„Strefa interesów” – czy dostrzegasz jeszcze dym z komina?

„Strefa interesów” – czy dostrzegasz jeszcze dym z komina?

Sporo rozbieżnych opinii wywołał ten oscarowy film na środowym seansie Dyskusyjnego Klubu Filmowego. „Strefa interesów” opowiada o kilkuletnim okresie, gdy Rudolf Hoess, komendant obozu Auschwitz-Birkenau mieszka razem ze swoją rodziną tuż obok swojego „miejsca pracy”.

Z obozu jednak nie widzimy żadnych obrazów. Docierają tylko szczątki okrzyków, echa wystrzałów i obraz dymu unoszącego się z odległych o kilkaset metrów kominów. W domu Hoessa toczy się jednak normalne życie. Okruchy tego, co się dzieje za obozowym murem od czasu do czasu jednak wychodzą. Rzeką gdzie kąpią się dzieci Hoessa przepłyną ludzkie prochy, w tubce pasty do zębów które otrzyma z obozu żona Hoesse, Hedwige pojawi się ukryty diament. Ale zarówno Hedwige jak i pozostali członkowie rodziny już się na te sygnały uodpornili. Rodzinna idylla trwa, kwitnie doglądany przez Hedwige ogród, dzieci kąpią się w pięknym basenie. Przyzwyczajamy się. Również jako oglądający ten film.

Tak jak przyzwyczajamy się czasami do patologicznych sytuacji, których symptomy dobiegają do nas zza ściany czy zza granicy. Film Jonathana Glazera w taki przewrotny sposób jednak „krzyczy” do nas. Ta ścieżka dźwiękowa, w której z większym zainteresowaniem w pewnym momencie słucha się tego, co dobiega z drugiego planu niż rozmów głównych bohaterów jest taką próbą wrażliwości dla widza. To był również główny zarzut wobec „Strefy interesów”, że nie wywołuje emocji. Osoba nieznająca kontekstu może się zdrowo wynudzić i trudno uznać, że jest to film, który pod każdą szerokością geograficzną zrobi jakieś wrażenie albo przynajmniej wywoła zainteresowanie historią hekatomby w Auschwitz. Ale warto „Strefę Interesów” zobaczyć nie tylko po to, żeby wiedzieć za co teraz dają Oscary czy też jakie eksperymenty formalne ubarwiają dosyć monotonną narracje. Obejrzyjcie ją, żeby sprawdzić czy jeszcze słyszycie zdławiony krzyk, albo szept rozpaczy zza płota, zza ściany i zza granicy.

Rafał Podmokły Rafał Podmokły Autor artykułu

Dziennikarz, meloman, biblioman, kolekcjoner, chodząca encyklopedia sportu. Podobnie jak dobrą książkę lub płytę, ceni sobie interesującą rozmowę (SPORT, KULTURA, WYWIAD, LUDZIE).