Sytuacje jest trudna, ale działać trzeba

Sytuacje jest trudna,
ale działać trzeba
Fot. M. Stoszek

Już po raz trzeci, w przeciągu roku, doświadczamy tego, czego boimy się najbardziej: niepewności. Niepewności o to, jak sobie poradzimy, co będzie z naszą pracą i z wszystkim tym, co jeszcze do niedawna było czymś oczywistym. Przed nami trzecia fala pandemii i trzecia fala kłopotów.

Okazuje się, że koronawirus zdominował całe nasze dotychczasowe życie i w poważnym stopniu nim zachwiał. Zachwiał również naszą gospodarką, działalnością firm, a że gospodarka to system naczyń połączonych, cierpimy na tym wszyscy.

Jak w tych trudnych czasach radzi sobie przemysł rolno-spożywczy, a konkretnie przetwórstwo mięsa, dowiemy się od pana Józefa Górki właściciela i zarządcy zakładu „Wędzonka” sp. z.o.o w Myślenicach. Pan Józef Górka od 1980 roku jest przedsiębiorcą na rynku w branży przetwórstwa mięsnego, zajmuje się ubojem, produkcją i handlem. Wieloletnie doświadczenie sprawia, że na swojej działalności zna się jak mało kto.

- Rok 2020 był bardzo trudny dla gospodarki, nie tylko przemysł ciężki, ale i przemysł spożywczy ponosił tego konsekwencje. Na czym to polegało? Ano na tym, że spadek produkcji, a jest on bardzo duży, spowodowany był tym, że w wyniku lockdownu pozamykano restauracje, hotele, odwołano wszystkie imprezy okolicznościowe, a wiele hurtowni, które zaopatrywały odbiorców nie tylko na terenie Małopolski, ale i na terenie Śląska, Podkarpacia, Mazowieckiego, ograniczyło swoją działalność - wyjaśnia pan Józef Górka.

Myślenicka „Wędzonka”, firma rodzinna, od początków powstania znana jest praktycznie w całej Polsce, jej główny obszar handlowego działania to południowa, wschodnia i zachodnia część naszego kraju, ale również i duże ośrodki, jak na przykład Warszawa i Wrocław. Firma dostarcza swoje wyroby m.in do słynnej szkoły Orląt w Dęblinie, współpracuje z rezerwami państwowymi, zaopatruje jednosteki budżetowe. Jak przyznaje Józef Górka:

- Również tam dał się odczuć covid, ograniczeniu uległy na przykład ćwiczenia wojskowe, również szkoły wojskowe, które zaopatrujemy, przechodziły covid i zmniejszały zapotrzebowanie. Niestety w wyniku tego obroty firmy spadły i to znacznie.

Koronawirus odcisną swoje złowrogie piętno na wszystkich, poprzez duże firmy, hurtownie, skończywszy na producentach, tych większych i mniejszych oraz na klientach indywidualnych.

- Niestety odbiło się to również na produktach rolno-spożywczych. W ubiegłym roku na przykład, cena żywca, bo w tym się specjalizuję, spadła i to znacznie, z uwagi na to, że nie było zbytu, a koszty produkcji wzrosły, w tym: koszty energii, przypraw, dodatków i tym podobnych. W związku z tym, w bardzo trudnej sytuacji znaleźli się również rolnicy indywidualni, gdyż nie było zbytu na ich produkty, a cena była bardzo niestabilna. Sytuacji nie poprawił również okres świąteczny, kiedy notowany jest zwykle większy zbyt - relacjonuje właściciel „Wędzonki”.

Również i w tym momencie sytuacja wydaje się być bardzo trudna. Już za moment ponownie wkraczamy w okres przedświąteczny, ale z uwagi na lockdown, który mamy od soboty na ulicy i w sklepach klientów nie widać.

- Niestety brak klienta widać nie tylko w sklepach na terenie Myślenic, ale w całej Polsce. Rozmawiam z kolegami z branży, którzy mają podobną sytuację. Również hurtownie i restauracje działające na przykład w rejonach podgórskich, ograniczyły zamówienia - mówi nam Józef Górka.

Jak wiadomo, sukces firmy to w dużej mierze sprawdzona załoga, dlatego w dobie koronawirusa, ważne jest, aby pracownicy czuli się w miarę spokojni o swoje zatrudnienie. - W firmie nie robiłem żadnych zwolnień, bo mam pełną świadomość, że dla wielu pracowników to jedyne źródło dochodu. Współpracuję z nimi od lat i wiem, że niektórzy ich współmałżonkowie zostali zwolnieni z firm, które ograniczyły produkcję. Jak będzie to długo trwać - trudno powiedzieć, ale mam nadzieję, że w końcu ta sytuacja w kraju ulegnie poprawie - opowiada prezes.

Firma „Wędzonka” skorzystała tylko z pierwszej transzy pomocy z „Tarczy” dla przedsiębiorstw, później radziła i radzi sobie już sama. Sytuacja jest trudna również z uwagi na stałe zwiększanie się kosztów produkcji w tym kosztów energii i podatków.

Specyfika branży spożywczo przetwórczej z uwagi na kontakt z żywnością wymaga szczególnej troski o higienę i wymogi sanitarne. Dodatkowo pandemia wymogła zwiększenie środków ostrożności i zmianę codziennych nawyków przed rozpoczęciem pracy.

- Wszelkie środki i wymogi sanitarne zaczęliśmy stosować natychmiast po ich wprowadzeniu. Rano przed wejściem mierzona jest temperatura u wchodzących pracowników, maski, dezynfekcja - to wszystko stosowaliśmy od samego początku i oczywiście nadal stosujemy. Na początku, nie ukrywam, były kłopoty z zakupem na przykład płynu do dezynfekcji, ale udało się go nabyć. Wszystkie wymogi sanitarne są u nas ściśle przestrzegane. Do minimum ograniczony jest kontakt z osobami z zewnątrz, pewien wyjątek stanowią rolnicy, którzy przywożą żywiec, ale i z nimi staramy się załatwiać sprawę obok zakładu i również ograniczamy kontakty. Mieliśmy niestety przypadek koronawirusa w zakładzie, wtedy część osób poszła na urlopy, a ci, którzy mieli kontakt z zakażonymi, na kwarantannę. Mam nadzieję, że dzięki tym zabiegom choroba ominie nasz zakład - mówi właściciel firmy.

Jak w każdej branży, podobnie i w tej, pandemia zmieniła klienta. Kupujemy, bo musimy jeść, jednak kupujemy inaczej, niż przed wybuchem epidemii. Oczywiście związane jest to ze zmianą trybu życia, ograniczeniem spotkań towarzyskich i imprez okolicznościowych, a wiadomo, że są to główne czynniki napędzające branżę spożywczą. Gospodarka i ekonomia to system bardzo powiązanych ze sobą wzajemnych zależności. I trudności jednych odbijają się na działalności drugich. Nie inaczej jest i w przypadku „Wędzonki” - jak przyznaje Józef Górka: - Wytworzyły się niesamowite problemy z płatnościami, i to nie tylko w jednostkach budżetowych, które między innymi zaopatrujemy, ale powstały poważne problemy u odbiorców, którzy zaopatrują na przykład restauracje, hotele, takie powiedziałbym żywienie turystyczne. Oni co prawda otrzymali pomoc, ale ich zadłużenie w stosunku do innych firm jest bardzo duże. Niestety pozwy o zapłatę, które zmuszeni jesteśmy wystawiać, pozostają praktycznie bez odzewu. Obawiam się, jako przedsiębiorca z doświadczeniem, że będzie im bardzo ciężko wyjść z tego impasu, szczególnie firmom małym i średnim. Sytuacja jest bardzo trudna.

Ciężko tutaj o optymizm, ale pocieszającym faktem jest to, że mimo kolejnej fali epidemii i kolejnego lockdownu, życie całkowicie nie zamarło i nasi rodzimi przedsiębiorcy starają się przetrwać, pracować i co ważne zatrudniać ludzi.

Małe i średnie przedsiębiorstwa zawsze były podporą gospodarki i dawały ludziom nadzieję na zatrudnienie, nawet w tych najtrudniejszych czasach, z początku transformacji, gdy bezrobocie było dwucyfrowe. Miejmy nadzieje, że wieloletnie doświadczenie i znajomość rynku, tak jak w przypadku „Wędzonki” zaprocentuje w tym szczególnie trudnym czasie i pozwoli na kontynuowanie dzielności.

Marek Stoszek Marek Stoszek Autor artykułu

Socjolog i kulturoznawca. Badacz i propagator historii, kultury i tradycji naszego regionu. Dziennikarz, w latach 2019 i 2020 redaktor naczelny Gazety Myślenickiej.