Trzebuńska wojna o krzyże (cz. 1)

Trzebuńska wojna o krzyże (cz. 1)
Na zdjęciu stara szkoła w Trzebuni. Fot. źródło: Dziennik Polski. 1873, nr 230

Od momentu uchwycenia władzy przez komunistów w Polsce państwo komunistycznie programowo walczyło z religią. Początkowo ich władza była zbyt słaba, by podołać konfrontacji z katolicyzmem. Stąd na początku władze starały się zamaskować swoje prawdziwe zamiary wobec Kościoła. Religia jednak cały czas przez nich była traktowana jako synonimem zacofania i „opium dla mas”.

Od samego początku, pomimo deklaracji wolności wyznania, religii i jej poszanowania, w imię świeckości państwa, aparat władzy prowadził politykę wojującego ateizmu, nie licząc się z przytłaczającą większością wierzącego, katolickiego i przywiązanego do tradycji społeczeństwa. Ludzie władzy, tzw. nomenklatura, kierownicy, dyrektorzy, milicjanci, sędziowie, prokuratorzy, wojskowi i oczywiście funkcjonariusz aparatu bezpieczeństwa mogli być tylko „partyjni” (czyli z PPR, PZPR oraz sojuszniczych stronnictw) i tym samym musieli się wyrzec religii. Pozostała cześć społeczeństwa, zwykli ludzie jawnie chodzili do kościoła. Był to wyjątek w całym bloku państw komunistycznych, w którym kościół został zepchnięty na margines życia publicznego, w sferę ukrywanej prywatności.

Pomimo podjęcia w latach stalinowskich jawnej walki z Kościołem: aresztowania księży, biskupów, a nawet samego Prymasa, organizowania pokazowych procesów politycznych, to religia była nauczana w szkołach, a w salach lekcyjnych wisiały krzyże obok obowiązkowych portretów Bieruta, dostojników państwowych i pierwszego sekretarza partii komunistycznej.

Przełom roku 1956, odejście od ostrych represji stalinowskich i dojście do władzy Władysława Gomułki przyniosły chwilowy odwilż. Jednak na dłuższy czas nie było nadziei na poszerzenie wolności w sferze religijnej, a popaździernikowa liberalizacja polityki wyznaniowej była jedynie zabiegiem taktycznym. Gomułka - dogmatyczny komunista podjął bój z „fanatykami religijnymi”.

Usuwanie nauki religii z państwowych placówek oświatowych po 1956 r. miało charakter systematyczny, a ostateczne wyrugowanie tego przedmiotu nastąpiło w roku 1961. W 1961 r. sejm przyjął ustawę o rozwoju systemu oświaty i wychowania, na mocy której ostatecznie usunięto naukę religii ze szkół. Kościół był do roku 1989 zmuszony przenieść katechizację do salek parafialnych.

Wcześniej usunięto krzyże ze szkół. 4 sierpnia 1958 r. minister oświaty Władysław Bieńkowski podpisał Okólnik nr 26 w sprawie przestrzegania zasad świeckości szkoły, w którym m.in. zobowiązywał władze oświatowe i nauczycieli do usunięcia z klas lekcyjnych krzyży oraz przypominał, że „sprzeczne ze świeckim charakterem szkoły jest odmawianie modlitwy w szkole”.

Władze zdawały sobie sprawę z tego, co ich czeka. Znały nastroje społeczne i opór katolickiego społeczeństwa. Przewidywano wiele „sytuacji konfliktowych”, które się wydarzyły. Scenariusz wyglądał podobnie - najczęściej grupy rodziców (w głównej mierze kobiety) opanowywały szkoły, zawieszały tam krzyże, wysyłały protesty i petycje oraz wzywały do bojkotu zajęć szkolnych. Skala oporu do 15 września 1958 r. nie była mała: odnotowano 832 demonstracje, 112 przypadków bojkotu i 70 okupowania szkół oraz ponad 1,3 tys. – ponownego zawieszenia krzyży. Aż 41 razy wykorzystano ZOMO do „likwidacji zajść”.

W województwie krakowskim nie było powiatu, w którym akcja usuwania krzyży przeprowadzona byłaby bezkonfliktowo. W powiecie myślenickim największy protest miał miejsce w Trzebuni.

Przygotowując się do wydarzeń, Przewodniczący Prezydium Powiatowej Rady Narodowej w Myślenicach Józef Ćwik jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego wyrażał obawy o to, kto będzie usuwał krzyże. „Trzeba nam wiedzieć, że kto już raz się tymi sprawami zajmował i w okresie października był atakowany, a nie miał od nikogo poparcia - obecnie już w te sprawy nie zechce się angażować”.

2 września 1958 r., we wtorek, w godzinach porannych do Trzebuni przyjechał samochód z wizytatorem Kuratorium Okręgowego w Krakowie Zygmuntem Piętą oraz inspektorem szkolnym z Myślenic Adolfem Burkowiczem. Tu na miejscu stwierdzili, że kierownik szkoły Ignacy Guzdek ze Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (już funkcjonowała nomenklatura- tzn. kierownicze stanowiska były obsadzane członkami PZPR, lub sojuszniczych stronnictw) nie zatroszczył się o stworzenie odpowiednich warunków do realizacji wprowadzenia w życie okólnika Ministra Oświaty z dnia 4 sierpnia 1958 r. w sprawie przestrzegania świeckości szkoły. Pełniący obowiązki kierownika oświadczył, że wydał odpowiednie zalecenia sprzątaczkom, które sprzeciwiły się wykonaniu jego polecenia. Krzyże nadal wisiały w salach lekcyjnych rozlokowanych w trzech budynkach na terenie Trzebuni, w tym też w budynku Prezydium Gromadzkiej Rady Narodowej. Wobec jak stwierdzili „biernej postawy” kierownika, wizytatorzy w czasie przerwy lekcyjnej nakłonili nauczycielki: Alinę Grzybek i Marię Mikulec do zdjęcia krzyży i złożenia ich w jednej ze szaf. Zastraszone nauczycielki nie wiedziały, że mogą odmówić wykonania polecenia, z uwagi na to, że brak takiej czynności w przydziale czynności w pracy. W tym czasie, uczące się dzieci zauważyły zniknięcie krzyży i zawiadomiły o tym fakcie rodziców i starsze rodzeństwo. Po godzinie 13 do kancelarii szkolnej przybyła delegacja pięciu rodziców żądając wyjaśnień: jaki był cel przybycia władz oświatowych. Wokół szkoły zaczął się gromadzić tłum w liczbie 150 (niektórzy oceniali go nawet na 300) osób, głównie kobiet. Zamknięcie bramy uniemożliwiło opuszczeniu szkoły przez wizytatorów, tym samym, w pewnym sensie ich aresztując. Rozemocjonowany tłum żądał pozostawienia krzyży na ścianach. Jedna z kobiet krzyczała, że „wszystkich powyrzuca z sal tzn. portrety przedstawicieli państwa”, pytając jednocześnie: „dlaczego zostały zdjęte krzyże”. Widząc postawę tłumu, inspektor Burkowicz, któremu udało się wymknąć, zatelefonował do Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Myślenicach w celu udzielenia ochrony. Wizytator Pieta wyszedł przed budynek, gdzie tłum żądał od niego zwieszenia krzyży. Po 2 godzinach do Trzebuni przybył zastępca Komendanta MO Edward Czech i funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa kpt Czesław Gucik („tajny milicjant”). Na ich widok tłum odstąpił od oblężonego wizytatora, ale emocje nie opadały. Z tłumu padały okrzyki, część zgromadzonych osób ruszyła do sal lekcyjnych w Prezydium Gromadzkiej Rady śpiewając pieśni religijne. Tu rozbili szafy, wyjęli krzyże i z powrotem zawiesili na ścianach. Na tym w tym dniu zakończyły się zajścia. Przedstawiciele władz wyjechali samochodem. Ludzie rozeszli się do domów.
cdn.


Ziemowit Kalinowski