Teatry amatorskie

Teatry amatorskie
„Śluby Panieńskie” - LO Myślenice

Dzisiaj na brak rozrywki nie możemy narzekać. Wystarczy włączyć telefon i ma się do wyboru setki ofert różnych zabawnych albo dających do myślenia podcastów, materiałów wideo czy pełnych filmów. Jeśli zmęczy nas oglądanie wielkich historii na małym ekraniku smartfona – to przecież w każdym domu jest już telewizor, niekiedy z ekranem na pół ściany, a kablówka dostarcza dziesiątki kanałów do wyboru. Trzeba wręcz bardzo chcieć, żeby tego nie oglądać!

Inna rzecz, czy są tam rzeczy które warto oglądać - ale to chwilowo pozostawię na uboczu.

Są też narzędzia w Internecie, które pozwalają na autoprezentację. Dla mniej wymagających jest możliwość prezentowania filmów przez siebie sporządzonych na Facebooku (głównie dla znajomych). Dla tych, którzy sądzą, że mogą coś pokazać całemu światu - dostępny jest serwis YouTube. Młodzież ma w tym zakresie swój odrębny system TikTok, gdzie można prezentować krótkie (15 sekund!) filmiki robione przy pomocy smartfonów. Są miliony użytkowników na całym świecie!

Tak więc gdy chcemy - możemy coś oglądać, a gdy chcemy sami się pokazać, to możliwości jest także sporo.

Kiedyś jednak tego nie było, więc powstawały i działały teatry amatorskie. Może jestem staroświecki, ale uważam, że była to lepsza forma rozrywki. Uczestniczyłem w zajęciach amatorskiego teatru podczas nauki w myślenickim liceum - i są to jedne z najszczęśliwszych moich wspomnień.

W zespole teatru amatorskiego tworzyła się niepowtarzalna więź, bo każdy trudził się dla wszystkich, a wszyscy troszczyli się o każdego. Częste próby (w moim przypadku dwa razy w tygodniu) przez długi czas (przygotowanie przedstawienia trwało pół roku!) powodowały, że zespół teatru amatorskiego był bardzo zgrany i zżyty, prawie jak rodzina. Co więcej, teksty wystawianych sztuk poznawało się tak dogłębnie, że pamiętam je do dziś i mógłbym wyrecytować obudzony z głębokiego snu w środku nocy. A były to dobre teksty dobrych autorów!

Z kolei publiczność podczas przedstawień amatorskiego teatru cieszyła się nie tylko z tego, że oglądała prezentowaną sztukę (chociaż w tamtych czasach na prowincji to też stanowiło dużą „frajdę”), ale dodatkową radość sprawiało rozpoznawanie na scenie znanych sobie osób - kolegi z tej samej klasy, sąsiada z bloku, dziewczyny spotykanej na ulicy...

Opisałem to w Gazecie Myślenickiej wydanej w dniu 21.01.2020. Można ten artykuł znaleźć na stronie Gazety wśród udostępnionych moich felietonów i przeczytać - a zwłaszcza obejrzeć zdjęcia.

Pierwsze było przedstawienia komedii „Śluby Panieńskie” Aleksandra Fredry. Był to sukces naszego teatru! Wystawialiśmy to najpierw dwukrotnie w Auli Liceum, później na największej scenie w Myślenicach (w kinie „Wisła”), a potem także w okolicznych miejscowościach - zawsze przy pełnej sali i z mnóstwem braw. Ja grałem w tym przedstawieniu Radosta. Żeby w wieku 15 lat wyglądać na mężczyznę w sile wieku musiałem nosić perukę z łysiną i zmarszczkami oraz przywiązaną na brzuchu poduszkę imitującą krągłość sylwetki. Dziś bym żadnego z tych rekwizytów nie potrzebował...

Potem nasza polonistka, Pani mgr Koniuszy, postawiła na ambitniejszy repertuar i następnym przedstawieniem był „Most” Jerzego Szaniawskiego. Grałem tam rolę architekta Tomasza, który musi przyjechać do domu rodzinnego, ale w tym oddalonym od swej pracowni miejscu kontynuuje pracę nad projektem gmachu, który ma być siedzibą „Ligi Przyjaciół Człowieka”. Praca ta ma być wysłana na międzynarodowy konkurs. Tomasz z sukcesem kończy pracę, ale w tym momencie okazuje się, że most, niezbędny do tego, żeby zawieźć projekt na pocztę na drugim brzegu rzeki i wysłać na konkurs - został zerwany przez krę niesioną przez wezbraną wodę. W tym dramatycznym momencie ojciec Tomasza, który o projekcie i całej Lidze Przyjaciół Człowieka wyrażał się lekceważąco - bierze sprawy w swoje ręce. Dalsze szczegóły fabuły sztuki Szaniawskiego i historię kolejnej przygody naszego teatru amatorskiego można przeczytać w moim felietonie opublikowanym w Gazecie Myślenickiej w dniu 13.05.2025. Nie był to duży sukces, ale satysfakcję z udziału w tym przedstawieniu odczuwam do dziś.

Może ktoś z czytelników Gazety Myślenickiej postanowi spróbować, jak smakuje udział w amatorskim teatrze? Ja zdecydowanie namawiam!