„Szlachetna Paczka” trafiła do rodzin i osób samotnych
Za nami Weekend Cudów, czyli finał tegorocznej Szlachetnej Paczki, ogólnopolskiej akcji, która niesie pomoc potrzebującym także w mieście i gminie Myślenice oraz okolicznych gminach. Odwiedzając w sobotę magazyn Szlachetnej Paczki, który w tym roku mieścił się w Zespole Placówek Oświatowych w Drogini, mieliśmy okazję przekonać się (zresztą nie pierwszy raz) z jakim oddaniem wolontariusze pracowali, aby wszystkie paczki dostarczone przez darczyńców trafiły do rodzin i osób samotnych, dla których zostały przygotowane. Tych rodzin i osób było w tym roku 87 i wszystkie otrzymały pomoc.
„Szlachetna Paczka” tylko w nazwie jest w liczbie pojedynczej. W magazynie było widać, że pomoc dla jednej rodziny lub osoby samotnej mieści się w kilku, kilkunastu a nawet kilkudziesięciu paczkach. Najczęściej były w nich: żywność, środki czystości, odzież i buty. Ale nie tylko to, bo również sprzęt AGD, meble, rower, albo laptopy. Wszystko w zależności od tego czego dana osoba lub rodzina potrzebuje i jakie potrzeby wskazała podczas spotkania z wolontariuszami Szlachetnej Paczki. Łączna wartość paczek, które trafiły w ten weekend najpierw do magazynu, a stamtąd do rodzin i osób samotnych to blisko 429 tys. zł!
Ale ich wartość materialna to jedno. Darczyńcy przekazują w tych paczkach coś jeszcze, coś niewymiernego, coś nie do przecenienia: świadomość, że są ludzie, na których można liczyć, że nie jest się pozostawionym samemu sobie i nadzieję na lepsze jutro.
Natalia Olszyniak, liderka Szlachetnej Paczki w rejonie Myślenice i okolice, była u kilku rodzin, kiedy otrzymały paczki i widziała ich radość i niedowierzanie, że to się dzieje naprawdę.
- Pewna dziewczyna na widok zabawek, które dostała nie mogła przestać radości skakać przez dobrych kilka minut. A dorośli? Dziękowali nam. Były łzy i dużo wzruszeń, ale w ich głosach słychać było radość i ulgę, że nie muszą martwić się o jutro - opowiada wolontariuszka.
Wszystkich rodzin i osób samotnych, które w tym roku odwiedzili wolontariusze rejonu Myślenice i okolice było 113. Odwiedzali je, poznawali ich historie, przeprowadzali wywiady. Spośród nich 87 zakwalifikowali do udziału w akcji, a teraz nie kryli radości, że każda znalazła swojego darczyńcę, bo jak mówili, każdy z tej 87, czy to rodzina czy osoba samotna, potrzebuje tej pomocy i zasługuje na nią.
To, że ją otrzymają to zasługa nie tylko 28 wolontariuszy, bez których pracy akcja nie mogłaby się odbyć, ale również 3373 innych osób! Dokładnie tyle było w tym roku darczyńców, czyli osób zaangażowanych w przygotowanie paczek. - W tym roku mniej było paczek od firm i instytucji, a więcej od rodzin albo grup znajomych - mówi Natalia Olszyniak.
Wśród darczyńców byli Ania i Wojtek. - Od samego początku bardzo kibicujemy „Szlachetnej Paczce” i już kilka razy robiliśmy paczki. Zazwyczaj w Krakowie, ale w tym roku pomyśleliśmy, że miejscowości wokół Krakowa mają mniej darczyńców… - powiedzieli nam zagadnięci kiedy przywieźli paczki do Drogini. Wybrali samotną młodą kobietę w ciąży. - Sami mamy dzieci i wiemy, że lepiej poświęcić czas im niż walce o byt. Dlatego mamy nadzieję, że paczka pomoże jej skupić się na dziecku - dodali.
W magazynie spotkaliśmy też wolontariuszy. Jedna z nich - Dominika powiedziała nam, że zanim trafiła do „Paczki…” nie zdawała sobie sprawy z tego w jak skrajnie trudnych warunkach żyje wielu ludzi i z jakim ubóstwem mierzą się na co dzień. - Komuś kto tego nie widział trudno będzie sobie to wyobrazić - mówiła.
- Jestem wolontariuszką już czwarty rok, dlatego widziałam już wiele, ale i tak ciągle zdarzają się historie, które łamią serca jak historia starszej kobiety, której po odliczeniu stałych opłat, na życie zostaje 84 zł. Na miesiąc! - mówiła Weronika, która oprócz tego, że czwarty rok jest wolontariuszką to już dwa razy jednocześnie była darczyńcą.
Obie dziewczyny zauważają, że paradoksalnie stamtąd gdzie bieda jest największa, słychać najmniej próśb o pomoc. - Ludzie najbardziej potrzebujący wstydzą się prosić o pomoc, a kiedy do nich trafiamy często mówią, że inni mają jeszcze gorzej, więc lepiej pomóc tamtym - mówią wolontariuszki.
Na koniec warto wspomnieć jeszcze o tych, którzy pomagali wolontariuszom pomagać. W czasie Weekendu Cudów w transportowaniu paczek wspierali ich druhowie ochotnicy m.in. z Trzemeśni, Wiśniowej i Poznachowic, a lokalne firmy zadbały o to, aby nikt nie pracował głodny.
