krotoszyn 2024), II miejsce na Mistrzostwach Polski Seniorów (Siedlce 2023) i na Młodzieżowych Mistrzostwach Polski (Ełk 2025), I miejsce w Pucharze Polski Seniorów (Ropczyce 2024), III miejsce na Mistrzostwach Polski Juniorów (Pyrzyce 2023).

Całkiem sporo jak na 22-latka. Nic dziwnego, że w 2022 otrzymał Dyplom Gratulacyjny Ministra Sportu i Turystyki Kamila Bortniczuka, zaś we wrześniu 2024 jako jeden z trójki polskich zawodników został wytypowany przez władze Polskiego Związku Sumo do wyjazdu do Japonii, gdzie uczestniczył między innymi w Turnieju Sumo Tradycyjnego Archipelagu Wysp Oki.

Zapasy to była Twoja pierwsza sportowa fascynacja?

Chyba tak. Miałem jedenaście lat kiedy tata zabrał mnie i mojego kuzyna na pierwszy trening do Dalinu. Nie za bardzo jeszcze wiedziałem na czym ta dyscyplina polega i czego się spodziewać.

Wciągnąłeś się szybko?

Dosyć szybko, bo po pierwszych medalach w Mistrzostwach Polski, a te pojawiły się już po kilku czy kilkunastu miesiącach treningów. Oczywiście nie wszystko od razu szło bezproblemowo, bo na jednym z pierwszych obozów kadry wojewódzkiej, który odbywał się Gdańsku okazało się, że kondycyjnie bardzo odstajemy od naszego trenera Ryszarda Szpakiewicza, ale postępy, jakie zrobiliśmy w trakcie tego zgrupowania były tak duże, że pod koniec już dotrzymywaliśmy mu tempa.

Co jest najfajniejsze w zapasach?

Chyba to, że nie jest to typowy sport walki, który polega na okładaniu się pięściami czy kopniakami. W zapasach bardzo liczy się technika i takie wszechstronne przygotowanie fizyczne, na które składa się bardzo dużo elementów. Nie wiem czy jest inny sport, który tak wszechstronnie rozwija sprawność zawodnika.

Bardzo poprawiłeś kondycję od pierwszych treningów?

Zdecydowanie. Można powiedzieć, że to jedna z moich najmocniejszych stron. Miewałem już takie zawody w ramach Pucharu Polski, na których startowałem w dwóch kategoriach wiekowych i dwóch wagowych. W sumo mam stoczonych już 369 walk, w zapasach blisko setkę. Bez dobrej kondycji to nie byłoby możliwe.

Najpierw zostałeś zapaśnikiem, a potem sumitą?

Nie, to się zaczęło praktycznie w tym samym momencie, bo gdy zacząłem trenować w Dalinie w 2014 roku, akurat powstawała sekcja sumo.

Która z tych dyscyplin jest trudniejsza?

Na pewno zapasy wymagają opanowania większej ilości elementów, bo w sumo nie ma na przykład walki w parterze, ale czy to oznacza, że sumo jest łatwiejsze? Niekoniecznie. Obie te dyscypliny mają swoją specyfikę. Podobne jest to, że zawodnicy na początku walki starają sobie spojrzeć głęboko w oczy. Trochę, żeby przestraszyć przeciwnika, trochę, żeby go rozczytać. Ale tak chyba jest również w innych sportach walki.

Z racji długości trwania walki to sumo jest jak sprint, a zapasy jak średni dystans.

No powiedziałbym, że zapasy to nawet długi dystans. W walce zapaśniczej jestem w stanie odczytać zamiary przeciwnika po tym jak on łapie za ręce. Sumo jest tak dynamiczne, że nie ma czasu na takie badanie rywala. Walka sumo trwa czasami kilka albo kilkanaście sekund, zapaśnicza kilka minut. Sumo praktycznie nie toleruje błędów, natomiast w zapasach można odrobić straty albo wygrać walkę, w której przeciwnik cały czas przeważał. Zapasy mają dosyć skomplikowany system przyznawania punktów i pewnie nie każdy kibic się w nim orientuje. W sumo natomiast można powiedzieć, że jest tylko jeden wynik - 1:0 – wygrywasz, albo przegrywasz. To czasami zresztą komplikuje ustalenie kolejności na podium.

Dlaczego?

Pamiętam takie zawody, chyba w Pucharze Polski w Dębicy, gdy ja i jeszcze dwóch innych zawodników mieliśmy równą ilość punktów, bo wygrywaliśmy między sobą w taki sposób, że A wygrywał z B, B wygrywał z C, zaś C wygrywał z A. Musieliśmy rozegrać chyba osiem rund, żeby w końcu to się zmieniło. Pod koniec dosłownie słanialiśmy się na nogach.

Bywały sytuacje, że musiałeś się w życiu wykazać swoimi umiejętnościami zapaśniczymi albo sumo?

Tak, ale w formie zabawowej. Nie zdarzyło mi się, żeby ktoś chciał się bić na poważnie.

W ubiegłym roku miałeś okazję wystąpić na turnieju tradycyjnego sumo w Japonii na wyspach Oki. Jakie wspomnienia stamtąd przywiozłeś?

Całość robiła ogromne wrażenie. Tłumy kibiców, rytuał sypania soli, niesamowita oprawa zawodów. To wszystko pokazywało, że sumo jest tam czymś więcej niż tylko sportem. Zaskakujący był również dobór zawodników do poszczególnych grup, ponieważ nie było ważenia zawodników. Dobierano ich trochę „na oko” pod względem warunków fizycznych, ale zdarzało się, że walczyli zawodnicy, między którymi było pewnie z 15 kilogramów różnicy. Reguły turnieju też były dosyć niespotykane. W mojej grupie wygrywał ten, kto pierwszy pokonał pięciu rywali pod rząd. W tej sytuacji nie dziwi, że taki turniej trwał całą noc.

Jest szansa, żeby sumo znalazło się na igrzyskach, a co za tym idzie znalazł się na nich również Jan Mastela?

Co do samej dyscypliny to wydawało się, że po igrzyskach w Tokio w 2021 sprawy idą w dobrym kierunku. Jednak rozdźwięk między federacjami sumo sportowego i tradycyjnego jest cały czas tak duży, że raczej nie widać końca tej batalii. Japończycy strzegą praw do sumo jak swojego skarbu narodowego, bo za tym idą również konkretne, bardzo duże pieniądze.

Widzisz się w roli szkoleniowca w przyszłości?

To się w zasadzie już dzieje, bo zdałem odpowiednie egzaminy, żeby móc trenować sumo oraz być sędzią tej dyscypliny. Teraz czekam na stosowne dokumenty ze związku sumo, które to potwierdzą.

Jak wygląda Twój typowy dzień?

Odkąd skończyłem szkołę jest wypełniony pracą zawodową w branży budowlanej, więc czasu na treningi jest na pewno mniej niż dawniej, ale staram się nie zaniedbywać siłowni i po prostu być cały czas w odpowiedniej formie.

Co byłoby Twoją pasją, gdyby nie było sumo i zapasów?

Bardzo możliwe, że jakaś forma motoryzacji albo motorsportu. Zawsze ciągnęło mnie do samochodów czy motorów crossowych. Do tej pory lubię coś podłubać przy silniku albo ruszyć gdzieś w teren.

Co uznajesz za swój największy sukces sportowy w dotychczasowej karierze?

Medal na Mistrzostwach Polski, drugie miejsce w Pucharze Polski, trzecie miejsce w młodzikach w Raciborzu. Te sukcesy w kategorii kadetów chyba mają szczególną wagę, bo tam już walczą zawodnicy, którzy mają za sobą ze cztery czy nawet pięć lat treningów i przypadkowi się nie trafiają.

Marzenia na przyszłość w perspektywie najbliższych dwóch, trzech, pięciu lat?

Medal na Mistrzostwach Europy. W tym roku kończę 22 lata, więc to mogą być już tylko Seniorskie Mistrzostwa Europy. A potem, zobaczymy...

I tego medalu Ci życzę w imieniu Czytelników Gazety Myślenickiej.

rozmawiał Rafał Podmokły

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).