Tak wspominacie Stacha Cichonia: Maciej Ostrowski

4 grudnia 2014 Wydanie 45/2014

Poznałem Stasia Cichonia już w 1989 roku jako bardzo młody chłopak. Byłem wtedy uczniem myślenickiego Liceum. Zaproponował mi wówczas współpracę przy kolportowaniu pierwszych egzemplarzy Czasopisma Komitetu Obywatelskiego, które później przekształciło się właśnie w Gazetę Myślenicką. Stanisław przekazywał nam czasopismo w sobotę, a my z kolegami w niedzielę sprzedawaliśmy je pod kościołem. Wiosną 1990 roku poprosił nas o pomoc przy kopaniu ław pod fundamenty schroniska na Kudłaczach. Oczywiście zgodziliśmy się bez wahania. Stanisław zarażał nas pozytywną energią, dlatego nie mieliśmy wątpliwości żeby mu pomóc. Tydzień później - nadal razem, stawialiśmy fundamenty obecnego i znanego nam wszystkim obiektu.

Nasze wspólne drogi spotykały się jeszcze wielokrotnie. W 1998, kiedy rozpocząłem pracę w Urzędzie Miasta i Gminy Myślenice Stanisław Cichoń był dziennikarzem ukochanej przez Niego Gazety Myślenickiej. Pięć lat później w 2003 roku został jej Redaktorem Naczelnym. Prowadził chyba wszystkie Dni Myślenic. Wspólnie je otwieraliśmy i zamykaliśmy. Jego głos… przywitanie „myślenicką piąteczką” zostaną w mojej pamięci na zawsze. Wszystko co robił wynikało z autentycznej wiary w ludzi. Robił to w jedyny i niepowtarzalny sposób, tak po myślenicku.

Stachu towarzyszył nam jaki konferansjer czy organizator podczas wszystkich ważnych wydarzeń ostatniej dekady. Otwierał z nami halę widowiskowo-sportową, prowadził koncerty, mecze, aukcje. Z takim zachwytem opowiadał o hali, że tyle lat przyszło nam czekać na prawdziwy sportowy obiekt. Był zawsze tam, gdzie ludzie robili coś dobrego, ale nie bał się podejmować wyzwań. Interweniować w sprawie pokrzywdzonych. Bezinteresownie pomagał. Jego wielkim dziełem jest Zlot Szlakami Walk Partyzanckich na Suchej Polanie. Spotkania z kombatantami, msza święta i uśmiechnięty Staszek, który z takim szacunkiem i pieczołowitością celebrował każdą chwilę obecności ze świadkami historii - kombatantami uczestniczącymi w Zlocie. To są niezapomniane chwile.

Z biegiem lat nasza znajomość dojrzewała. Staliśmy się nie tylko zawodowymi partnerami, ale także bardzo dobrymi kolegami. Dużo rozmawialiśmy. Wspólnie planowaliśmy. Jeszcze w piątek tuż przed śmiercią dyskutowaliśmy o dalszym rozwoju schroniska na Kudłaczach - zwłaszcza o poświęceniu leśnej kapliczki. Zwykł mawiać, że jak się za coś zabieramy, to trzeba „po myślenicku”, „po bożemu”. Wierny tradycji chrześcijańskiej, naturze - jej naturalnemu pięknu. Wraz z jego odejściem kończy się pewne era w naszym życiu społecznym i osobistym… Ale wierzę - ufam, że tam w niebie Stasiu „po myślenicku” tworzy nową erę…

Maciej Ostrowski