Student z komputerem
25 kwietnia bieżącego roku spotkało mnie coś bardzo miłego. Zaproszono mnie do wygłoszenia wykładu w ramach myślenickiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku i mogłem wystąpić w Liceum, które wiele lat temu ukończyłem. W liceum spotkałem Dyrektora Jacka Ślósarza i mojego nauczyciela Andrzeja Bałę, fizyka, który pokierował moim umysłem (skłaniającym się początkowo do humanistyki) w kierunku nauk ścisłych i techniki. Spotkanie było ogromnie dla mnie radosne, bo dodatkowo uczestniczyli w nim Senator Stanisław Bisztyga i Redaktor Marek Stoszek.
Gdy wszedłem do Auli i spojrzałem na słuchaczy – to z radością zauważyłem, że żaden z nich nie ma na kolanach komputera. Gdy wykładam na AGH to większość studentów zaraz otwiera swoje komputery i gdy do nich mówię, to ich szybko biegnące palce coś tam na klawiaturze wystukują. Mam nadzieję, że sporządzają w ten sposób notatki z wykładu, ale być może konfrontują przekazywane przeze mnie wiadomości z tym, co im usłużnie podsuwają Google, albo wysyłają i odbierają emaile – nie wiem tego i czasem mnie to peszy.
Przebywając wśród studentów widzę, jak ogromnie uzależniają się oni od techniki komputerowej. To dobrze, że chcą i potrafią z niej korzystać. Ale to źle, że przedkładają używanie komputera nad własne myślenie. Dla ilustracji tej tezy przywołam opowieść jednego z moich kolegów, specjalisty telekomunikacji, który opisał to w emailu do mnie w taki sposób (przytaczam dosłownie jego słowa):
„Pojawił się u mnie na konsultacjach prowadzonych przez Internet, magistrant, któremu próbowałem pomóc rozwiązać banalny problem związany z telekomunikacją. Student miał jednak taki zwyczaj, że gdy tylko napisałem na wirtualnej tablicy dwie liczby (dane do zadania), on natychmiast przestawał mnie słuchać, otwierał arkusz Excela, wprowadzał tam moje liczby, po czym klikał myszą na lewo i prawo produkując całą lawinę diagramów, wykresów i wszelkich excelowych niedorzeczności zupełnie niezwiązanych z problemem.
A liczby były faktycznie tylko dwie, mianowicie liczba wysłanych przez Internet pakietów i liczba pakietów odebranych. Przy tak niewielkiej liczbie danych student uzbrojony w komputer i wierzący, że jest to narzędzie dostarczające wszelkich rozwiązań na dowolny temat - nie bardzo mógł się popisać.
Problem sprowadzał się bowiem tylko do policzenia, jaki procent pierwszej liczby stanowi liczba druga. To wszystko!
Gdy w ramach dyskretnej wskazówki zasugerowałem studentowi działanie arytmetyczne, w którym występują obie liczby wejściowe, liczba 100, takoż znaki mnożenia oraz dzielenia, student (nadal operując w Excelu) zaczął generować wszelkie możliwe permutacje tych elementów, niczym ślepiec próbujący ułożyć kostkę Rubika. Dzięki wydatnie mniejszej liczbie możliwości, udało mu się w końcu trafić, choć nie bez dodatkowej wskazówki. Rozwiązał zatem problem policzenia procentów metodą Monte Carlo.
Student posiadał jednak pewną klasę, gdyż na zakończenie naszych „konsultacji” przeprosił mnie tłumacząc, że telekomunikacja nie jest jego silną stroną, bowiem specjalizuje się - uwaga! - w cyberbezpieczeństwie. Dowiódł tym, że problem policzenia procentów występuje wyłącznie na egzotycznych peryferiach telekomunikacji, której znajomość w cyberbezpieczeństwie jest zbyteczna”.
Proszę wybaczyć, że dzisiaj wykorzystałem w felietonie cudze opowiadanie, ale gdybym opowiedział jedną z moich osobistych przygód z którymś z moich studentów – to mógłbym narazić się na donos do władz uczelni, oskarżający mnie o ich złe traktowanie. Obecne prawo pozwala bowiem studentom na wysuwanie przeróżnych roszczeń i pretensji pod adresem wykładowcy!
No to niech lepiej pastwią się nad swoimi komputerami..
