„Tatami” - więcej niż sport
Dziesięć lat więzienia. Tyle lat miała dostać Zar Amir Ebrahimi grająca w tym filmie trenerkę i zarazem reżyserka „Tatami”. Powodem było prywatne erotyczne video, które bez jej wiedzy wyciekło do sieci. Człowieka, który ten wyciek spowodował nie spotkały żadne nieprzyjemności. Szokujące? Być może, ale mówimy o Iranie. Republice islamskiej, w której kobieta ma najogólniej mówiąc niewiele do powiedzenia, a odejście od islamu jest karane śmiercią.
W „Tatami” widzimy jednak irańskie kobiety w rolach jakby zupełnie nie przystających do irańskiej rzeczywistości. Walczą. Leila (w tej roli piękna Arienne Mandi) jest dżudoczką, która na mistrzostwach świata w Tbilisi ma szansę osiągnąć życiowy sukces. Jej trenerka Maryam (Ebrahimi) prowadzi całą drużynę Iranu, ale swojej podopiecznej poświęca szczególną uwagę, być może widząc w niej własne odbicie z czasów, gdy sama występowała na tatami. Na początku walczą tylko z innymi dżudoczkami. Potem muszą walczyć również z władzami, nie tylko sportowymi, swojego kraju, które nakazują Leili wycofać się z turnieju, gdy coraz realniejsza staje się możliwość jej walki z dżudoczką z Izraela.
Czy Leila i jej trenerką ugną się przed coraz mocniejszymi groźbami płynącymi z kraju? Czy uda im się zachować godność? Czy zrealizują swoje marzenie sportowe, które w międzyczasie przerodzi się z walki o medale w walkę o wolność? I czy ich przyjaźń przetrwa najcięższą próbę?
Byłoby pięknie, gdyby filmowa historia była tylko fantazją reżyserki albo scenarzysty, ale wydarzyła się w rzeczywistości, chociaż w nieco innej formie. Dotyczyła wówczas irańskiego dżudoki, ale w wersji żeńskiej w „Tatami” zyskuje nową symbolikę. Symboli zresztą w tym filmie nie brakuje, bo minimalistyczne, czarno - białe dzieło Zar Amir Ebrahimi ogląda się trochę jak grecką tragedię, odartą ze zbędnych ozdobników. Sekwencje walki w „Tatami” jakkolwiek fascynujące to więcej mają w sobie z estetyki „Wściekłego byka” niż z „Rocky’ego”. Nie widać praktycznie publiczności i niczego, co by odciągało uwagę od tego wielkiego i kameralnego zarazem dramatu. Mrocznego, ciemnego i szalenie wciągającego od pierwszych sekwencji. I chyba trochę nawiązującego do „Persepolis”, słynnego i nagradzanego na wielu festiwalach animowanego dzieła filmowego produkcji irańskiej z 2007 roku.
Bardzo żywą dyskusję wywołało „Tatami” również na ostatnim Dyskusyjnym Klubie Filmowym prowadzonym przez Krystynę Łętochę w Myślenickim Ośrodku Kultury i Sportu. To zaskakujące jak wiele bardzo dobrych opinii zebrał film o tak wymagającej przecież estetyce. A wam drodzy Czytelnicy, jak się podobał?
