Sztuka życia według kobiety dojrzałej
W tym roku minie 19 lat od czasu kiedy Mariola Matejczyk założyła działalność gospodarczą i prowadzi w Myślenicach gabinet masażu ARS VITA Terapie na twarz i ciało. „Ars vita” to z łaciny „sztuka życia”, a ta według niej to proste życie, takie, w którym człowiek potrafi zwolnić, odłożyć na bok telefon, wsłuchać się nie tylko w swoje ciało, ale też umysł i emocje. Wierzy, że tylko dzięki takiemu holistycznemu podejściu można osiągnąć równowagę i dobrostan.
Przedsiębiorczyni jest dowodem na to, że można wrócić do pracy po długiej przerwie. Co więcej - w zupełnie nowym zawodzie. Udowodniła, że pracę i zawód można zmienić, a ta zmiana może otworzyć nowe perspektywy i możliwości. Została masażystką. I sama sobie szefową.
Będąc młodą mamą pracowała w biurze kancelarii prawnej i rozważała podjęcie studiów prawniczych, do czego zresztą namawiała ją ówczesna szefowa. Postawiła jednak na macierzyństwo i myśli o nauce zeszły na drugi plan, a potem, tym razem ze względów zdrowotnych, na jeszcze dalszy. Wspólnie z mężem podjęła decyzję o zostaniu pełnoetatową mamą i panią domu.
- Absolutnie nie żałuję tego czasu, ale po prawie 15 latach pracy w domu i opieki nad synami poczułam, że chcę zrealizować swoje aspiracje zawodowe i rozwinąć pasje. Przez dysfunkcję wzroku wiedziałam, że nie wchodzą już w grę studia, ani praca wymagająca przemęczania wzroku. Zaczęłam więc szukać alternatywy i pomysłu na siebie. Znalazłam w Krakowie Szkołę Masażu Leczniczego dla osób niewidzących i słabowidzących. To była szkoła dzienna, więc było to dla mnie wyzwanie organizacyjno-logistyczne, bo przez dwa lata wyprawiałam do szkoły jednocześnie dzieci i siebie – mówi. I dodaje: - Można powiedzieć, że to, iż zostałam masażystką było w jakimś sensie zrządzeniem losu i na początku wyborem nie do końca wymarzonym. Nie wiedziałam czy to polubię, czy się w tym odnajdę. Na szczęście moje obawy okazały się niepotrzebne.
Ukończyła szkołę, zdobyła nowy zawód, założyła firmę ARS VITA i otworzyła gabinet masażu. Z czasem zaczęła zgłębiać również inne tematy, które od zawsze ją interesowały. I tak została kosmetyczką, refleksologiem, naturopatką, edukatorką i trenerką świadomego i zdrowego stylu życia, a w swoim gabinecie, oprócz masażu, zaczęła zajmować się także kosmetyką i modelowaniem sylwetki. Jej oferta poszerzała się z każdym rokiem. Prowadziła gabinet, zatrudniała pracowników, szkoliła kosmetyczki i nieustannie się kształciła. Jednak od pewnego czasu, jak mówi, wraca „do źródeł”, czyli masażu, dotyku i terapii manualnych. Zajmując się ciałem wierzy w związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy tym jak żyjemy i jak się czujemy, i w to, że od dbałości o ciało, aktywności fizycznej, diety, niemniej ważne są spokój, pogoda ducha, wdzięczność i otaczanie się ludźmi, którzy, jak mówi, „ciągną nas w górę, a nie w dół”.
- Styl życia, stres, pośpiech, ludzie wokół nas, praca - to wszystko wpływa na nasz dobrostan. To przekonanie zawsze było we mnie, a z czasem wyszło na pierwszy plan – mówi.
„Sztuka życia” to coś czego uczymy się przez całe życie i najczęściej dopiero w dojrzałym wieku możemy powiedzieć, że coś o niej wiemy. Dlatego Mariola najbardziej lubi pracować właśnie z osobami dojrzałymi.
- Bardzo mocno skupiam się teraz na kobietach 40+ i starszych. Kobiety, które mają już dorosłe dzieci znajdują wreszcie dla siebie przestrzeń, finansową i czasową. Chcą i mogą zająć się sobą. Często są to panie, które nie korzystały wcześniej ani z zabiegów kosmetycznych, ani z masaży, dlatego dopiero odkrywają przyjemności jakie mogą sobie podarować – mówi.
Do jej gabinetu, jak mówi, kobiety często przychodzą, bo chciałyby zatrzymać czas, nauczyć się dbania o twarz, o skórę, która ma zupełnie inne potrzeby niż w wieku 20, czy 30 lat.
- Kiedy poczują dotyk zaczyna schodzić z nich napięcie i stres, uwalniają się emocje, bywa, że kobiety zasypiają, ale bywa też, że płaczą. Po masażu nie parzą w lustro jak wyglądają, ale są zachwycone tym, jak dobrze się czują. Dla mnie to znak, że zaczynają wsłuchiwać się w siebie, czuć swoje ciało. I o to chodzi, bo wbrew pozorom to nie jest takie łatwe, zwłaszcza teraz, kiedy tyle bodźców jest wokoło. Rozmawiam z klientkami, wymieniamy doświadczenia, dzielimy się radami, a kiedy widzę jak wracają do mnie odmienione, zadowolone, czuję, że moja praca ma sens. I właśnie te chwile najbardziej w niej lubię – mówi Mariola.
To szczególne ukierunkowanie na tę grupę tłumaczy też tym, że sama jest w tym przedziale wiekowym i wie, że dojrzałe kobiety mierzą się z nowymi wyzwaniami. Jednym z nich jest menopauza i cały okres ją poprzedzający.
- Menopauzę zwykle przechodzi się około 50 roku życia, ale jest jeszcze perimenopauza, która zaczyna się wiele lat wcześniej i może dotyczyć już trzydziestokilkulatek – mówi Mariola. I dodaje, że teraz, kiedy sama weszła w ten wiek, doskonale rozumie co kobiety przeżywają i potrafi im pomóc lepiej niż kiedykolwiek wcześniej.
- Wiem jak trudno odnaleźć się w tym okresie. Nasze ciało zmienia się, skóra staje się mniej jędrna, elastyczna, sucha, przebieramy na wadze, pojawiają się zmarszczki. To są poważne problemy dla kobiety, która jest jeszcze aktywna zawodowo, pracuje. Kilka lat temu, kiedy mnie to nie dotyczyło nie potrafiłam tego zrozumieć i pomóc klientkom, a kiedy przyszedł ten czas u mnie, wiem już ile kosztuje wysiłku, aby „utrzymać się na powierzchni”. Od kobiet oczekuje się, że będą czynne zawodowo, w 100 procentach dyspozycyjne i produktywne, zadbane, szczupłe, uśmiechnięte. Tymczasem mało która kobieta przechodzi menopauzę bezobjawowo, a zmiany zachodzą nie tylko na poziomie ciała, ale również psychiki i emocji. To nie tylko znane ogólnie uderzenia gorąca, ale często też mgła mózgowa, rozdrażnienie, huśtawka nastrojów. Kobiety często są zagubione, nie rozumieją co się dzieje i szukają pomocy u lekarzy. Chodzą od jednego specjalisty do drugiego, bywa, że są odsyłane do psychiatry, a okazuje się, że winne są hormony. Znając fizjologię ciała potrafimy lepiej poradzić sobie z trudnościami wieku dojrzałego. Masaż i terapie manualne pomagają zwalczyć napięcie w ciele. Uwolnić emocje i zrelaksować ciało i układ nerwowy. Dodatkowo zyskujemy wygładzoną i promienną twarz, pięknie dotlenione, ukrwione i jędrne ciało – mówi Mariola. I dodaje: - Edukacja i świadomość to kluczowe i bardzo ważne aspekty mojej pracy. Tak definiuję swoją misję i tak pragnę być postrzegana - jako edukatorka świadomego i zdrowego stylu życia.
Na pytanie co jest według niej najważniejsze w tym zawodzie bez wahania odpowiada: - Uważność na drugiego człowieka, poświęcenie mu maksimum czasu i uwagi, bo klient płaci nie tylko za czas spędzony z nami, ale również za naszą uwagę. Masaż to dotyk, dzielenie się energią, dlatego ważne jest, aby pracować ze spokojem, radością, życzliwością. Atmosfera gabinetu udziela się już od wejścia. Aromaterapia, gra światła, muzyka, świadomy oddech i czuły dotyk to gwarancja relaksu, odprężenia, zdrowia i uśmiechu po sesji masażu.
W swoim zawodzie czuje się spełniona, dlatego nie ukrywa, że chciałaby spróbować nowych wyzwań i zająć się szkoleniem innych. – Chcę wykorzystać wiedzę, doświadczenie i przekazać je innym, nie tylko profesjonalistom, ale też moim klientkom - kobietom, które chciałyby nauczyć się automasażu, ćwiczeń mięśni twarzy, pielęgnacji i zaopiekowania się sobą. Służę radami z zakresu szeroko pojętej medycyny integracyjnej, czyli naturoterapii, medycyny chińskiej, ajurwedy, ziołolecznictwa, medycyny informacyjnej. Pogłębianie wiedzy i dzielenie się nią jest moja pasją. Mamy teraz tak dużo możliwości rozwoju w różnych dziedzinach. Nie bójmy się doświadczać życia, zmieniać go, próbować, czasem ryzykować. „Jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana” - te słowa wygłosił ponad 2500 lat temu grecki filozof Heraklit z Efezu, a jakże są właściwe i we współczesnym świecie – mówi Mariola.
W wolnych chwilach, po pracy najbardziej lubi wycieczki i różnego rodzaju aktywności: długie spacery z psem, obserwację przyrody, muzykę, ale również „leniwe, wiejskie życie”. Życie, jak dodaje, „w zgodzie z sobą”.
- Rodzina jaką stworzyłam z mężem jest dla mnie najważniejsza. Z satysfakcją obserwujemy jak dzieci układają swoje życie. Radość z wnuków, grono sprawdzonych i oddanych przyjaciół - to filary, na których opieramy nasz związek, rodzinę i firmę. Z natury jestem optymistką, dla mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna. Wierzę, że dając ludziom uśmiech i dobro otrzymuję od losu w dwójnasób. To nic nie kosztuje, a buduje zdrowe, przyjazne i pomocne relacje – mówi.
